Gorący temat

Stare kości – udany mariaż thrillera i powieści przygodowej [recenzja]

„Stare kości” to nowy tytuł słynnego duetu Douglas Preston i Lincoln Child, którym potwierdzają swoją wysoką pozycje wśród autorów bestsellerowych thrillerów. Umiejętny mariaż historii i nauki z konwencją kryminału i powieści przygodowej składają się na pozycję, od której ciężko się w trakcie lektury oderwać.

W „Starych kościach” autorzy sięgają po wątek jednej z najbardziej drastycznych kart w historii amerykańskich podbojów – wyprawy Donnera. To ze wszech miar tragiczna opowieść o grupie pionierów, którzy wyprawili się ze Środkowego Zachodu do Kalifornii i w okresie mroźnej zimy utknęli w paśmie Sierra Nevada, co finalnie doprowadziło do makabrycznych zdarzeń. Niewielu członków wyprawy ocalało. Ci, co przeżyli, przyznali, że udało im się tylko ze względu na akty kanibalizmu, jakich się dopuścili względem ciał towarzyszy, którzy wcześniej pomarli z zimna i głodu.

Główną osią fabuły jest poszukiwanie lokalizacji ostatniego obozu grupy Donnera, do czego namawia główną bohaterkę, archeolożkę Norę Kelly historyk Clive Benton – będący nie tylko potomkiem jednego z uczestników niesławnej wyprawy, ale także posiadacz pamiętnika żony Donnera, mającego zawierać ścisłe wskazania lokalizacji „Zaginionego obozu”. Smaczkowi całej ekspedycji dodaje fakt, iż w miejscu obozu winno być ukryte złoto o wartości dwudziestu milionów dolarów…

W tym samym czasie młoda agentka FBI, Corrie Swanson otrzymuje swoją pierwszą sprawę, związaną z tajemniczym morderstwem mężczyzny, którego zwłoki znaleziono w rozkopanym grobie. Swanson szybko odkrywa powiązanie tej sprawy z innymi przypadkami bezczeszczenia grobów, należących do członków jednej, konkretnej rodziny…

Powieść Prestona i Childa to mieszanka techno-thrillera w stylu Michaela Crichtona i historii przygodowej, w duchu Indiany Jonesa. Mamy tutaj tajemnicze morderstwa, hieny cmentarne, ukryty skarb i makabryczną historię w tle. Konstruowana na solidnej podbudowie prawdziwych zdarzeń historycznych fabuła potrafi trzymać w napięciu od pierwszych stron, odpowiednio dawkując fabularne twisty, ale też – jednocześnie – grając sprawdzonymi gatunkowymi kliszami.

Widać staranne przygotowanie autorów do podejmowanego tematu, który – owszem – jest modyfikowany na potrzeby powieści, ale w niewielkim, koniecznym stopniu. Osadzenie go w kontekście autentycznych zdarzeń, będących do dzisiaj jedną z najczarniejszych kart okresu podboju Ameryki tylko wzmacnia jego oddziaływanie na czytelniczą wyobraźnię, zwłaszcza, że dotyka tematu tabu, jakim jest kanibalizm. A to – nie oszukujmy się – literacko fascynuje, bo pozwala zajrzeć za kurtynę owych drastycznych zdarzeń, zbliżyć się do tematyki tabu z bezpiecznej pozycji wygodnego fotela.

Akcja prowadzona jest dwutorowo, za sprawą dwójki znanych już z twórczości duetu postaci – zarówno Nora Kelly, jak i Corrie Swanson pojawiały się w książkach z cyklu o Agencie Pendergaście już wcześniej. Choć po raz pierwszy wystąpiły w obrębie jednej powieści na łamach „Starych kości” i tutaj również po raz pierwszy dochodzi do ich konfrontacji. A jak wieść niesie, nie ostatni, bowiem za oceanem pojawił się już kolejny tytuł z tą dwójką w rolach głównych.

Obydwie bohaterki to postaci mocno od siebie różne, co znacząco wpływa na interakcje między nimi. Kelly jest doświadczoną ekspertką w swojej dziedzinie, posiadającą rozległą wiedzę fachową, ale też poważanie w branżowych kręgach. Swanson z kolei to typowa nowicjuszka, pełna pasji i samozaparcia, jednak znacząco niedoświadczona. Zmotywowana do działania, ale bagatelizowana przez zwierzchników, którzy nie są skłonni kierować się intuicją w takim stopniu, jak ona.

Zróżnicowanie postaci – ich charakterów, ale i pozycji społecznej i zawodowej – jest dobrym wybiegiem, bowiem buduje właściwe napięcie w każdym z wątków i pozwala na pokazanie zupełnie odmiennej perspektywy, by finalnie pozwolić im spotkać się w jednym punkcie. Co warto dodać, to przykład naprawdę silnych postaci kobiecych, w jakie literatura tego gatunku przesadnie nie obfituje, więc zabieg autorów „Starych kości” jest z jednej strony zgrabnym podążaniem za oczekiwanym w obrębie popkultury kierunkiem, a z drugiej miłą odmianą po legionach męskich głównych bohaterów, z jakimi zwykliśmy spotykać się dotychczas, a dla których kobiety były co najwyżej partnerkami, mającymi stanowić dopełnienie, uzupełnienie, a nie zaś grać pierwsze skrzypce.

„Stare kości” mają niezwykle filmowy schemat prowadzenia akcji. Poszczególne sceny wręcz idealnie wybrzmiewają jako materiał na scenariusz i przyznam, że z przyjemnością zobaczyłbym ekranizację. Jako powieść to pozycja, którą bardzo dobrze się czyta i która z pewnością zadowoli nie tylko dotychczasowych miłośników prozy duetu Preston / Child, ale też tych, którzy cenią sobie solidne, przygodowe thrillery mocno osadzone w historii.

Jeśli lubicie filmy w stylu „Skarb narodów”, przygody Indiany Jonesa, czy powieści Dana Browna, to „Stare kości” są zdecydowanie dla Was.

Stare kości

Nasza ocena: - 75%

75%

Douglas Preston i Lincoln Child. Tłumaczenie Jan Kraśko. Wydawnictwo Agora 2022

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Plama światła – wszystkie dzieci Antrovisu [recenzja]

Sięgając po „Plamę światła” nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. Owszem, znam twórczość Pawła Matei …

Leave a Reply