Gorący temat

Martwy ptak – kapitalny turpistyczny kryminał [recenzja]

Maciej Kaźmierczak to młody autor z niemałym dorobkiem, którego twórczość śledzę od kilku lat. Choć dotychczas próbował sił w szeroko rozumianej grozie – chętnie sięgając po weird i mocno oniryczne, ocierające się o postmodernizm historie – tak podjęcie przez niego próby napisania kryminału muszę uznać za posunięcie zdecydowanie udane. Choć nie wolne od niewielkich mankamentów, które jednak nie rzutują zbytnio na odbiór całości.

Tajemnicze zbrodnie popełniane w Łodzi wprawiają śledczych w konsternację. Sprawca zdaje się wybierać ofiary zupełnie przypadkowe, upozowując je w dziwaczne pozy, a w usta wpychając martwe ptaki. Zbrodnie cechuje znaczny poziom okrucieństwa, a sam oprawca zdaje się nie pozostawiać żadnych śladów. Zaskakująco w całą sprawę zostaje wplątana młoda rysowniczka – Laura Wójcik, zafascynowana artystycznym odwzorowywaniem w obrazach scen śmierci i przemijania. Szczególnie interesują ją martwe ptaki… Co łączy dziewczynę ze zbrodniami? Czy śledczym uda się odkryć, kto jest mordercą? I jaką rolę odegra w całej historii młoda dziennikarka ukraińskiego pochodzenia?

„Martwy ptak” to proza zgrabnie prowadzona, gdzie sama kryminalna intryga jest – owszem – osią spinającą całość historii, ale nie jej nadrzędnym celem. Jest w powieści zaskakująca (zwróciwszy uwagę na młody wiek autora) głębia, która nie sprawia wrażenia wymuszonej. To nie poza, bije z tej afirmacji smutku i rezygnacji znacząca autentyczność i dojrzałość przemyśleń, zdecydowanie nadająca kryminałowi dodatkowy, głębszy i na wskroś turpistyczny wymiar. Kaźmierczak kreuje zbrodnie krwawe, brutalne, jednak bez uciekania się do przesadnego epatowania przemocą. Owszem, ona jest obecna – wymaga tego fabularny konstrukt – jednak nie ma nazbyt szczegółowej wiwisekcji w opisach, a całość przedstawień wspomnianych scen nacechowana jest pewnego rodzaju mroczną (znów – turpistyczną) poetyką.

„Martwy ptak” szokuje, lecz nie za sprawą zbytniej dosłowności, szczegółowości makabrycznych opisów, a raczej całościowym mrocznym nastrojem i sięganiem po tematy tabu, jakim jest w naszej kulturze śmierć i przemijanie. O tym się przecież nie mówi, albo mówi bardzo rzadko i niechętnie. Wolimy milczeć, staramy się nie zauważać, że śmierć jest wokół nas, że towarzyszy nam na co dzień, jest po prostu obecna. Kaźmierczak o tym w swojej historii przypomina. Powieściowy morderca sięga po zbrodnię, ujmując sam jej akt w schemat dzieła sztuki, niezrozumiałego społecznie, przerażającego w samej swojej genezie, jak i w formie realizacji. Jednak – co ważne – nie oswaja owej śmierci, a wręcz uwypukla jej nagłość i nieodwracalność. To akt ostateczny, jak ostateczne jest poświęcenie jednej z postaci dla dokonania się finalnego dzieła. Śmierć w „Martwym ptaku” jest zwyczajnie częścią otaczającego bohaterów świata, o której ani chwili autor nie daje im (ani czytelnikom) zapomnieć.

Cała powieściowa kreacja opiera się na postępującym mroku, smutku, rezygnacji. Samo miasto jest pokazane jako miejsce mało przyjazne, brudne, obce. Niechętne własnym mieszkańcom. To bardzo depresyjny wizerunek Łodzi, który jednak doskonale rezonuje z wagą i charakterem opowiadanej historii. Kaźmierczak nie kreuje świata pozytywnego, w żadnym aspekcie. Bohaterowie obarczeni są ciężarem przeszłości, brzemieniem uwarunkowań ekonomicznych lub społecznych. Zderzają się z niechęcią środowiskowa względem ich orientacji, pochodzenia, czy choćby poglądów. To nie zero-jedynkowe postacie, skrojone tylko pod opowiadaną fabułę i tylko na tyle, ile fabuła wymaga określone, opowiedziane. To autonomiczne jednostki, bardzo realistycznie odzwierciedlające zróżnicowanie naszego społeczeństwa. I choć jest to obraz mało przyjazny, mało pozytywny, to nie sposób odmówić mu znacznej dozy realizmu.

Szukając stylistycznych podobieństw w warstwie warsztatowej, wskażę powieści Przemysława Borkowskiego, choćby z cyklu o Zygmuncie Rozłuckim. On także rozbudowywał mocno warstwę społeczno – obyczajową swoich książek i nie szczędził surowego komentarza względem ogólnej społecznej kondycji. A pewne podobieństwa w zakresie pomysłu inscenizacji artystycznej miejsc zbrodni jeszcze pogłębia wrażenie zbieżności z prozą Borkowskiego, jeśli przywołamy jego „Widowisko”.

