Miasto Iluzji, tom 1: Pistolety – mieszanka wybuchowa [recenzja]

Nieczęsto zdarza się książka którą tak trudno wpisać w ramy konkretnego gatunku, jak powieść Konrada Grześlaka. Nieco kryminału, nieco sensacji, kolejne elementy obyczajowej psychodramy… i jeszcze pewnie więcej, nie ma prawa złożyć się w spójną całość. A w każdym razie tak nam się wydaje jeszcze przed rozpoczęciem lektury.

Kilkadziesiąt stron w głąb historii również zresztą, bo w „Mieście Iluzji” początkowo nic do siebie nie pasuje. No dobra, mamy obiecywany wątek obyczajowy, mamy szczyptę dość dramatycznej tajemnicy z przeszłości, mamy wreszcie mnogość przewijających się przed oczyma karykaturalnie przerysowanych bohaterów… ale nie bardzo wiadomo dokąd luźne wątki nas zaprowadzą, a co więcej, równie istotne staje się pytanie czy w ogóle. A jednak w tym szaleństwie jest metoda, a Grześlak udowadnia wkrótce, że ten pozorny miszmasz trzyma w ryzach nad wyraz pewnie.

W „Mieście Iluzji” towarzyszymy przede wszystkim dwudziestoośmioletniemu Marcinowi Bielawskiemu – niczym nie wyróżniającemu się z tłumu pospolitych szaraczków młodemu urzędnikowi Ministerstwa Kultury. Walcząc z nadopiekuńczą matką i nieco paranoiczną żoną, Marcin z wolna przygotowuje się psychicznie do narodzin syna Jurka, gdy zupełnie niespodziewanie dopadają go demony przeszłości. Oto bohater dostaje propozycję dokończenia pewnego scenariusza, który wraz ze zmarłym przyjacielem Arturem, pisał ponad osiem lat temu. Szkopuł w tym, że Artur został zamordowany w tyleż brutalnych, co zagadkowych okolicznościach, a próba zajrzenia w przeszłość zdaje się prowadzić wprost w objęcia kłopotów. Powodowany chęcią rozwikłania zagadki Marcin chcąc nie chcąc łączy siły z tabloidowym dziennikarzem Andrzejem – a ich wspólne śledztwo wkrótce odkryje całą sieć splątanych ze sobą wydarzeń.

Jako słowo się rzekło Grześlak doskonale wie co robi, od samego początku przeładowując nas wątkami i wyskakującymi ni stąd ni zowąd kolejnymi postaciami i poniekąd zmuszając do metodycznego łączenia wątków. Pierwsze rozdziały książki są jednak mimo tego powolne, jakby pozwalające nam oswoić się z czekająca do rozwikłania układanką. Dzięki temu, początkowo chaotyczna lektura stopniowo nabiera dość dusznej atmosfery, w dalszym ciągu trzymając swoje sekrety poza zasięgiem naszych dłoni – a są w  „Mieście Iluzji” momenty takie w których kartki przewracają się same byle dotrzeć do rozwikłania tajemnicy.

Mocną stroną powieści Grześlaka są też bohaterowie. I tu również niespodzianka, bowiem o ile może wydawać się, że to ledwie sklejki stereotypów z dziennikarzem hulaką, czy obsesyjnie kontrolującą wszystko matką na czele, im dalej w las, tym bardziej ich posunięcia stają się nieprzewidywalne. Nie można więc odmówić autorowi umiejętności wyprowadzania nas w pole, a jeśli połączyć to z odpowiednią dawką psychologii i rozkręcającym się ze strony na stronę tempem, otrzymujemy rzecz wyjątkowo dobrze przemyślaną. Styl Grześlaka pozostaje przy tym płynny i zrozumiały. Autor nie bawi się tu w ekwilibrystykę i zabawę słowem – jego książka to samo życie, z pełną dosadnością opisów poszczególnych scen. Wszystko to niepozbawione jest jednak  pewnej chropowatości, którą w tym wypadku należy policzyć jedynie plus, bo to dzięki niej jeszcze bardziej odczuwamy brud i mrok przedmieść.

Ostatecznie więc „Miasto Iluzji” jawi się jako powieść niepozorna. Jedna z tych które zaczynają się powoli, wręcz niewinnie, by zasugerować nam, że wewnątrz czai się obietnica czegoś znacznie bardziej złożonego. Owa obietnica zostaje spełniona i choć nie nazwałbym „Miasta Iluzji” pozycją pozbawioną wad, w szczególności dla mniej cierpliwych odbiorców, nie pozostaje nam nic innego niż czekać na domknięcie wszystkich wątków w tomie drugim.

Miasto Iluzji. Tom 1: Pistolety

Nasza ocena: - 70%

70%

Autor: Konrad Grześlak. Wydawnictwo Sonia Draga, 2020

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Prosta sprawa – Jack Reacher na polskiej prowincji [recenzja]

„Prosta sprawa” Wojciecha Chmielarza to powieść sensacyjna, która podąża utartymi ścieżkami, znanymi choćby z bestsellerów …

Leave a Reply