Last Man, tom 3 – zakręcona postapokalipsa [recenzja]

W trzecim tomie popularnej serii komiksowej wreszcie dostajemy to, na co podświadomie czekaliśmy. Razem  z Marianną i Adrianem wyruszamy w podróż daleko poza granicę Doliny Królów.

W drugim tomie “Last Mana” został rozstrzygnięty królewski turniej. Jednak zamiast dalszej wspólnej celebracji, Richard Aldana zniknął razem z pucharem, co tylko zdopingowało Marianne do działania. Można było poczuć dreszcz emocji, kiedy matka małego Adriana wyciągnęła z ukrytego schowka motocykl i zapowiedziała, że wyruszają śladem Aldany. Oto bowiem zaczyna się właściwa historia, do której wydarzenia w Dolinie Królów były jedynie prologiem. Wreszcie zaczniemy poznawać tajemnice świata, który wabił nas intrygującymi niedopowiedzeniami podczas lektury poprzednich tomów.

I rzeczywiście, rozpoczynamy lekturę trzeciego tomu “Last Mana” od pokolorowanych scen z podróży Marianne i Adrinna, którzy po dotarciu do miejsca pod tajemniczą nazwą Ryft pokonują muszą pokonać niełatwą drogę, aby wyłonił się przed nimi z mgły nowy świat. A w zasadzie stary, ze śladami globalnej katastrofy, podobny temu, który znamy z filmowego cyklu o Mad Maxie. I właśnie do tej kultowej serii możemy śmiało porównać trzeci tom “Last Mana”. Klimat przerysowanego postapo wyłania się z kolejnych kadrów, wśród których mamy zbirów na terenowych samochodach, efektowne pościgi i wreszcie pulsujące życiem i absurdalnymi prawami miasto, do którego ostatecznie trafia dwójka bohaterów, by przeżyć najbardziej dziwaczną przygodę, jaką do tej pory zaproponowali nam twórcy “Last Mana”.

W trzecim tomie pierwszoplanową postacią na okładce jest Marianne. To wyróżnienie w pełni oddaje fabułę najnowszej odsłony serii, ponieważ to właśnie matka Adriana staje w centrum wydarzeń. Już w poprzedniej części byliśmy zaskoczeni wytaszczeniem przez nią motocykla i jak się okazuje był to zaledwie początek dotyczących jej, fabularnych niespodzianek. Marianne okazuje się bowiem postacią z wieloma, ukrywanymi talentami. Doskonale radzi sobie ze zgrają postapokaliptycznych zbirów i zdaje się wiedzieć zaskakująco wiele o świecie poza granicami Doliny Królów. Jednak i ją w pewnym momencie zaczyna przerastać złożoność groteskowego świata, który między innymi zafunduje nam najbardziej szalony proces sądowy z tych, jakie dane na było oglądać nie tylko na kartach komiksu.

Trzeci tom “Last Mana” kontynuuje świetną passę serii i można śmiało uznać go za najlepszą jak dotąd jej odsłonę. Widać, że twórcy nie boją się korzystać z wielu popkulturowych tropów tworząc z nich jedyną w swoim rodzaju mieszankę, w której do jednego worka można wrzucić magię, sztuki walki i klimaty rodem z “Mad Maxa”. A nawet   odrobinę pikanterii, która w żadnym wypadku nie gorszy, a wręcz wzbudza podziw nad sposobem wykorzystania jej w fabule. To wszystko składa się na komiks, który mimo swej prostej oprawy graficznej jest już nie tylko pierwszorzędną, ale po prostu doskonałą rozrywką dla każdego wielbiciela popkulturowych klimatów.

Lastman, tom 3. Scenariusz: Bastien Vives, Balak. Rysunki: Bastien Vives, Michael Sanlaville. Non Stop Comics 2020

Ocena: 8,5/10

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Doktor Strange, tom 3 – pod ciężarem magii [recenzja]

Okładka trzeciego tomu “Doktora Strange’a” zapowiada bardzo wiele zmian, które mają prawo znacząco wpłynąć na …

Leave a Reply