Gorący temat

Sara – drugowojenny front wschodni po amerykańsku [recenzja]

Garth Ennis to autor bardzo płodny a zarazem bardzo niepokorny. Jednakże liczne sukcesy (także komercyjne) komiksów i serii sygnowanych jego nazwiskiem powodują, że dostaje on często wolną rękę w zakresie tematu, w jakiego obrębie chce tworzyć. Tym razem ponownie sięga po tematykę II wojny światowej. I – jak to już bywało w jego drugowojennych historiach – ze skutkiem co najwyżej średnim. Ale nie spisujcie tego albumu na straty, bo w duecie z piszącym Ennisem rysuje go znakomity Steve Epting!

Ennis próbował swoich sił w historiach utrzymanych w estetyce II wojny światowej już kilkakrotnie, choćby za sprawą „ Opowieści wojennych”, czy „Opowieści frontowych” (notabene, także stanowiących swego rodzaju laurkę dla rosyjskich czerwonoarmistek), czy w mieszance historii wojennej i thrillera, czyli komiksie „Drogi Billy”. Tym razem powraca na Wschód, do 1942 roku, kiedy grupa radzieckich snajperek dzielnie stawia czoła okupującym Leningrad siłom nazistowskim.

Ja wiem, że obecnie podejmowanie tematu dzielnych Rosjan (w obliczu ich bestialskich działań w Ukrainie) jest swoistym faux pa, jednak sam komiks „Sara” powstał w 2018 roku i pechowo zadebiutował na polskim rynku w takim a nie innym momencie, w realiach, jakich nikt się nie spodziewał. W społecznej mentalności (zwłaszcza Zachodu), armia radziecka stanowiła główną siłę dającą odpór rajdowi nazistów, przynajmniej w rejonie Wschodniej Europy (bo od strony zachodniej łupnia dali im Alianci, na czele z Amerykanami). Przeświadczenie nie do końca adekwatne, pomijające choćby ofiarne działania naszych rodaków na arenie działań drugowojennych nie stanowi jednak głównego wątku w tym przypadku, skupmy się więc na samej ennisowskiej opowieści. A ta jest – co tu dużo mówić – średnia. Oparta na bardzo nośnym pomyśle – bo przecież snajperzy to najpotężniejsze narzędzie każdej armii, a dobry snajper jest zdolny odmienić losy całej bitwy. A do tego mocny akcent na postacie kobiece, osadzenie ich w rolach głównych, co w tamtym okresie w większości zachodnich wojsk w ogóle było nie do pomyślenia – dawało znakomity potencjał, którego, niestety, autor scenariusza nie wykorzystał należycie. Owszem, mamy tu dużo akcji, dużo snajperskich strzałów, dużo widowiskowych działań. Jednak brak w nich – w znacznej mierze – dramatyzmu. Brak naturalizmu teatru wojennego. Jest heroizm, zwłaszcza w mocno w amerykańskim ujęciu. I prawie że kowbojska maniera, kiedy pojedyncza snajperka eliminuje całe odziały, nawet nie zmieniając swojej pozycji! Wizja, która świetnie pasowałaby do buńczuczno – patriotycznego obrazka kinowego made by USA, w komiksie o wojnie na Wschodzie nie bardzo pasuje. I ograbia – całkiem ciekawą w swoim rdzeniu – historię z naturalności i autentyczności. Główne bohaterki są mocno nijakie. Od tytułowej Sary (która może jest Żydówką, co wskazywałoby imię, a może nie jest, bo autor się o tym nie zająknął), po jej koleżanki z oddziału, nie dowiadujemy się o nich praktycznie niczego. Są ledwie zarysy motywacji wspomnianej Sary, są flashbacki ze snajperskich szkoleń. Ale to wszystko zbyt skromne, zbyt oszczędne, by zbudować solidne portrety postaci. A co ważniejsze – by je związać emocjonalnie z czytelnikiem. Sama historia także nie rozwija się przesadnie, a opiera raczej na jednej po drugiej potyczce z oddziałami niemieckimi, które nie układają się w jakąś szerszą, bardziej liniową fabułę, a są zlepkiem mniej lub bardziej efektownych scen.

Pod względem graficznym jest pięknie. Rysunki Eptinga naprawdę robią piorunujące wrażenie i z pewnością to jego praca przy „Sarze” stanowi główny powód, dla którego warto po ten komiks sięgnąć. Owszem, gdyby rozpatrywać stronę graficzną pod względem historycznej poprawności i realizmu, to wypadałoby zwrócić uwagę choćby na takie kwestie, jak uroda bohaterek. Są śliczne, gładkolice, bodaj aż nadto (jak na aparycję ludności wschodniej, będącej przecież mieszanką ludów euroazjatyckich). Ale pal sześć samo to, skoro one, w ‘42, w środku działań wojennych, w okresie mroźnej zimy spędzanej na linii frontu są czyste, schludne, mają zawsze umyte twarze i starannie ułożone fryzury. Znów – to by może pasowało do amerykańskiego filmu. Ale tylko do jego specyficznej konwencji, bo w kontekście historycznych realiów nie miałoby prawa bytu.

I tutaj ujawnia się największy problem z „Sarą”. To nie jest komiks o radzieckich snajperkach walczących z nazistami pod Leningradem w 1942. To ennisowsko – eptingowskie wyobrażenie radzieckich snajperek walczących z nazistami pod Leningradem w 1942 roku. Dostrzegacie różnicę? Ani Ennis w scenariuszu, ani Epting w rysunkach nie silą się na realizm – ten jest tylko pozorny – ale kierują się własnym, subiektywnym wyobrażeniem realiów drugowojennych, filtrowanych zresztą mocno przez pryzmat amerykańskiej popkultury.

Reasumując, „Sara” to komiks z przeciętną, mało realistyczną historią, okraszoną pięknie odmalowanymi obrazami, które czasem także bywają na bakier z realizmem. Więc jeśli szukacie surowego, drugowojennego autentyzmu, lepiej odłóżcie „Sarę” na księgarską półkę (lub usuńcie z internetowego koszyka).

Sara

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Epting. Wydawnictwo Mucha Comics 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Powrót pszczołojada – piękno historii ukryte w jej prostocie [recenzja]

„Powrót pszczołojada” to debiut komiksowy niezwykle utalentowanej holenderskiej twórczyni Aimee de Jongh, którą polski czytelnik …

Leave a Reply