Gorący temat

Pójdziesz ze mną? – męska wersja “365 dni” [recenzja]

Po „Pójdziesz ze mną” – literackim debiucie Konrada Reznowicza obiecywałem sobie dużo. Spodziewałem się mocnej, męskiej powieści o nieprzystosowaniu do współczesnego świata, o samotności i poszukiwaniu stabilizacji emocjonalnej. Mogło wyjść szczerze, naturalistycznie, uczciwie. Niestety, nie wyszło.

Ta książka naprawdę miała potencjał stać się szczerą spowiedzią mężczyzny czasów obecnych. Samotnego, nieumiejącego nawiązać trwałej relacji z płcią przeciwną. Będącego już na starcie na straconej pozycji w obszarze realiów polskiego rynku pracy, miotającego się w społeczno – ekonomicznym impasie pragnienia samodzielności z jednoczesna bezradnością wobec prozaicznych wyzwań codzienności. Widać miejscami całkiem niezły literacki warsztat, zwłaszcza we fragmentach, gdzie główny bohater – notabene swoiste alter ego pisarza, który ukrywa się pod pseudonimem, przyjąwszy imię i nazwisko swojej postaci – poświęca się pisaniu o muzyce. Twórca, jako dziennikarz muzyczny pokazuje dobitnie, że w tej kategorii pisać potrafi i rzeczywiście ma coś ciekawego do powiedzenia. Jest w „Pójdziesz ze mną” pomysł, jest potencjał, ale boleśnie niewykorzystany. Trudno uwierzyć w całość kreacji głównej postaci, bo obdarzona została mentalnością niewyżytego seksualnie nastolatka, który bez przerwy śni swoje mokre sny w stylu tandetnego kina porno.

I już pal sześć nadmierną dosadność cielesną, ostentacyjny, wulgarny ekspresjonizm. To – umiejętnie podane nijak by nie przeszkadzało – a wręcz przeciwnie, umiejętnie zaserwowany dodałby powieści naturalizmu, autentyczności i siły przekazu. Jednak u Reznowicza to wszystko nie tyle ociera się o bezpruderyjną, oczywistą pornografię, co nacechowane jest mnogością zachowań i postaw skrajnie szkodliwych, w których autor zdaje się nie dostrzegać niczego nagannego. I to jest chyba w tym najgorsze.

Jeśli miała to być prowokacja – to niestety nieudana. Bardziej przypomina buńczuczne przechwałki nastolatka o buzującym popędzie seksualnym, który na wskroś ubarwia, opowiadając swoje domniemane seksualne przygody kolegom w szkolnej ławce. Banalność i prostacka formuła fabuły to niestety największą bolączka tej książki. Nie dość, że na początku bohater dopuszcza się ewidentnego gwałtu na znajomej z uczelni – Natalii, to im dalej, tym jest bardziej absurdalnie. Bo wspomniana dziewczyna po jakimś czasie sama kontaktuje się z Konradem, ponieważ… zakochała się w nim. Sielankowość dziwacznie rozpoczętego związku w oczach głównego bohatera opiera się li tylko na bezustannym seksie, a relacja kończy się tragicznie przez alkoholizm dziewczyny, wywołany przez niechęć do Konrada jej przyjaciółki – feministki. Po tragicznej śmierci Natalii bohater pogrąża się w rozpaczy… z której wyrywa się za sprawą usług prostytutki, z którą szybko rozpocznie romans. Oparty – zgadnijcie na czym? Im dalej zagłębiamy się w powieść, tym więcej znajdziemy na stronach szczegółowych opisów aktów seksualnych Konrada z każdą dziewczyną, jaka znajdzie się w zasięgu jego wzroku. Wszystkie są chętne, każda ponętna, wszystkie jedyne, czego pragną, to oddania się naszemu bohaterowi. Więcej nie napiszę o fabule, ponieważ niewiele jest o czym.

Naprawdę, nie chcę się znęcać nad autorem. Naprawdę próbowałem znaleźć wartość dodaną w tej powieści, jednak to jak szukanie igły w stogu siana. Powieść, która mogłaby być ciekawym głosem męskim współczesnego pokolenia dwudziestoparolatków okazuje się być samczą wersją 365 dni. Ale jest chyba jeszcze bardziej szkodliwym, bowiem utrwalającym w mężczyznach chorobliwie błędne postrzeganie kobiet, jako tylko i wyłącznie obiektów seksualnego zainteresowania. Wypaczony pogląd, za który feministki (nawet te umiarkowane) raczej z ochotą będą palić tę powieść na stosie, niż choćby pozwolą sobie na jej przemilczenie.

Ja osobiście dostrzegam, co autor osiągnąć zamierzał. Finał „Pójdziesz ze mną?” jest tragicznym zwieńczeniem fatalnego życiorysu. Konrad jest zagubiony, opętany seksualnym pożądaniem, nie umiejący budować jakichkolwiek relacji na głębszych emocjach. Skupia się jedynie na oferowaniu erotycznego spełnienia, zapominając że wartościowa relacja musi skupiać się na wszystkich elementach, nie tylko tym cielesnym. A najgorsze, że autor przedstawia to tak, jakby i same kobiety w pierwszej kolejności tylko tego oczekiwały. Tu nie ma realizmu, nie ma autentyczności. Są mokre sny nastolatka, który dorósł do wieku męskiego, ale nie dojrzał, co niestety mocno widać w sposobie postrzegania świata przez bohatera. I choć w ostatnich akapitach da się wyczuć wydźwięk fatalistyczny w ocenie postaci, to jednak kuriozalność zakończenia nadal pozostaje bez sensu. Bo bohater nic tak naprawdę nie zdołał zrozumieć, nie dostrzegł żadnego swojego błędu. Uważa się wręcz za pokrzywdzonego przez kobiety, które go odtrąciły, które wybrały inną ścieżkę, niż trwanie przy nim, jedynie jako obiekty do seksualnego rozładowania.

To wszystko nakłada się na bardzo ograniczony wątek obyczajowy. Losy bohatera, nie odnoszące się bezpośrednio do dokonywanych przez niego (i dość ostentacyjnie opisywanych) podbojów seksualnych są opisane szczątkowo, pobieżnie i mają stanowić jedynie wypełniacz pomiędzy kolejnymi scenami seksu, nic poza tym. To spłyca całość opowieści do półpornograficznej historyjki, która nie niesie ze sobą żadnego przesłania, jakie w zamyśle nieść miała.

„Pójdziesz ze mną” to przede wszystkim zmarnowany potencjał i historia, która mogła być czymś więcej, niż męską wersją „365 dni”, niestety testosteron przytłumił nie tylko zalążki talentu, ale i racjonalną ocenę rzeczywistości, której autor nie zdołał przełożyć na literacki język.

Pójdziesz ze mną?

Nasza ocena: - 35%

35%

Konrad Reznowicz. Wydawnictwo Oficynka 2020

User Rating: 3 ( 2 votes)

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Do jutra – Jeffery Deaver nadal w formie? [recenzja]

Drugi tom nowej serii Jeffery’ego Deavera z Colterem Shawem w roli głównej to chwytliwie skonstruowany …

Leave a Reply