Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie – alegoryczna opowieść o nas samych [recenzja]

Tom pierwszy z dwóch komiksu „Miasto wyrzutków” – z podtytułem „Mężczyzna, który gromadził rupiecie” może i nie zniewala ogólnym fabularnym konspektem, jednak zachwyca czymś innym. Tym, co kryje się poza głównymi zdarzeniami, poza warstwą wierzchnią fabuły. Ale też graficznie radzi sobie całkiem nieźle, udowadniając że europejski komiks to kopalnia twórców oryginalnych, mocno wychodzących poza schemat.

Jacques Peuplier to odmieniec nawet w mieście pełnym odmieńców i dziwaków. Potężnej postury, ale nieśmiały, wycofany, małomówny. Mocno stroniący od ludzi, nad ich towarzystwo przedkładający bliskość przedmiotów… które słyszy. Bowiem do naszego bohatera przedmioty mówią, a ściślej – rozmawiają z nim, albowiem tylko on może je usłyszeć. To staje się dla niego przyczynkiem do efektywności zawodowej, jako poszukiwacza zaginionych przedmiotów, ale i czyni jeszcze bardziej wyalienowanym – bowiem czasem o tym zapomina i zaczyna im odpowiadać, nieważne, że publicznie. A jak ludzie reagują na tych, co mówią sami do siebie? No właśnie.

Komiks Juliena Lamberta to na wskroś smutna opowieść o tym, jak trudno być sobą, zwłaszcza, jeśli choć trochę odbiegamy od społecznie przyjętych norm. Jak niełatwo odnaleźć się w świecie, który zbyt łatwo, zbyt szybko ocenia, kwalifikuje, zwłaszcza w sensie negatywnym. Jednocześnie to opowieść o tym, ze w swojej dziwności, w swojej odmienności można się zatracić, oswoić się z nią tak bardzo, że nie pojmujemy już jak bardzo ten stan jest nam bliski, jak mocno czyni nas on nami samymi. Nie pojmujemy tego aż do chwili, kiedy nagle ktoś lub coś odbierze nam to, co czyni nas innymi, co determinuje nasza odmienność. I wtedy naprawdę pozostaje pustka.

Lambert prowadzi fabułę mocno groteskową, solidnie odrealniając świat przedstawiony, co zresztą wsparte jest rysunkiem. Niby miasto jest pozornie zwyczajne w kształcie, w architekturze. Brudniejsze, bardziej pokiereszowane i zagracone, niż przeciętne miasto, ale jednak. Tym, co go odrealnia to postacie, z gruntu nieforemne, nieproporcjonalne, karykaturalne wręcz. A do tego specyficzne ujęcia kadrów, jakby autor kręcił film, pod dziwacznym kątem trzymając kamerę.

Brudna, oszczędna kreska, zdawać by się mogło, na pierwszy rzut oka, że nawet niedbała, pomaga budować klimat, atmosferę obcości i odizolowania. Jacques pragnie relacji, relacji z drugim człowiekiem, jednak nie potrafi w żaden sposób podjąć wyzwania. Stając w obliczu kobiety – klientki, zupełnie nie daje sobie rady z własnymi fobiami, z własnym odizolowaniem, które wraz z upływem czasu stało się dla niego swoistym azylem, murem, za którym się chroni.

Tak naprawdę historia Lamberta to alegoryczna opowieść o nas samych, którzy na co dzień mierzymy się z własnymi lekami, niepokojami, z naszą odmiennością, która – o czym często nie umiemy pamiętać – czyni nas wyjątkowymi.

Pierwszy tom „Miasta Wyrzutków”, mimo niespecjalnie rozbudowanej fabuły czyta się naprawdę dobrze, choć trzeba się przygotować na sporą dawkę melancholii. Egzystencjalne prawdy, przemycane przez autora nienachalnie, mimochodem, bez zbędnego, filozoficznego zadęcia pomagają uzyskać komiksowi głębię i czynią go czymś więcej niż prosta czytanką na dwa wieczory. Osobiście bardzo jestem ciekaw, jak się ta historia skończy. A wam wszystkim polecam lekturę „Mężczyzny, który gromadził rupiecie”. Może dostrzeżecie w Jacquesie cząstkę was samych?

Miasto Wyrzutków, tom 1: Mężczyzna, który gromadził rupiecie

Nasza ocena: - 80%

80%

 Scenariusz i rysunki: Julien Lambert. Non Stop Comics 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Księgi Magii, tom 1: Dobór składu –  magiczne wybory młodego czarodzieja [recenzja

“Księgi Magii” to kolejna z serii wydawanych w ramach projektu Sandman Uniwersum. I dzięki jej …

Leave a Reply