Loteria – klasyczny tekst Shirley Jackson na kartach komiksu [recenzja]

Komiksy na podstawie dzieł literackich zwykle stanowią dla mnie nie lada problem w ocenie, bowiem nieczęsto potrafią dosięgnąć poziomu swojego pierwowzoru. I bynajmniej nie jest to wina słabości komiksowego medium, jego artystycznej miałkości – przecież komiks wielokrotnie udowodnił, jako samodzielny, niezależny twór, że śmiało pretendować i osiągać rangę sztuki.

Problem tkwi w zupełnie odmiennej konstrukcji narracyjnej, jako punktu wyjściowego dla finalnego dzieła. Opowiadanie zupełnie inaczej operuje treścią, opiera się na znacząco odmiennych środkach wyrazu, niż czyni to komiks. Więc zrozumiałe – że przełożenie języka literackiego na komiksowy jest z gruntu bardzo trudne i nie zawsze się udaje. Tym bardziej z obawami sięgałem po komiksową wersję najsłynniejszego opowiadania Shirley Jackson – „Loteria”.

Fabularnie historia jest niezwykle prosta, ale właśnie w tej prostocie kryje się jej największa siła. Małe amerykańskie miasteczko żyje nerwowym oczekiwaniem na zbliżająca się Loterię. Biorą w niej udział wszyscy mieszkańcy, czy to w roli widzów, jak podekscytowane dzieci czy też samych losujących, do których należy każdy z dorosłych mieszkańców.

Wszyscy losują kartkę z drewnianego pudełka. Tylko na jednym bileciku jest zaznaczona czarna kropka, zwiastująca bycie wylosowanym w Loterii. Genezy rytuału nikt nie pamięta. To tradycja sięgająca zamierzchłych czasów, która – mimo że okrzepła, utraciła pierwotny, mocno religijny charakter, z melorecytacjami zapomnianych obecnie tekstów i rytualnych pozdrowień – nadal jest bardzo silnie umotywowana w ludzkiej świadomości. Wspominki o mieszkańcach pobliskich miasteczek, które Loterię zarzuciły, określani są mianem głupców. Tutaj tradycja trwa. Jest silna. Wszyscy oczekują dnia Loterii, odliczają dni. Mimo, że nikt tak naprawdę nie pamięta jej pierwotnego znaczenia…

Losowanie nie trwa długo. Każdy sięga po bilecik, ale nie sprawdza, czy posiada na nim znak, dopóki wszyscy nie wylosują…

Zakończenie jest nie tylko zaskakujące, ale śmiało można je określić mianem szokującego. Traumatyczna historia, w której napięcie rośnie wykładniczo, w trakcie spokojnej, stagnacyjnej historii nagle finałem wybucha nam prosto w twarz. Jednocześnie starannie, wręcz sennie snuta opowieść pozostawia olbrzymie pole do interpretacji, jednocześnie w umiejętny sposób zaszczepiając podskórny lęk co do przedstawionych wydarzeń. Nie chcę zdradzić więcej, by nie psuć Wam przyjemności z odkrywania kolejnych obrazów w tej ponurej historii. Dość, że zaznaczę, iż podskórnie historia Jackson odnosi się do mrocznego, wczesnego okresu kolonizacji amerykańskiej ziemi. Jako kulturowy tygiel złożony z różnorakich religii, zabobonów, tradycji i przesądów, obfitował – nie tylko we wczesnym okresie – w wiele mrocznych kart. Także przykładów manipulacji odosobnionymi, społecznymi enklawami, zmuszonymi do mierzenia się z surowym klimatem, chorobami, etc. I ewoluował w nowe, często irracjonalne, formy wierzeń, kultów, tradycji. Wielokrotnie nijak nie przystających do „cywilizowanego” świata i niejednokrotnie czerpiących z surowej, ludowej duchowości. Czy to właśnie są ostatki dawnej Loterii, wspominane w opowieści Jackson przez jej bohaterów? Forma przebłagania surowego, bezwzględnego Boga ( bądź bogów) poprzez quasi – religijny proces wyboru i to, co się z tym wyborem finalnie wiąże? W historii autorki „Nawiedzonego domu na wzgórzu” pozostaje po dawnym procesie ledwie echo, swoisty nawyk, przyzwyczajenie, pozbawione duchowego, mistycznego kontekstu, a staje się bardziej mechanizmem, odruchem warunkowym, który jest co najwyżej przerywnikiem codziennej egzystencji. Ważnym, tradycyjnie kultywowanym, ale jednak odartym zupełnie z aury sacrum, jaki – zdaje się – towarzyszył mu w jego początkach.

Komiks przygotowany przez Milesa Hymana zaskakująco dobrze radzi sobie z opowieścią, starając się jak najwięcej oddać obrazem. Jako wnuk Jackson, autor niejako stara się udźwignąć jej literackie dziedzictwo, a że sam jest autorem wielu adaptacji dzieł literackich na sztukę komiksu, forma po którą sięga okazuje się naturalną wypadkową możliwości i predyspozycji.

I – muszę przyznać – Hyman wychodzi z przedsięwzięcia obronną ręką. Być może i nie wyczerpuje w pełni kunsztu literackiego języka swojej babki, jednak – jak na tak trudną transformację, jak ta – z literatury, na komiks – efekt finalny naprawdę potrafi zadowolić.

Dużą zasługa jest tu znakomita strona graficzna, nieodzownie kojarząca się z pracami Edwarda Hoppera, który zresztą lubował się w realizmie oddającym w temacie prac właśnie senną, amerykańską małomiasteczkowość. A taka sama jest przecież teatrem zdarzeń w opowiadaniu (i komiksie).

Hymes radzi sobie dobrze z przełożeniem narracji Jackson na język obrazu. Jego kadry skupiają się na szczegółach, raczej brak tu szerszych panoram, to bardziej wycinki rzeczywistości, często nie obejmujące całych sylwetek, postaci, a jedynie ich fragmenty.

Jednak taki właśnie rodzaj rysunku, utrzymany dodatkowo w stonowanej, pastelowej kolorystyce ziemi, pozwala skupić się na kluczowych dla samej historii szczegółach.

Jak wspominałem na początku – bardzo trudno jest adaptować literaturę na formę komiksową, poprzez zupełnie odmienny sposób narracji. Jednak „Loteria” Milesa Haymana będąca hopperowską wariacją nt prozy Shirley Jackson naprawdę dobrze sobie z tym zadaniem poradziła. Jest z pewnością nie tylko wspaniałym przykładem nietuzinkowej opowieści grozy, ale też równie sprawnie przygotowanym komiksem, gdzie rysunek znaczy więcej, niż słowa.

Loteria

Nasza ocena: - 85%

85%

Scenariusz i rysunki na podstawie opowiadania Shirley Jackson, Miles Hyman. Wydawnictwo Marginesy 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

ElfQuest, tom 1 – legenda niezależnego komiksu [recenzja]

„ElfQuest, tom 1″ to z jednej strony rzecz bardzo ciekawa, bowiem Wydawnictwo Amber, odpowiadające za …

Leave a Reply