poniedziałek , 26 Październik 2020

Najciekawsze lovecraftowskie inspiracje w popkulturze

Sto trzydzieści lat od urodzin H.P. Lovecrafta, jego literackie dziedzictwo jest obecne we wszystkich gałęziach popkulturowej rozrywki. Biorąc pod uwagę fakt, że za życia jego proza nie została wydana w formie książkowej, można uznać to za niezwykłe, pośmiertne osiągnięcie samotnika z Providence. Współcześnie jego wpływy widać wszędzie – w literaturze, komiksach, filmach, serialach, grach, muzyce. Fascynuje nie tylko proza, na którą składają się pojęcia kosmicznego horroru i mitologii Cthulhu razem z gęstym, lovecraftowskim stylem, ale także sama osoba pisarza – ekscentryka, rasisty, agnostyka i osoby aseksualnej w jednym.

Proza, cechy osobowości i poglądy coraz częściej łączą się w odważne, popkulturowe koktajle, czego najlepszym przykładem jest debiutujący na HBO serial “Kraina Lovecrafta” na podstawie powieści Matta Ruffa,, w którym równie straszne jak lovecraftowskie potwory są demony rasizmu w Ameryce lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. W ten sposób tytuł serialu z  czarnoskórymi bohaterami  nabiera dwuznacznego wymiaru, łączącego stworzoną przez pisarza mitologię z jego poglądami o wyższości aryjskiej rasy. Jak będzie w przyszłości z inspiracjami lovecraftowskimi dopiero się okaże, ponieważ najwidoczniej rozpoczął się proces burzenia popkuturowego pomnika pisarza. A na razie, w oczekiwaniu na dalsze odcinki serialu i książkę Matta Ruffa,  przedstawiamy garść najciekawszych popkulturowych inspiracji odwołujących się do prozy samotnika z Providence. 

Filmy Johna Carpentera

W opinii wielu widzów za najbardziej lovecraftowski film uchodzi “Coś” Johna Carpentera. To obraz z początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, którego  efekty specjalne bez wszechobecnego dzisiaj CGI, wciąż robią duże wrażenie. Tak samo jak w prozie Lovecrafta jest tu duszna atmosfera, męscy bohaterowie i nieprzyjazny, w tym przypadku zimowy krajobraz. Jest też tajemnicza istota z kosmosu, która potrafi przybrać ludzką, bądź zwierzęcą postać.  Wrażenie niepokoju potęguje niezwykła, początkowa sekwencja ze ścigającym psa po bezdrożach Antarktydy helikopterem. Tak samo jak w innym filmie Carpentera, “Mgle”, wspomina  się  przede wszystkim ich  lovecraftowski klimat, który w  prozie autor osiągał z pomocą rozbudowanych konstrukcji stylistycznych, a w filmie reżyser uzyskiwał  dzięki świetnej współpracy efektów dźwiękowych, muzyki i gry aktorskiej. Carpenter powrócił do Lovecrafta w filmie “W paszczy szaleństwa”, gdzie wymieszał klimat, kosmiczną mitologię, a nawet  odniesienia do mniej znanej, a istotnej dla twórczości pisarza “Krainy Snów”. Film, z tajemniczą postacią pisarza – demiurga był, można powiedzieć –  Lovecraftem w pigułce.

Komiksy Alana Moore’a

Twórcy komiksowi, głównie dzięki plastyczności dzieł Amerykanina czerpią z jego spuścizny  garściami.  Szczególną estymą darzy pisarza inny wielki artysta, Alan Moore. Lovecraftowskie postacie i kosmiczne byty są obecne w jednym z jego najsłynniejszych dzieł – “Lidze Niezwykłych Dżentelmenów”. Czasami stanowią jedynie element dekoracji (pocztówka z Arkham) lub fragmenty prozy pojawiające się w  dodatkach do komiksu  (“Alan  i rozdarta zasłona”) . Za to spin -off “Ligi Niezwykłych Dżentelmenów” – “Nemo: Serce z lodu”, to już pełnoprawna wariacja na temat jednego z najsłynniejszych, dłuższych tekstów HPL-a –  “W górach szaleństwa”.  To jednak nie wszystko. Kilkanaście lat temu Moore napisał opowiadanie “Dziedziniec” do poświęconej Lovecraftowi antologii, które zostało później zaadaptowane na potrzeby komiksu. “Dziedziniec”, a potem jego kontynuacja, “Neonomicon” i “Providence” są przykładem twórczego rozwijania Lovecraftowskich konceptów i jednocześnie wspaniałym hołdem, zwierającym prawdopodobnie największą liczbę tropów i odniesień do prozy klasyka horroru. A jest jeszcze czarno-biała antologia “Alan Moore’s Youggoth Cultures and Other Growths”, prezentująca inspirowane prozą pisarza krótkie formy komiksowe.

