Niewidzialny człowiek – bo najstraszniejsze jest to, czego nie widać [recenzja]

Leigh Whannell to jeden z tych twórców młodego pokolenia, którzy rosną w oczach. Scenarzysta „Piły” i „Insidiousa”, wraz z trzecią częścią tego drugiego, postanowił spróbować swoich sił za kamerą. I całe szczęście, bo dzięki temu dostaliśmy krwawą i przyrządzoną z niezwykłym polotem ucztę science fiction w „Upgrade”. A teraz zupełnie nowego, dostosowanego pod wymagania współczesnego widza, „Niewidzialnego człowieka”.

Tym samym warto już na starcie wspomnieć, że z oryginału H.G. Wellsa oprócz tytułowego bohatera, nie zostało praktycznie nic. Whannell postanowił bowiem historię przenieść w czasy współczesne, a fabułę obudować w ważki społeczny komentarz. I trafił niemal w dziesiątkę.

Głowna bohaterka „Niewidzialnego człowieka” to Cecilia, żyjąca w pozornie udanym związku z geniuszem branży optycznej, Adrianem. Pozornie, bo w istocie mężczyzna skrywa drugą twarz – to zręczny manipulator i psychopatyczna osobowość, która nade wszystko domaga się absolutnego posłuszeństwa. Obsesyjne pragnienie kontroli każdego aspektu życia wybranki, wkrótce staje się dla Cecilii nie do zniesienia, a my dołączamy do niej w momencie, gdy postanawia powiedzieć „dość”. Gdy z kolei kilka tygodni po udanej ucieczce bohaterka dowiaduje się, że Adrian popełnił samobójstwo, w dodatku zostawiając jej w spadku dorobek życia, wydaje się, ze koszmar na dobre się skończył. Nic bardziej mylnego – już wkrótce Cecilia zaczyna zauważać niepokojące szczegóły, mogące świadczyć o tym, że jej partner nadal żyje. Problem w tym, że nikt jej nie wierzy, a niebezpieczeństwo zdaje się zbliżać coraz bardziej…

„Niewidzialny człowiek” to pewne novum w portfolio Amerykanina, bo mimo że Whannell wyrósł na filmach grozy potrafiących przeprowadzać widza przez meandry fabuły bardzo dosłownie, w najnowszym obrazie stawia zdecydowanie chętniej na budowanie atmosfery zagrożenia i zaszczucia. Są więc przydługie ujęcia na puste (czy na pewno?) korytarze, są też sceny absolutnej ciszy, gdy zastygamy wraz z bohaterami w nerwowym oczekiwaniu na najgorsze. Działa to w zasadzie perfekcyjnie – i kiedy przychodzi do momentu w którym film postanawia wyrwać nas z krawędzi fotela, zamiast irytacji, czujemy raczej satysfakcję. Dotyczy to w zasadzie wszystkich jumpscare’ów na jakie natkniemy się w konfrontacji z „Niewidzialnym człowiekiem” – bo z jednej strony są mało przewidywalne, z drugiej czuć, że scenariusz sobie na nie zapracował.

Równie udanie prezentuje się też sama historia, która nieustannie intryguje i zadaje tyle samo pytań, co sugeruje odpowiedzi. Wraz z Cecilią zastanawiamy się więc na ile to, co widzimy jest prawdą, a na ile złudzeniem, w niektórych momentach nawet kwestionując poczytalność bohaterki . Co ważne, również problematyka przemocy domowej wobec kobiet i toksycznych związków nie wydaje się tu wepchnięta na siłę tylko po to, by film był „na czasie”, a stanowi integralny i niezbędny fundament fabuły, co tylko podkreślane jest rewelacyjną rolą Elizabeth Moss, która na tle innych, i tak porządnych występów, po prostu wykracza poza skalę. To teatr jednej aktorki – i znana choćby z „Opowieści podręcznej” dama doskonale zdaje sobie z tego sprawę, portretując nam straumatyzowaną, powoli popadającą w obłęd postać. Kiedy więc Cecilia z roli ofiary wreszcie postanowi zmienić się w drapieżnika, ciężko będzie nie ściskać kciuków za jej sukces.

Łyżką dziegciu w beczce miodu, czy raczej polem do dyskusji, jest jedynie finał opowieści, który na tle wszechobecnego mroku wydaje się jednak odrobinę nijaki. W pewnym stopniu jest to zrozumiałe, a wymowa ostatnich scen pozostaje jasna i czytelna, natomiast gdzieś z tyłu głowy pozostaje wrażenie, że tak dobrze wykreowane postaci, zasłużyły na jeszcze mocniejszy finał. Mimo tego jednak, „Niewidzialny człowiek” to film udany w zasadzie w każdym aspekcie. Taki który jest inteligentny w przekazywaniu określonej treści, taki który potrafi porządnie zaniepokoić – i wreszcie taki, który potrafi zaspokoić oczekiwania miłośnika dobrego kina.

Foto © United International Pictures Sp z o.o.

Niewidzialny człowiek

Nasza ocena: - 75%

75%

Recenzja: Leigh Whannell. Obsada: Elizabeth Moss, Oliver Jackson-Cohen, Aldis Hodge. Stany Zjednoczone/Australia, 2020.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Nieobliczalny – a wystarczyło przeprosić [recenzja]

Zdarzyło się wam kiedyś mieć bardzo zły dzień, taki w którym klakson samochodu za wami …

Leave a Reply