The Goon, tom 3 – Quo Vadis, Zbirze? [recenzja]

Trzeci tom „The Goon” zawędrował na księgarskie półki. Ponownie daje wyśmienitą rozrywkę, ale coraz częściej przenikniętą nutą fatalizmu.

Światy fantastyczne to takie, do których bardzo często chcielibyśmy uciec, gdybyśmy mieli taką realną możliwość. Wśród nich są jednakże i takie, o których bardzo chętnie czytamy, ale raczej wolelibyśmy się nigdy nie trafić do nich osobiście. Tak, trochę dziwne to dywagacje, ale prowadzące do ważnego wniosku. Świat „The Goon” raczej nie jest miejscem, w którym chcielibyśmy przebywać.

Do tego wniosku nawiązuje zadane w tytule recenzji pytanie o bohatera, który w trzecim już zbiorczym tomie serii, bardziej niż złowrogim opiekunem miasteczka, staje się jego niewolnikiem. Widzimy to w momencie, kiedy ma szansę na opuszczenie na zawsze tego przeklętego, niebezpiecznego miejsca, jednak nie potrafi się na to zdobyć i w ostatniej chwili zmienia swą decyzję. I w jej następstwie coraz bardziej zatraca się w eskalowanej przemocy.

Przy takim obrocie spraw, równie dobrze możemy pytanie z tytułu recenzji zadać twórcy „The Goon”, Ericowi Powellowi. Już w przypadku drugiego tomu określałem historię Powella mianem dojrzałej pulpy, głównie za sprawą opowieści o Chinatown. Zajrzeliśmy tam w przeszłość Zbira, dowiedzieliśmy się w końcu kto i dlaczego złamał mu serce i generalnie po tym doświadczeniu było wiadomo, że lepiej już nie będzie. I rzeczywiście, w trzecim tomie „The Goon” z dojrzałej pulpy coraz częściej dryfuje w stronę motywów znanych z klasycznych horrorów, takich, które nie mają prawa dobrze się kończyć. I mimo nieodzownych, szalonych i politycznie niepoprawnych ekscesów, historia robi się coraz mroczniejsza i posępniejsza.

W trzeciej części powraca z martwych zmora z młodości Zbira, czyli gangster Labrazio, którego renomę nasz bohater wykorzystywał w pierwszym tomie do rządzenia miasteczkiem. Jego powrót to część większego planu, który realizuje nowa postać w serii po odstawieniu na boczny tor kapłana Zombie. Atmosfera się zagęszcza, co ma odbicie w momentami poszarpanej narracji, wciągającej bohaterów w objęcia nieuniknionego koszmaru. Kolorystyka również coraz mniej kojarzy się z pulpą, chyba że akurat mamy przerywnik w postaci gościnnych występów innych rysowników. Wygląda na to, że Powell wziął się na poważnie za dekonstrukcję obszaru swoich twórczych zainteresowań, w czym przypomina Alana Moore’a ze swoich najlepszych lat. Dlatego nie powinny dziwić branżowe nagrody dla „Zbira”, ale czy rzeczywiście chcemy, aby „The Goon” i sam Zbir jako bohater rzeczywiście szedł w ten sposób obraną drogą, najwyraźniej bez powrotu? Może się to skończyć złamanym sercem także u czytelników, szczególnie tych, którzy traktowali tę opowieść jako bezpardonową rozrywkę bez hamulców. Cóż, kolejne tomy odpowiedzą na te pytanie.

The Goon, tom 3. Scenariusz i rysunki: Eric Powell. Non Stop Comics 2019

Ocena: 8/10

 

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Hitman, tom 2 – bezkompromisowy pokaz politycznej niepoprawności [recenzja]

Jest kilka serii komiksowych, które są mniej lub bardziej niepoprawne politycznie, ale które mimo tego …

Leave a Reply