Komiksy Mike’a Mignoli

Na dźwięk nazwiska Mignola od razu myślimy – Hellboy. Tylko, że bez wpływu twórczości Lovecrafta na tego artystę, nie byłoby serii o Hellboyu. Mignola, nie tylko w przypadku swojej standardowej serii, bardzo chętnie przetwarza elementy loveccfaftowskiej mitologii. Od  dużych, oczywistych nawiązań – kosmiczne, nieopanowane siły na czele ze  smokiem  Ogdru Jahadem, które są mignolowską wersją Wielkich Przedwiecznych, po mniejsze,  jak głowa hitlerowskiego naukowca, von Klempta zamknięta w szklanym pojemniku, która jest elementem nawiązującym do opowiadania “Reanimator”. Z kolei w komiksie ze scenariuszem Mignoli – “Zagłada Gotham” z imprintu DC, Elseworlds,  z przedwiecznymi istotami walczy  Batman i jest to prawdopodobnie największa w konsekwencjach walka w jego karierze. Prace Mignoli są znakomitym przykładem twórczego wykorzystania odniesień do kosmicznej mitologii Wielkich Przedwiecznych. Na tej bazie artysta  stworzył własną kosmogonię, mocno rozwijaną w serii “BBPO”.

Jeszcze więcej komiksów

Komu mało komiksowych odniesień do Lovecrafta powinien sięgnąć jeszcze po wydane na naszym rynku:

“Fatale” Eda Brubakera i Seana Philipsa, w którym twórcy łączą kryminał noir z lovecraftowskim horrorem. A w środku czekają nas na zmianę uwodzicielska femme fatale i przyprawiające o dreszcz macki – zaprawdę, niecodzienne połączenie.

“Locke & Key” – kolejne nieoczywisty popkulturowy miks, łączący lovecroftowską mitologię i potwory z opowieścią o dorastaniu w prowincjonalnej Ameryce w stylu Stephena Kinga. Ale przecież scenarzystą jest Joe Hill, czyli syn króla horroru, więc ta tematyka nie powinna być niespodzianką. A sam tytuł pierwszego tomu – “Witamy w Lovecraft” mówi sam za siebie. 

“Cromwell Stone” to jeden z najsłynniejszych komiksów Andreasa, znanego z kultowej serii “Rork”. W czarno-białej, narysowanej z niebywałym pietyzmem  (odpowiadającej słownemu pietyzmowi Lovecrafta) opowieści Andreas tworzy oniryczny kryminał, w której sen łączy się z jawą, a nad wszystkim unosi się duch kosmogonicznej, potwornej i zarazem mistycznej układanki. 

“Lovecraft” – wyjątkowy album z rysunkami Enrique Brecii i wstępem Johna Carpentera, łączący elementy życiorysu pisarze z jego prozą. Czekamy na polskie wznowienie!

Parodie

Ta gałąź popkultury zawsze świadczy o kultowości danego zjawiska. Lovecraft i jego w pewnym stopniu napuszona proza plus kosmiczna mitologia stanowią wdzięczny temat dla wielu prześmiewców. Najsłynniejsze jest chyba “Martwe zło” ze znaną z opowiadań pisarza  księgą Necronomicon. Jest w filmie również  niewidzialna, gnająca przez las i łamiąca drzewa siła, jakby żywcem wyjęta z opowiadania “Koszmar w Dunwich”. Podobne elementy zawiera, w równym stopniu  nawiązujący  do “Martwego zła” i do mitologii Lovecrafta, “Dom w głębi lasu” Drewa Goddarda. Dwie ekranizacje prozy pisarza – “Reanimator” i “Dagon”, w których maczał palce reżyser i scenarzysta Brian Yuzna dodają do lovecraftowskich opowiadań pierwiastek humorystyczny. Wyżej był już wspomniany Alan Moore i Mike Mignola, ale są dziesiątki komiksów i opowiadań, które do parodystycznych celów wykorzystują według uznania: styl pisarza, jego fatalistyczną filozofię lub kosmiczną menażerię. 

