Gorący temat

Poroże – zło ma wiele oblicz [recenzja]

Porządnych przedstawicieli podgatunku kina grozy określanego jako monster movies ostatnimi laty wcale nie tak łatwo znaleźć. Szczęśliwie jednak od czasu do czasu pojawia się na horyzoncie film z potencjałem na zmianę takiego stanu rzeczy.

„Poroże” niewątpliwie jako kandydat miało prawo się jawić. Rozbudzone intrygującym zwiastunem apetyty widzów zostały jeszcze zaostrzone przedłużającym się oczekiwaniem na przesuwaną kilkukrotnie z powodu pandemii premierę. Wyprodukowany przez jednego z tuzów światowego kina grozy, Guillermo del Toro, film Scotta Coopera cierpliwie czekał na swoją kolej nie trafiając na żadną z wiodących platform streamingowych, co zdawało się całkiem jednoznacznie sugerować, że materiał to na tyle silny, by mógł obronić się w kinach.

Oparta na opowiadaniu „The Quiet Boy” autorstwa Nicka Antoscy historia zabiera nas do jednej z niewielkich, podupadłych mieścin w stanie Oregon. To właśnie tam zaczynają dziać się coraz to bardziej niepokojące wydarzenia, które szybko przybierają dramatyczny obrót. Kolejne zaginięcia, odnajdywane przez policję rozczłonkowane zwłoki i dojmująca atmosfera czegoś złego spowijająca lokalną społeczność ewidentnie są tu częścią przerażającej tajemnicy, na której trop wpada nauczycielka Julia Meadows wraz ze swoim pełniącym funkcję miejscowego szeryfa bratem Paulem. Kolejne poszlaki zdają się wskazywać na to, że z sytuacją w jakiś sposób powiązany jest jeden z jej uczniów Lucas. Rodzeństwo nie wie jednak, że zbliżając się z do rozwiązania mrocznego sekretu, sprowadza na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo.

„Poroże” to taki film który zwłaszcza po obejrzeniu zwiastuna, na pierwszy rzut oka dość łatwo umiejscowić w tym podgatunku horroru, któremu właściwe będą pojawiające tu i ówdzie na ekranie potworne kreatury. Łatwo się na takim nastawieniu rozczarować: seans filmu Scotta Coopera całkiem szybko uświadamia nam bowiem, że całość ma zdecydowanie większe ambicje, niż zapewnienie nam rozrywki jedynie w postaci makabry. „Poroże” rzeczywiście nie ucieka od zaatakowania naszych zmysłów okazyjnym jumpscare’em, pokazywania graficznej przemocy, a główny antagonista swym pomysłowym wyglądem stanowi wisienkę na torcie całości, ale poza tym równie chętnie włącza do całości elementy ponurego dramatu o toksycznych rodzinnych relacjach i podyktowanym narkotykowym uzależnieniem, wychowawczym piekle. Co do istoty więc mamy tu do czynienia z horrorowym slowburnem, po którym trudno spodziewać się rozkręcania dynamiki ekranowych wydarzeń.

Scott Cooper we właściwym sobie stylu nieustannie balansuje tu również na cienkiej granicy wyznaczającej kino dla którego metaforyczny przekaz odgrywa większą rolę niż to, co rzeczywiście oglądamy na ekranie. Z reguły wychodzi z takiego podejścia z tarczą – a wymalowane na twarzach bohaterów rezygnacja i wyczerpanie walką z własnymi demonami stają się emocjonalnymi fundamentami, na których buduje napierający na odbiorcę nieustannie klimat brudu, zgnilizny i beznadziei. Jakby tego było mało, na sprzedanie widzowi jasno określonej, zgoła depresyjnej wizji obliczone są również aspekty audiowizualne: wiecznie zasnute chmurami niebo, wszechobecna rdza, rozkład i wyblakłe kolory aż krzyczą z ekranu, że „Poroże” bynajmniej nie będzie filmem, po obejrzeniu którego będziemy mieli poczuć się lepiej.

Docenić w filmie Coopera warto też wyjątkowo dobrze przeprowadzony casting. Można zaryzykować stwierdzenie, że „Poroże” to właściwie teatr trójki aktorów. O ile Jesse Plemons i Keri Russell już przynajmniej kilkukrotnie udowodnili, że potrafią trzymać równy, wysoki poziom, tak odgrywający niezwykle zniuansowaną rolę Lucasa Jeremy T. Thomas jest już małą sensacją i z całą pewnością otwiera sobie drzwi do kolejnych dziecięcych ról w fabryce snów.

„Poroże” to zatem ostatecznie film zdecydowanie potrafiący się obronić w starciu z oczekiwaniami złaknionego solidnej porcji lęku widza, a dodatkowo potrafiący zadbać o wcale nie mniej istotne elementy składające się na ważki przekaz. Choć dzieło Scotta Coopera trudno bez żadnych wątpliwości określić takim, które spodoba się wszystkim bez wyjątku, niewątpliwie ma tożsamość wyraźną na tyle, by w ciągu kolejnych lat nie przepaść w mrokach zapomnienia.

Foto © Disney

Poroże

Nasza ocena: - 70%

70%

Poroże. Reżyseria: Scott Cooper. Obsada: Keri Russell, Jesse Plemons, Jeremy T. Thomas i inni. USA/Meksyk/Kanada, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Ostatniej nocy w Soho – rozśpiewana groza [recenzja]

W ciągu ostatniej dekady Edgar Wright wyrobił sobie markę twórcy nietuzinkowego, który nie boi się …

Leave a Reply