Gorący temat

Ozark, sezon 4 – siewcy śmierci [recenzja]

Po pięciu latach od premiery “Ozark” wreszcie dotarł do finału. Czy rodzina Byrdów zdołała się wykaraskać ze wszystkich zabójczych kłopotów, które na siebie ściągnęła? Albo inaczej – czy wszyscy, którzy stanęli im na drodze zdołali ujść z życiem?

O finałowym sezonie nie da się opowiedzieć bez spoilerów, bo o tym co się wydarzyło nie sposób pisać okrężną drogą. A zatem na początku ostrzeżenie – będą spoilery. Zresztą to samo zrobili twórcy na początku czwartego sezonu, kiedy zaspoilerowali samochodowy wypadek Byrdów, który zobaczyliśmy w całości dopiero w ostatnim odcinku serialu. To chwyt fabularny, który zdziwił i zirytował sporą część widzów, ponieważ ci, pod koniec pierwszej części podzielonego, czwartego sezonu nie zobaczyli nawiązania do początkowej sceny. A warto do niej powrócić przed rozpoczęciem końcowej odsłony serialu, która zadebiutowała pod koniec kwietnia na Netfliksie, ponieważ pokazuje Byrdów w zupełnie innej sytuacji, niż oglądamy ich przez cały czwarty sezon. Zrelaksowanych, wygląda na to, że ze sobą pogodzonych, mających świadomośc, że nadchodzi koniec ich koszmaru. Czy rzeczywiście?

Dzielenie ostatnich sezonów na dwie, a nawet trzy odsłony (“The Walking Dead”) jest trochę bez sensu, bo można je traktować po prostu jako osobne sezony, zwłaszcza że zazwyczaj mają razem więcej odcinków niż te wcześniejsze. To niby tylko szczegół, ale finałowe sceny sezonu 4a, z tracącą nad sobą kontrolę Ruth znakomicie spełniały rolę cliffhangera przed finałową partią serialu. Po wyeliminowaniu Darlene i Wyatta zapewne każdy z nas spodziewał się innych rozstrzygnięć w pierwszym odcinku sezonu 4b, czyli kolejnej porcji ekwilibrystyki Marty’ego i Wendy, by powstrzymać Ruth przed jej postanowieniem zlikwidowania narkotykowego bossa, a tu klops. W tym jednym z najbardziej ekscytujących i przyprawiających o palpitacje serca odcinków “Ozark” Ruth zrobiła to, co trzeba i z tego powodu Byrdowie muszą wejść na jeszcze większy poziom improwizacji w swoich planie, który mimo wszelkich starań, zaczyna im się rozsypywać niczym domek z kart. I dlatego to właśnie Marty i Wendy również dojdą  do momentu, w którym sami stracą nas sobą psychiczną kontrolę. 

Czwarty sezon, to sezon kobiet. Owszem, trochę w jego drugiej odsłonie brakuje Darlene, która ze swoim sposobem na rozwiązywanie palących spraw stała się nawet bohaterką memów, ale w zamian mamy stonowaną w emocjach, na zimno planują kolejne posunięcia na pierwszy plan Navarro. Jednak na pierwszy plan,  wydaje się że zgodnie z intencjami twórców, wysuwa się bezsprzecznie Ruth Langmore, kiedyś wydawało się, że poboczna bohaterka, która jedynie przewinie się przez życie rodzinki z Chicago. Tymczasem postać Ruth stała się w serialu kluczowa, a kreacja Julii Garner to czyste, aktorskie złoto zasługujące na wszelkie nagrody. Tym razem, w tej mafijno-rodzinnej rozgrywce staje się równorzędnym przeciwnikiem zarówno dla Byrdów, jak i dla kartelu, bo w zasadzie nie ma już nic do stracenia, choć z czasem okazuje się, że to właśnie podjęta przez nią ścieżka w finałowej odsłonie jest tym właściwym wyborem. Dlatego tym bardziej boli końcówka serialu, bo finalnie to właśnie z mocno doświadczoną przez życie Ruth czuliśmy bliższą więź niż z rodziną Byrdów. W rezultacie to ci ostatni z całego finałowego galimatiasu wychodzą mimo traumatycznych przejść,  bez odrobiny refleksji. . 

Wydaje się, że opowiadając całą, skomplikowaną historię przypadków Byrdów twórcy zastawili na widza całkiem sprytną pułapkę. Na początku byli dla nas sympatyczną, pokrzywdzoną przez los i nieprzemyślane decyzje komórką rodzinną i nie sposób było im nie kibicować. To zresztą motyw wyjęty wprost z “Breaking Bad”, do którego “Ozark” jest często porównywany. Tam kibicowaliśmy Waltowi we wspinaniu się po szczeblach przestępczej władzy, a tutaj Marty’emu, który zawsze znajdował jakiś sposób, by uciec spod topora. Tam irytowała Skylar, żona Waltera, jako główna zawada na drodze na szczyt przestępczego światka, tutaj irytowała Wendy Byrd jako ta przejmująca inicjatywę.