Wśród nich trafiają się dzieła wyjątkowe. Kilka inspirowanych prozą mistrza horroru  opowiadań zostało  uhonorowanych prestiżową nagrodą Hugo, co tylko świadczy o tym, że nawiązania do Lovecrafta mogą przynieść artystyczne profity. “Studium w szmaragdzie” Neila Gaimana to genialne połączenie dwóch popkulturowych zjawisk – Sherlocka Holmesa i Wielkich Przedwiecznych. Jedna z ostatnich lovecraftowskich inspiracji to również nagrodzone nagrodą Hugo opowiadanie “Equoid”, Charlesa Strossa. To szalona, popkulturowa mieszanka, parodiująca styl Lovecrafta, przytaczająca w jego rzekomych listach iście freudowskie nawiązania do seksualności pisarza, a także prezentująca w pełnej krasie, jedynie wzmiankowaną w utworach mistrza horroru słynną istotę,  Shub-Niggurath.  Dodajmy, że bardzo często w ujęciu parodystycznym, pojawia się w komiksach, filmach i prozie postać samego pisarza, który chyba w najśmielszych snach nie mógł przypuszczać, że stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury. 

Ekranizacje

Filmowi twórcy nie zaproponowali jeszcze ekranizacji prozy Lovecrafta, która zatrzęsłaby filmowym box -office. Od wielu lat, o  filmie na podstawie noweli w “W górach szaleństwa” mówi Guillermo del Toro. Na razie muszą wystarczyć nam słynne filmy, do których jak ulał pasuje określenie “lovecraftowski”. Na pewno taka jest seria o “Obcym”. H.R. Giger, twórca wizerunku Obcego  przyznawał się do wielkiej fascynacji mitologią amerykańskiego pisarza.  Jego koncepcyjne szkice do filmu zostały nawet opublikowane pod nazwą Necronomicon. Wyżej wspominaliśmy o Carpenterze, dość powiedzieć, że nawet komediowi “Ghostbusters” byli określani przez krytyków jako film lovecraftowski. 

Wydaje się, ze w prawdziwie hollywoodzkiej ekranizacji dzieł Lovecrafta przeszkadza  ogólna, fatalistyczna wymowa jego twórczości. Dlatego po twórczość Lovecrafta sięgają przede wszystkim niszowi twórcy. Wśród tworzonych przez nich ekranizacji  wyróżniają się z pewnością, wspomniane wyżej filmy Briana  Yuzny.  Na uwagę zasługują również  czarno – białe, kręcone zgodnie z duchem oryginału produkcje studia HPLHS. To niskobudżetowe, acz profesjonalne filmy kręcone przez fanów twórczości Lovecrafta.  W 2005 roku za ich sprawą powstała ekranizacja opowiadania “Zew Cthulhu”. To niemy, czterdziestopięciominutowy film,  stylizowany na słynne, filmowe  obrazy z czasów niemieckiego ekspresjonizmu. Kilka lat później powstał jeszcze “Szepczący w ciemności”, który był już pełnowymiarową adaptacją kolejnego opowiadania pisarza. Być może nigdy nie doczekamy się  wielkiej, hollywoodzkiej produkcji opartej na twórczości Lovecrafta, ale czy tak naprawdę jest taka potrzebna? Sama świadomość istnienia przymiotnika “lovecraftowski”, którego używa się dla podkreślenia wartości danego dzieła, świadczy o wielkim i nieustającym wpływie prozy mistrza kosmicznego horroru na popkulturę.

 

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Co to do cholery było – siedem filmowych serii pogrzebanych sequelami

Nie sposób w historii kinematografii zliczyć podyktowanych chęcią zarobku kontynuacji, które nigdy nie powinny ujrzeć …

Leave a Reply