Gorący temat

Maska, tom 2 – większa dawka chaosu [recenzja]

Drugi tom “Maski”, to z jednej strony rozmienianie oryginalnego pomysłu na drobne, z drugiej poszukiwanie nowych, fabularnych ścieżek dla tego nacechowanego szaleństwem konceptu. Rezultat jest… połowiczny.

W komiksowej “Masce”, już w drugim jej tomie jak w soczewce odbijają się plusy i minusy oryginalnych pomysłów, które z czasem podlegają nadmiernej eksploatacji. Bo jest przecież tak – wymyśliliśmy coś ekstra, ludzie to pokochali, trzeba rozwijać to uniwersum i przy okazji zbijać kasę. Albo na odwrót, trzeba zbijać kasę i przy okazji rozwijać to uniwersum. To czego doświadcza w ostatnich latach uniwersum Hellboya, w “Masce” mamy w skali mikro. Oryginalni twórcy, czyli John Arcudi i Doug Mahnke pojawiają się w tym tomie na chwilę – ale za to w pysznej opowieści opisującej szokujący powrót Stanleya Ipkissa, a reszta ekipy to już inni artyści, którym kontynuowanie przygód bohaterów opętanych tajemniczym artefaktem wychodzi raz lepiej, raz gorzej. 

Na pierwszy ogień idą w “Polowaniu na Zielony Październik” Evan Dorkin i Peter Gross, w opowieści której chyba najbliżej do tych z pierwszego tomu. Dostajemy miejscami groteskową, miejscami autentycznie smutna historię o ojcu wychowującym samotnie córkę, która po śmierci matki przestała mówić. Główny bohater przypomina Stanleya Ipkissa, to typowy everyman, którego obsesje ujawniają się po założeniu Maski. Artefakt trafia w jego ręce na zakupach u handlarki rupieciami i sprawia, że postanawia on zemścić się na człowieku odpowiedzialnym za śmierć żony, przy okazji siejąc terror w mieście. Groteskowo wypadają tutaj poboczni bohaterowie, czyli grupy, które poszukują artefaktu i są zdolne do wszystkiego, pojawia się również – tak jak będzie się pojawiał w kolejnych historiach – gliniarz Kellaway, który choć już maski nie nosi, to jest owładniety obsesja na jej punkcie i zawsze podąża tam, skąd docierają informacje o kolejnych rozróbach Wielkiego Łba. 

“Polowanie na Zielony Październik” to mimo szaleńczych wybryków opowieść zawierająca co najmniej minimum wiarygodności w portretowaniu swoich bohaterów, czyli ojca i córki, z oczekiwanym rozwojem akcji i wyciszającym emocje zakończeniem – na takim zestawieniu polegali też Arcudi i Mahnke, którzy nie chcieli, aby “Maska” dawała tylko krwawą, absurdalną zabawę i nic więcej. Jednak ile razy można powtarzać taki schemat? Dlatego w kolejnych rozdziałach twórcy zaczynają eksplorować inne koncepty.

 Dość ciekawie wypada w historii “Światowe tournee” ten kolejny, zaczynający się od plansz z bankowym rabunkiem, zaś fakt, że maska akurat jest w jednej ze skrytek, wiadomo do czego doprowadzi. Choć wcale, jak się okazuje, tak do końca nie wiadomo. A to dlatego, że w tym przypadku dostajemy chyba najbardziej przegiętą z dotychczasowych historię, z dziwacznymi zwrotami akcji, z generałem armii z psychicznymi problemami i szalonymi, efekciarskimi scenami, które każą nam mocno nagiąć wyobraźnię. W porównaniu do gangsterskich porachunków z pierwszego tomu to już totalny odlot i chyba nie wszyscy tę totalnie absurdalną konwencję kupią. 

 Co dalej? A co powiecie na Maskę kontra Voodoo? Dołóżmy jeszcze Nowy Orlean, jako kolejną nową lokalizację i mamy przepis na szaloną opowieść. Tym razem, w “Przykrości Południa” maskę przywdzieje poszukujący swojej siostry mężczyzna, który trafia właśnie do Nowego Orleanu (trafia tam również Kellaway), gdzie czekają go wyzwania przed jakimi nosiciele artefaktu jeszcze nie stanęli. Robi się bardziej horrorowo i mogłoby się wydawać, że takie połączenie może nieźle smakować, ale nie do końca gra tu fabuła, która jest w dużym stopniu chaotyczna, tak jakby twórcy trzymali kilka srok za ogon i żadnej nie chcieli odpuścić. W efekcie powstała dziwaczna mieszanka, mocna osadzona w stylistyce lat dziewięćdziesiątych, co nie do końca wyszło jej na dobre. 

Ostatni opowieść, “Zabawki na strychu” (przed nią jest wspomniany szorściak o Ipkissie, “Powrót żywego Ipkissa…czy coś”), to chyba najsłabsza część zbioru, w której za bohatera robi  artysta odpowiedzialny za graficzne projektowanie zabawek. To historia o zemście po latach, z dość makabrycznymi szczegółami (choć w charakterystycznej dla “Maski” stylistyce). Widać tu odwołania do takich klasyków jak “Siedem”, co przy groteskowym stylu komiksu nie do końca ma sens. Nie pomaga Kellaway, który ma tutaj niezłe, kolejne wejście, z drugiej strony “Zabawki na strychu” to przykład, że twórcy odpowiedzialni za “Maskę” nie chcą kopiować rozwiązań z pierwowzoru, tylko chodzą własnymi drogami, co nie oznacza, że nie może to być droga na manowce. A zatem plus za inwencję twórczą, a minus za to, że nowe pomysły niekoniecznie się sprawdzają . Co nie zmienia faktu, że z ciekawością sięgniemy po kolejny, zapowiedziany tom “Maski”.

Maska, tom 2

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: John Arcudi i inni. Rysunki: Doug Mahnke i inni. Tłumaczenie: Marceli Szpak. Non Stop Comics 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Kobiety dzikiego zachodu – trudy życia w pionierskich czasach [recenzja]

“Kobiety dzikiego zachodu” to już trzeci album z westernowej serii włoskiego mistrza komiksu realistycznego, Paolo …

Leave a Reply