Gorący temat

Nikt – pogromca Johna Wicka? [recenzja]

Jeśli za jedną ze złotych zasad „dobrego” kina uznamy brak kombinowania w miejscach, w których niekoniecznie jest ono potrzebne, film Ilyi Naishullera spełnia jej założenia z nawiązką.

Hutch Mansell to facet jak większość z nas – wraz z żoną i dwójką dzieciaków wiedzie zwyczajne, nieźle poukładane życie, a kolejne dni wypełnia mu niekoniecznie pasjonująca praca. Bez zbędnych emocji, bez przesadnych ekscytacji, kolejne dni zlewają się w monotonną całość. Z marazmu codzienności wyrywa go dopiero nieudane włamanie do jego domu, a w chwilę później, sytuacja w której decyduje się pomóc zaczepianej przez podejrzanych jegomości dziewczynie. To właśnie ten akt dobroci i przypadek sprawi, że Hutch znajdzie się na celowniku wyjątkowo wpływowych przestępców – ale dla niego to żaden problem. Bo podobnie jak cała armia typów spod ciemnej gwiazdy, już wkrótce przekonamy się kim mężczyzna jest naprawdę.

 

O tym, że Ilya Nashuller potrafi zrobić konkretny film akcji przekonaliśmy się ponad sześć lat temu, dzięki napędzanemu stylistyką gier komputerowych „Hardcore Henry’emu”. Jego drugi pełny metraż to w zasadzie gatunkowo rzecz podobna – science fiction i FPS-y zostają tu jednak zastąpione garściami odniesień do akcyjniaków rodem z ery kaset VHS i ich nowoczesnego spadkobiercy, wspomnianego w tytule recenzji „Johna Wicka”. Możemy więc spodziewać się całych ton efektownych bijatyk i strzelanin, okraszonych niewielkimi dawkami czarnego humoru – i jak się okazuje, „Nikt” dowozi te oczekiwania w stu pięćdziesięciu procentach.

Ilya Naishullaer nie zamierza przy tym w żaden sposób wynajdywać koła na nowo. Fabularne tło nakreślone zostaje zdawkowo na tyle, by stanowić jako takie usprawiedliwienie dla kolejnych dynamicznych sekwencji, a konstrukcja całości jako żywo przywodzi to, co w ostatnich latach widzieliśmy w kolejnych odsłonach „Johna Wicka”, czy „Bez litości”. Podobnie jak tam, całość zasadza się na takiej eskpozycji głównej postaci, by początkowo móc jedynie przypuszczać, że za fasadą zwyczajności kryje się coś więcej. O ile jednak protagoniści w wykonaniu Keanu Reevesa i Denzela Washingtona swoje bitwy toczyli z nastawieniem „nie chcę, ale muszę”, Hutch Mansell rozróbę po prostu lubi. I taki pomysł na postać stanowi tu nie tylko powiew świeżości, ale dzięki odpowiednio dobranym mrugnięciom okiem do widza, sprawia jeszcze dodatkową frajdę.

Dzięki temu, mimo że wszystko to widzieliśmy już dziesiątki razy w mniej lub bardziej udanych wariacjach, „Nikt” nie wywołuje uczucia pod tytułem „ale to już było”. Po stronie plusów warto zapisać także porządną choreografię walk, które są odpowiednio brutalne i zmontowane tak, żebyśmy nie mieli wątpliwości, że każdy zadany cios boli, oraz trzymającego to wszystko w kupie, rewelacyjnego Boba Odenkirka. Znany w dużej mierze z serialowego spin-offu „Breaking Bad”, „Zadzwoń do Saula” aktor ma tu okazję sprawdzić się w nieco innej roli – i to właśnie jego autentyczność i komediowy dystans sprawiają, że „Nikt” z filmu porządnego, staje się po prostu dobrym. Ale nie mniejszą zabawę zapewnia też drugi plan – o ile RZA to w filmach akcji żaden nowicjusz, tak przebojowy Christopher Lloyd potrafi wywołać na twarzy pełen satysfakcji uśmiech.

Ostatecznie więc mamy film który z jednej strony nie zamierza udawać czegoś czym nie jest, ale przy okazji nie przygniata widza tonami głupot (Godzilla vs Kong – tak, patrzę w twoją stronę) . Jest prosto, szybko i efektownie, a nad całością unosi się duch bezpretensjonalnej zabawy – co może stanowić ciekawą alternatywę dla tych, którzy uważają, że „John Wick” z jednej odsłony na drugą staje się przekombinowany. W takim wypadku, lepiej zadzwonić po Boba Odenkirka.

Foto © Universal Pictures

Nikt

Nasza ocena: - 75%

75%

Nikt. Reżyseria: Ilya Naishuller. Obsada: Bob Odenkirk, Connie Nielsen, RZA i inni. USA, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Maciej Bachorski
Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Minari – być potrzebnym [recenzja]

“Minari” świętuje ostatnio sukcesy w różnych branżowych zestawieniach filmowych w kategorii drugoplanowej roli dla Yuh-Jung …

Leave a Reply