Gorący temat

Ogień – tragizm nasz codzienny [recenzja]

„Ogień” praktycznie nieznanego w Polsce artysty – Davida Rubina – to dzieło niemożliwe do jednoznacznej gatunkowej klasyfikacji. Bo choć wyczerpuje po części znamiona przynajmniej kilku z nich, to żadnemu nie można go w pełni przyporządkować. Co zdecydowanie nie jest jego wadą. A wręcz przeciwnie.

Główną postacią jest sławny architekt, Aleksander Yorba, który w obliczu nadchodzącego, nieuchronnego kataklizmu – do ziemi zbliża się asteroida, której uderzenie definitywnie zakończy życie na naszej planecie – zostaje obarczony misją stworzenia kolonii na Księżycu. Miejsca, które ma szansę ocalić ludzkość, choćby w jej wybranym ułamku. Brzemię jest olbrzymie – wszak na szali leży istnienie ludzkiej rasy. Ale nie mniejsze zdaje się ego samego bohatera, który idei własnej wielkości i samorealizacji poświęca wszystko, co tak naprawdę jest w jego życiu cenne. Ale refleksja – jak to w prawdziwym, niekomiksowym świecie – przychodzi zbyt późno, by było co ratować.

Rubin snuje opowieść o człowieku tak samo wielkim, jak i zarazem maluczkim, a cała ocena zależy od perspektywy spojrzenia i określenia priorytetów. Jednocześnie w tragicznych losach Yorby, miotającego się pomiędzy powinnością, a niemożliwością, pomiędzy wiarą we własną wielkość i wybitność a zrozumieniem swojej bezradności, odbija się obraz nas samych. Naszego współczesnego społeczeństwa, którego refleksy dostrzec możemy w coraz to kolejnych, odmalowanych z wizjonerskim pietyzmem kadrach.

Bo warto podkreślić, że strona graficzna komisu zdecydowanie nie jest tylko uzupełnieniem opowieści, ale jej integralną częścią, mającą równie wiele (o ile nie więcej nawet) do przekazania. Poszczególne kadry, często całostronicowe panoramy miast przyszłości podsuwają nam oczywiste tropy, piętnujące nasze oddanie konsumpcjonizmowi, komercjalizacji wszystkiego, od przedmiotów codziennych, aż po emocje i odczucia. Monetyzacji każdej sfery życia, która w oczywisty sposób poddaje nas we władanie czy to współczesnych tyranów, czy pseudocelebrytów, kreujących – mniej lub bardziej świadomie – otaczającą nas rzeczywistość. Rzeczywistość – dodajmy – niewiele wartą, jeśli poświęcamy w jej imię naszą wzajemną bliskość i naturalność ludzkich relacji.
Rubin wiedzie nas przez świat przyszłości nie tak znów odległy od teraźniejszości, jak mogłoby się wydawać. I pokazuje nam go oczami bohatera wpierw pozującego na „króla życia”, ale tak naprawdę człowieka zagubionego, bezradnego wobec własnych lęków, który nie potrafi sobie poradzić z poczuciem nieuchronności straty, do jakiej sam dopuścił.

To bardzo smutny komiks, bardzo depresyjna opowieść o naszej współczesnej kondycji społecznej. I miejscami mam wrażenie, że odgrywająca rolę katalizatora dla społecznych reakcji asteroida wcale nie jest potrzebna, byśmy my, rzeczywiści, zbliżyli się aż nadto do komisowej wizji.

Zakończenie – równie zaskakujące, co wręcz oniryczne – wpasowuje się w oś fabularną całej opowieści, dopinając ją niejako klamrą poczucia sprawczości odczuwaną przez głównego bohatera. Jednak owa sprawczość zmienia się zupełnie, względem komisowego otwarcia. Bo zawiera w sobie nieegoistyczne zapatrzenie we własne ja, ale w poczucie, że jesteśmy tyle warci, ile zdołamy z siebie dać, poświęcić najbliższym. Bowiem tylko oni potrafią uchronić nas przez największą współczesną bolączką – samotnością pośród tłumu. Osamotnieniem w blasku blichtru i sławy, za która gonimy, niczym opętani. „Ogień” to smutna, quasi-poetycka opowieść o tragizmie naszym codziennym, o którym nie chcemy pamiętać, którego nie chcemy dostrzegać. A powinniśmy. Bowiem my — odmiennie od bohaterów komiksu — jeszcze mamy szansę.

Graficznie to dzieło bardzo specyficzne. Mocno opowiada Rubin obrazem. Jak wspomniałem, może przemawia nawet dosadniej, niż słowami. Kolejne kadry i plansze same w sobie są bardzo sugestywną formą opowieści. Analizowane z uwagą potrafią wskazać o wiele szersze spektrum odniesień do współczesności, niż mogłaby na to wskazywać fabularna struktura. Przesycone symboliką i określonymi kodami kulturowymi kadry osadzają ten domniemany świat przyszłości bardzo mocno w naszej, współczesnej rzeczywistości. I pozostaje postawić pytanie – na ile świat z komiksu Rubina jeszcze się nie wydarzył? A może już w nim żyjemy, osaczeni przez bezpretensjonalny konsumpcjonizm, którego usilnie staramy się nie dostrzegać?

Mandioca ma niewątpliwie rękę do komiksów intrygujących, angażujących, nieoczywistych. Wydawca odnalazł swoją niszę, dołączając do takich uznanych już rynkowych graczy jak Kultura Gniewu czy Timof Comics. I – co ważne – nie boi się odważnie eksperymentować, sprowadzając coraz to nowe, ciekawe, nieobecne dotychczas na rodzimym rynku nazwiska z Europy i świata. I chwała im za to! Bo obok takich komiksów, jak „Ogień” Davida Rubina nie sposób przejść obojętnie.

Scenariusz i rysunki: David Rubin. Tłumaczenie: Jakub Jankowski.Wydawnictwo Mandioca 2023

Nasza ocena: - 90%

90%

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Mroczny Kryzys na Nieskończonych Ziemiach, tom 2 – punkt krytyczny [recenzja]

Czytelnik komiksów superbohaterskich dociera co jakiś czas do punktu krytycznego i zadaje sobie wtedy pytanie …

Leave a Reply