Gorący temat

Venom, tom 3 – symbiontów ci u nas dostatek [recenzja]

Po świetnym starcie, “Venom” z Marvel Fresh wciąż nie może wrócić do poziomu, który dostaliśmy w pierwszym tomie opowieści o Eddiem Brocku. Choć i tak w trzeciej odsłonie serii jest dużo lepiej niż w poprzedniej części.

Scenarzysta Donny Cates po historiach innych autorów z Carnagem w głównej w trzecim tomie znowu w pełni chwyta za stery “Venoma”. Mamy tu tylko jeden zeszyt innego komiksowego scenarzysty, czyli Ala Ewinga i w tym przypadku to jest dobra wiadomość, bo mamy okazję sprawdzić jak wypada fabularne połączenie dwóch superbohaterskich serii, czyli “Venoma” i “Nieśmiertelnego Hulka”. Zanim jednak dostaniemy ten crossover wracamy do wątku Eddiego Brocka i jego syna Dylana (chłopak wciąż myśli, że Eddie to jego brat) ściganych przez obdarzonego potężną mocą Carnage’a i jego pomagierów. Carnage stał kolekcjonerem tzw. kodeksów, które charakteryzują każdego nosiciela kosmicznego symbiontu, a im więcej ich zbierze, tym większa jest szansa na obudzenie uśpionego Knulla.

Tego ostatniego – przedwieczną istotę o boskich mocach pamiętamy dobrze z pierwszego tomu i tak naprawde liczymy, że to sie właśnie wydarzy – Knull powróci do gry aby Eddie i najwięksi superbohaterowie Marvela mogli go powstrzymać. Do tego prowadzi jednak długa droga, pełna symbiotycznych wybojów, bo Donny Cates po prostu chce, by jego historia wybrzmiała jak najlepiej, a najlepiej to znaczy w prawdziwie epickiej skali. Stąd też mamy kolejnych nosicieli i kolejne, czasem zaskakujące formy, które przybiera symbiont. I nie jest tak, że głównie wzbudza w nas uczucie strachu czy odrazy, ponieważ to przeładowanie ma w sobie poetykę nadmiaru, która wielokrotnie zbliża tę opowieść w rejony groteski. A że jest jeszcze u boku Eddiego Spider-Man czy jajogłowy (dosłownie!) Reed Richards z alternatywnej Ziemi oraz całkiem pokaźna grupka superbohaterów, robi się naprawdę gorąco, zwłaszcza że fabuła gna do przodu jak szalona, a na planszach wciąż miga nam czerwień Carnage’a i jego pomagierów. Co prawda to tempo i spektakularność wydarzeń potrafi zmęczyć czytelnika, ale kiedy już natężenie przekracza pewien poziom, Cates robi jakąś sprytną woltę by utrzymać nasze zainteresowanie. Fajnie współdziałają tu ze sobą pokrewne serie, czyli obok “Venoma” “Absolute Carnage”, które pokazują z różnych perspektyw te same wydarzenia. A już wisienką na torcie jest wspomniany wyżej zeszyt “Nieśmiertelnego Hulka” z charakterystycznymi rysunkami Filipe Andrade, który jest niczym cisza przed burzą, jak preludium do ostatecznych rozstrzygnięć. Chociaż czy w Marvelu mamy kiedykolwiek ostateczne rozstrzygnięcie?

Prawdziwą wartością tej serii jest to, że coraz bardziej lubimy postać Eddiego Brocka, a już jego interakcje z młodym ( i jak się okazuje tajemniczym w pewnych aspektach) Dylanem ocieplają tę nastawioną na akcję i symbiotyczną rozwałkę odsłonę “Venoma”. Donny Cates dociska ile może, jakby nie znał umiaru w nieustannym sprawdzaniu granic wytrzymałości swoich bohaterów, ale tu po prostu chodzi o stawkę, zarówno w mniejszym ludzkim wymiarze, jak i tym kosmicznym. To nawarstwienie, podobnie jak w “Nieśmiertelnym Hulku “ potrafi przytłoczyć czytelnika, ale twórcy robią to w dobrej wierze, w imię jak najlepszej jakości ich historii. W “Venomie”, w nagromadzeniu symbiotycznych bytów nie zawsze to działa, robi się chaotycznie, ale patrząc całościowo widać w tym projekcie dążenie do określonego celu . Na pewno nie na jakościowym poziomie gęstego psychoanalitycznie drugiego tomu “Nieśmiertelnego Hulka”, ale też nie o takie rzeczy chodzi w “Venomie”. Jest lepiej, jak najbardziej po marvelowsku, w zasadzie można powiedzieć, że właśnie w stylu fresh, choć momentami tym komiksowym orzeźwieniem można się zachłysnąć. I wygląda na to, że w kolejnym tomie ani czytelnik, ani bohaterowie nie będą mieli ani chwili oddechu. 

Venom, tom 3

Nasza ocena: - 60%

60%

Scenariusz: Donny Cates i inni. Rysunki: Ryan Stegman i inni. Tłumaczenie: Zofia Sawicka. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Giacomo C.: Maska w mrocznej paszczy / Upadek anioła – kryminalne przygody niejakiego Casanovy [recenzja]

„Giacomo C.” to francusko – belgijska seria komiksowa, zamykająca się w piętnastu tomach i opierająca …

Leave a Reply