Wspomnianych na wstępie błędów nie ma tu zbyt wiele, ale jednak z recenzenckiego obowiązku nie sposób ich nie wspomnieć. Erotyczna quasi- relacja pomiędzy Kyrcz i Szolc wypada nie tyle niezgrabnie, co zdaje się niepotrzebna. Pojawia się na wstępie w dość mocno akcentowanej scenie, by w dalszej części zostać niejako porzucona. Jest ledwie wspominana w tle, jednak nie rzutuje ani na fabułę, ani wzajemne relacje pomiędzy policjantami. Gdyby ją zupełnie wykreślić, całość powieści nic by nie straciła. Zresztą szybko marginalizowana jest postać samego Kyrcza. On również przewija się w tle, uwypuklony jest jego alkoholowy problem, ale główny ciężar śledztwa spoczywa na Szolc właśnie, a jej partner zdaje się dorzucony trochę z przypadku, trochę na siłę.

Sama Laura Wójcik też nie stroni od trunków, co zresztą stanowi pewien wyznacznik powieści – picie alkoholu jest tu wręcz ostentacyjnie tożsame z relacjami społecznymi. I kiedy główna bohaterka ma wyraźnie problem z nadużywaniem alkoholu (co zdaje się wypadkową alkoholizmu jej ojca), tak już np. Julia – reporterka przy każdym praktycznie spotkaniu używa butelki wina jako naturalnego załącznika do wzajemnych relacji. To powoduje wrażenie nieco nadmiernego uwypuklenia rekwizytu, z jednoczesnym stłamszeniem problemu z nim u Laury, niezamierzonym trywializowaniem go. Efekt jawi się jako odmienny od zamierzonego.

Natomiast bardzo ciekawym elementem – który we wstępnej fazie może szokować czy zdawać się wręcz obrazoburczy – jest sama fascynacja śmiercią u głównej bohaterki, która w jej oczach urasta do rangi sztuki i jako taka powinna być nie tylko postrzegana, ale i komplementowana. Nie jest to do końca nowy motyw w popkulturze (by przytoczyć za przykład film „Zdjęcie śmierci” Oxide Pang Chuna z 2004 r.), jednak Kaźmierczak ciekawie zaimplementował go do powieści kryminalnej. Przywołując słowa Roberta Ziębińskiego ze Wstępu do „Kronik zbrodni” (napisanych wspólnie z Moniką Całkiewicz), sięgamy po literaturę opowiadającą o prawdziwych zbrodniach, rzeczywistej, realnej przemocy, „nie tylko dlatego, żeby oswoić lęk, ale w ogromnej mierze dla zaspokojenia ciekawości”. Kaźmierczak wykorzystuje w „Martwym ptaku” podobny mechanizm, jednak sięga nie tyle po fascynację zbrodnią, co śmiercią w szerszym kontekście, w samym jej sednie.

Ostatnie zdania powieści to klasyczny twist, mający wywrócić do góry nogami wszystko, co wiemy, co zostało nam przedstawione i wyjaśnione. W pierwszej chwili postrzegałem to jako woltę przesadzoną, nadmierną i w pewnym stopniu zbędną. Jednak po dłuższym przemyśleniu konceptu okazuje się ona nad wyraz trafnym zwieńczeniem tej jakże mrocznej i niepokojąco poetyckiej historii.

„Martwy ptak” to jeden z mroczniejszych kryminałów, jakie znaleźć można na polskim rynku, który jednak unika nadmiernego epatowania przemocą, a skupia się na depresyjnym, ponurym i w dużej mierze turpistycznym wydźwięku całości. Mocno zaakcentowany wątek obyczajowy stanowi gorzki komentarz do naszej rzeczywistości, a Łódź jako miejsce akcji niekoniecznie jawi się jako miasto, które chcielibyście odwiedzić. Niemniej, mimo swego ciężaru, to powieść bardzo warta polecenia. Brak tu pozytywnego przekazu, brak happy- endu, co jednak sprawia, że sama powieść zdaje się autentyczniejsza. Świat to złe miejsce, a śmierć jest w nim boleśnie obecna, czy chcemy tego, czy nie – to główne (choć z pewnością nie jedyne) przesłanie, jakie pozostawia po sobie lektura „Martwego ptaka”. Jednak mimo tak negatywnego przekazu, to książka warta przeczytania, która długo po lekturze nie pozwoli Wam o sobie zapomnieć.

Martwy ptak

Nasza ocena: - 80%

80%

Maciej Kaźmierczak. Wydawnictwo Muza 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Rewolta – trafne podsumowanie kondycji współczesnego świata [recenzja]

„Bez walki nie ma postępu”. Nadav Eyal wybrał słowa Frederica Douglasa na motto swojej książki …

Leave a Reply