Gorący temat

Smoczy Rycerz – legendy arturiańskie w stylu young adult [recenzja]

“Smoczy rycerz” to chyba najbardziej zaskakujący komiks ostatnich miesięcy, bo zupełnie rozjeżdża się z oczekiwaniami czytelnika. Bardziej ciekawa jest tu cała historyczna otoczka dotycząca jego powstania, niż komiksowa fabuła wyraźnie skierowana do młodszego czytelnika. 

Rodzaj wahania przed lekturą poczułem widząc wcześniej przykładowe plansze komiksu utrzymane w klimacie young adult. Jednak zapowiedź, według której “Smoczy rycerz” należy do świata Króla Artura i opowiada o zapomnianym w pomrokach dziejów bohaterze wydała się na tyle intrygująca, że komiks znalazł się na liście tytułów do przeczytania. Różne wersje popkulturowych opowieści Rycerzach Okrągłego Stołu mają jednak to do siebie, że ciężko znaleźć coś godnego uwagi, coś nie sprofanowane współczesnym spojrzeniem (wyjątek to specyficzny na swój unikalny sposób “Green Knight”). Dlatego słysząc o kolejnej adaptacji legend arturiańskich mimowolnie zapala się lampka ostrzegawcza i nachodzą odbiorcę myśli, co tym razem w tych nieśmiertelnych historiach przekombinują twórcy. 

Rzecz w tym, że komiksowy “Smoczy rycerz” ma bardzo solidne podstawy. We wstępie i posłowiu scenarzysty Emanuele Arioliego wychodzi na jaw, że mamy do czynienia z rodzajem zaginionej opowieści, której strzępy w różnych dokumentów z różnych wieków twórca zbierał przez dziesięć lat. To historyczne śledztwo, całe przedzieranie się przez manuskrypty jest bardziej ciekawe niż sam komiks, który zresztą nie jest jedynym produktem badań Ariolegio, bo powstał również film i powieści. Trzeba przyznać, że Arioli umie zaintrygować, a nawet zasiać w czytelniku ziarno zwątpienia, który czytając słowa autora zastanawia się, czy to aby wszystko nie jest jakąś pop kulturową mistyfikacją. Cóż, sama fabuła zaprezentowana w komiksie w jakiś sposób te podejrzenia podkreśla, tak jest odległa w różnych aspektach od naszych wyobrażeń na temat legend arturiańskich.

Ważnym jej filarem jest sama oprawa plastyczna autorstwa Emiliano Tanzillo, która choć czaruje pięknymi krajobrazami i pozami bohaterów – jak te z okładki, ma w sobie coś niewinnego i cukierkowego, co podkreślają choćby rozanielone spojrzenia i nienaturalnie piękne twarze wybranych bohaterów, na czele z Sivarem – tytułowym Smoczym Rycerzem. Drugi aspekt to pobieżność tej historii – akcja tu pędzi bez oglądania się na czytelnika, ekspozycję umieszczono na dwóch, trzech planszach, że czasem czujemy się jak w ostatnim sezonie “Gry o tron”, która cierpiała na przypadłość błyskawicznego przemieszczania się od lokacji do lokacji. I tutaj mamy to samo, rodzaj beztroskiego podejścia, w stylu to sobie odpuszczamy, byle opowieść był dynamiczna . Owszem, dynamika jest, ale równowagi fabularnej brak. Pytanie tylko, czy to wada, nieumiejętność w tworzeniu scenariusza, czy tak było w planach od początku – bo być może ta opowiesc idzie w parze z fragmentarycznością skleconej z różnych części, z różnych manuskryptów historii Smoczego Rycerza?

Sama opowieść też jest mocno odklejona od tego, z czym nam się kojarzą legendy arturiańskie. Samego króla i jego rycerzy potraktowano tu po macoszemu, za to większy nacisk postawiono na sprawy magiczne – Sivar jest synem Lilith, jednej z czterech strażniczek kultywowanej od wieków magicznej sztuki Seior, a reszta to już postacie dobrze nam znane, jak Morgana czy Nimue. Najbardziej niezwykłe jest tu wykorzystanie postaci Merlina w fabule – czegoś takiego jeszcze w świecie legend arturiańskich nie było, a ostatnia plansza komiksu to już wyjątkowy rodzynek i jednocześnie dosyć zabawne mrugnięcie okiem do czytelnika.

No właśnie, “Smoczy Rycerz”, kiedy tylko fabuła się rozkręca robi się coraz bardziej lekki i zabawny, choć tytułowy bohater ma szczególną, poważną misję uratowania świata od zagłady i robi to z determinacją, ale też z młodzieńczym roztargnieniem. Ta młodzieńczość, kiedy jeszcze dodamy do rycerza jego dwóch przygodnych kompanów jest niczym stempel tej opowieści, może trochę nawiązując do serialowego “Merlina” i pokazując świat Króla Artura z nieco innej perspektywy – po prostu niedojrzałej i pochopnej, ale też honorowej, tak jak bohater komiksu. W efekcie, “Smoczy rycerz” wydaje się być łatwym, komiksowym chłopcem do bicia, bo jednak większośc czytelników oczekiwać tu będzie czegoś innego, niż dostała. Jednakże z tych wszystkich powodów wymienionych powyżej staje się również ciekawym, popkulturowym doświadczeniem, może po części nawiązującym do aktualnego, czytelniczego  zjawiska, czyli wielkiego kręgu dzieciaków zafascynowanych literaturą young adult, czekających w olbrzymich kolejkach po autograf do swych idoli. Fenomen, którego się nie rozumie, jeśli samemu nie jest się takim dzieciakiem. I może taki właśnie odbiorca jest targetem tego komiksu.

Smoczy Rycerz

Nasza ocena: - 50%

50%

Scenariusz: Emanuele Arioli. Rysunki: Emiliano Tanzillo. Tłumaczenie: Ada Wapniarska. Timof Comics 2023

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

RIP, t.5: Fanette. Nieswojo w nie swojej skórze [recenzja]

Fanette to jedyna kobieca bohaterka, która w serii “RIP” dostała miejsce w tytule komiksu. Czym …

Leave a Reply