Jednak co by nie mówić, w pierwszych sezonach “Ozark” kibicowaliśmy całej rodzinie, szczególnie obojgu dzieciom Byrdów, dla których wszystkie wydarzenia były z pewnością traumatyczne. To właśnie dzieci było stać na refleksję, że trzeba opuścić rodziców i uciec przed ciągłą, życiową destabilizacją, w czym pomóc miał pojawiający się niczym fatum z przeszłości ojciec Wendy. To właśnie sceny z ojcem i jego negatywny wpływ pozwoliły Laurze Linney genialnie rozwinąć rolę Wendy do tego stopnia, że fikcja i rzeczywistość zlały się w jej przypadku w jedno – czasem nie byliśmy w stanie stwierdzić kiedy jej działania to zwykła manipulacja, a kiedy prawdziwe, uzewnętrzniane uczucia (scena po wyroku sądu w sprawie prawa do opieki nad dziećmi). 

Sytuacja całej rodzinny Byrdów stała się na tyle zagmatwana, że i sam widz stracił dotychczasowy osąd, nie widząc czy rzeczywiście ma im dalej kibicować – co zazwyczaj jest naturalne w tego rodzaju produkcjach. Trzeba było poczekać do ostatnich scen serialu by uzmysłowić sobie tę strategicznie zaplanowaną twórcza pułapkę- nie, już im nie kibicujemy. Tak naprawdę, zaczynamy ich nienawidzić. Marty i Wandy Bird to siewcy śmierci, a ich dzieci, nauczone przykładem z dużym prawdopodobieństwem pójdą w ich ślady. I nie chodzi tu jedynie o to, że była to opowieść o tym, do czego człowiek, do czego ludzie są zdolni, aby przetrwać. Także o tym, że nagle z tych wszystkich sposobów na przetrwanie zrobili sposób na życie. O czym dobitnie świadczy ostatnia scena serialu, w której pojawia się postać, której raczej nie spodziewaliśmy się więcej zobaczyć i odsłania, już bez żadnych ogródek prawdziwą twarz Byrdów. 

A przecież mieliśmy cień nadziei. W tej ostatniej odsłonie nagle w przypadku obojga wyszły na wierzch emocje, a nie kalkulacja. Cały sezon czekaliśmy, aż Marty eksploduje, a Jason Bateman przestanie być ludzkim robotem od zadań specjalnych i pokaże co go uwiera. I tak było, bo jak mogło być inaczej, kiedy wcześniej skazał niewinnego człowieka (to nic że bandziora) na śmierć? Wendy również balansuje na skraju psychicznego rozpadu i scena kiedy z własnej woli uderza z całą siłą głową w szybę samochodu tylko to podkreśla. Ale to emocje, które ostatecznie przechodzą bez echa, liczy się tylko to, by wygrać kolejne rozdanie. A że po drodze będą ludzkie straty uboczne, cóż, to było wliczone w tę grę. 

Niestety, to co wydawało się opowieścią o próbie przetrwania za wszelką cenę, staje się opowieścią o zwodniczych urokach tej zabójczej gry, której ofiarą padają wszyscy dookoła, tylko nie rodzina Byrdów, Jasne, to ich na zawsze naznaczy, trauma ot tak sobie nie zniknie w przypadku każdego z Byrdów, ale ów brak kary za wszystkie postępki jest cholernie uwierający. Spodziewaliśmy się, zaczynając serial, że właśnie tak powinien się skończyć, z rodziną wychodzącą cało z opresji. Po ostatniej scenie, która będzie zapewne też uwierać wielu widzów, nie wszyscy przecież lubią otwarte zakończenia (choć ja lubię ich dobitność), kręcąc głową z niedowierzaniem, tęskniąc za Ruth myślimy jedynie – to nie tak miało być. Okrutny w swej przewrotności  finał, jeden z najmocniejszych, o ile nie najmocniejszy w tego typu produkcjach. Bez żadnych kompromisów, bez poddania się przyzwyczajeniom i oczekiwaniom widzów przez cały serial. Zawsze podawany w tym samym, toczącym się nieprędko rytmie, przerywanym ledwie sekundowymi eskalacjami, bez ich celebrowania. Cholernie było to prawdziwe i dlatego tak smutne. Żegnajcie Byrdowie, kij wam w oko. 

Ozark, sezon 4

Nasza ocena: - 90%

90%

Twórcy: Bill Dubuque, Mark Williams. Występują: Jason Bateman, Laura Linney, Julia Garner i inni. Netflix 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Stworzona do miłości, sezon 2 – w oparach technologicznego absurdu [recenzja]

Drugi sezon “Stworzonej do miłości” to znacznie większe stężenie absurdu w historii, która rozwija się …

Leave a Reply