Gorący temat

Ultimate X-Men, tom 2 – ludzkie oblicze nastoletnich mutantów [recenzja]

Kolejny tom zbiorczy Millarowego runu Ultimate X-Men nadal trzyma poziom, choć nieco zmienia środek ciężkości. Kiedy pierwsza część stawiała na akcje, akcje i przede wszystkim akcję, część druga zagląda – jak by to ująć – do wnętrza. Nie tylko do głów, ale i serc i dusz kolejnych postaci.

I nie chodzi tu bynajmniej o dosłowność, wynikającą z talentów prof. Xaviera, choć jest on w tym tomie jedną z kluczowych, branych na warsztat postaci. Dowiemy się co nieco o jego przeszłości i skrywanych tajemnicach (zawsze było wiadomo, ze je ma, teraz kilka z nich odkryjemy), ale też poznamy nieco bliżej inne postacie, jak choćby Collossusa, któremu Millar zaserwował sporo miejsca.

W swojej kontynuacji serii Millar stawia mocno na wątki socjologiczne. Skupia się więcej na ciężarze bycia mutantem. Tym bagażu emocjonalnych, duchowym, który siłą rzeczy wiąże się z posiadaniem genu X. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, iż większość uczniów ze szkoły profesora Xaviera to jeszcze nastolatki. Dzieciaki, wchodzące w dorosłość, które z jednej strony niejako zmuszono do ratowania świata, ale które z drugiej muszą mierzyć się z własną odmiennością, z niedopasowaniem, z koniecznością częstego izolowania się od reszty społeczeństwa. To ciekawe spojrzenie na temat X-Menów. Są kim są, owszem. Ale jaki, realnie, mieli wybór? Być może to, po której stronie staną, owszem. Ale czy do końca całą odpowiedzialność za działania Davida można przerzucić na niego? Czy tak naprawdę jest on zwyczajnie wypadkową wychowania, niedostosowania i własnej mocy, której nigdy nie nauczono go kontrolować?

„Ultimate X – Men” to komiks nie tyle bardziej stonowany, powolniejszy, względem pierwszej części, co poruszający szersze spektrum problemów. Poniekąd autor zadaje te same pytania, co w poprzednim tomie, jednak skupia się na nich w szerszym aspekcie, a zarazem wchodzi głębiej w szczegóły zagadnienia. Co nie oznacza, że akcji tu brakuje. Nadal to komiks super-bohaterski i spełnia wszelkie tego wymogi – z kipiącymi epickością pojedynkami na czele. Jednak nie opiera się tylko na stronie wizualnej, a scenariusz nie skupia wyłącznie na konfrontowaniu dwóch lub więcej antagonistów ze sobą, ale stara się zrozumieć problemy, przed jakimi mogły by stanąć dzieciaki z gatunku homo superior, gdyby istniały. W wizji Millara (wspiera go w #13-14 Chuck Austen) to nadal zwyczajne nastolatki, z takimi samymi problemami, jakie mają one w realu. Oczywiście w przerwach między ratowaniem świata i pokonywaniem kolejnego złego mutanta. Ale poza tym, trapią ich pierwsze nieudolne relacje, miłości i romantyczne uniesienia. Wkraczają w okres buntu, nacechowanego przemądrzałym zapatrzeniem się przesadnie we własne umiejętności i możliwości. Pewien egocentryzm, narzucający przeświadczenie, że wszystko co już było, co jest, nie sprawdziło się, a nowe i lepsze może wykuć się tylko poprzez wypalenie starych zasad i budowanie na zgliszczach. Jednak to, co – będąc przywilejem młodości – może być nie tylko niekoniecznie destrukcyjne, ale wręcz inspirujące w przypadku zwykłych dzieciaków, w przypadku mutantów (z uwzględnieniem ich, często gigantycznej) mocy okazuje się bardzo niebezpieczne, jeśli nie zostanie właściwie ukierunkowane. Ale to z kolei prowadzi do pytań o granice kontroli, o linię swobody, jaką należałoby wyznaczyć. Gdzie ona przebiegnie? W jakim stopniu profesor ma prawo, albo i powinien kontrolować swoich wychowanków? I jaki stopień nadzoru winni oni zaakceptować, jaki nie jest nadużyciem? Wpleciony jest w fabułę problem bezpieczeństwa w sieci, gdzie łatwo można dać się zmanipulować. Obserwujemy to na przykładzie Beasta. On ma problem z samoakceptacją, bo jest wielki, włochaty i niebieski. Ale oprócz tej zewnętrzności nijak nie różni się od dzieciaka, który kryje za monitorem swoje bolączki, wynikające z odstających uszu, krzywych zębów, czy pryszczy. Świat zewnętrzny jest okrutny, a w tym wirtualnym mamy szansę znaleźć akceptację. Pytanie – na ile będzie ona prawdziwa i szczera.

Millar w bardzo ciekawy sposób rozwija swoją wizję X-Menowego świata, nie oszczędzając swoich postaci, ale też budując je w sposób staranny i konsekwentny. W tym tomie ponownie finał wbije w fotel, a wiele postaci (jak Jean Grey) znów stanie nad krawędzią przepaści… To przykład, jak umiejętnie Millar rozkłada akcenty w całej opowiadanej historii i jak wielowątkowo potrafi ją rozwijać. Jednocześnie plasuje to niniejszy run wśród najlepszych opowieści o X-Menach, jakie dotychczas powstały i naprawdę wstyd byłoby jej nie poznać.

Graficznie jest dobrze, choć zróżnicowanie. I muszę przyznać, że nie każdy grafik z tego tomu przypadł mi do gustu. Nadal moim osobistym numerem 1 jest Adam Kubert, ale ciekawie wypada także zarówno Esad Ribić, jak i Kaare Andrews (w tej właśnie kolejności). Natomiast szkice Chrisa Bachalo najmniej przypadły mi do gustu, przez nieco rozmytą kreskę i niedbałość w szczegółach, poza tym jego styl najmniej pasuje do dominującej w serii strony graficznej, przez co kontrast zdaje się być najmocniej widoczny.

„Ultimate X – Men” tom 2 to pozycja obowiązkowa zarówno dla fanów mutantów spod znaku X, jak i miłośników pomysłów Marka Millara. To scenarzysta, który nie boi się wyzwań, ma – co widać – dużo swobody w kreowaniu autorskich wizji i niezaprzeczalny talent do epickości. A czy „Ultimate X – Men” potrzebują czegoś więcej?

Ultimate X-Men tom 2

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: Mark Millar, Chuck Austen. Rysunki: Adam Kubert, Kaare Andrews i inni. Tłumaczenie: Marcin Roszkowski. Wydawnictwo Egmont 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Predator 5th Anniversary, tom 4: Ksenogeneza / Piekielny wędrowiec – koniec łowów [recenzja]

Czwarty rocznicowy tom “Predatora” jest jednocześnie ostatnim, w którym znajdziemy klasyczne opowieści wydawane w latach …

Leave a Reply