Gorący temat

Batman: Sekta – Mroczny Rycerz upadły [recenzja]

„Batman. Sekta” to kontrowersyjna opowieść o Mrocznym Rycerzu, która powstała na podwalinie nieskrywanej niechęci do religijności jej scenarzysty, podpartej jeszcze zaciekłością ataków prawicowych publicystów i telewizyjnych kaznodziei wszelkiej maści na komiksowe medium w latach 80-tych. W dodatku to album, który choć nieco się zestarzał, to zrobił to z godnością. A jego przekaz może nie odnosi się do tych samych zjawisk, co pierwotnie, to jednak nadal niesie ze sobą pewne uniwersalne przesłania, a wydźwięk okazuje się wciąż mocno aktualny.

Batman upada. Staje się więźniem tajemniczej postaci – diakona Blackfire’a, który zawładnął przysłowiowym „rzędem dusz” gothamskiego marginesu – bezdomnych i włóczęgów. Pod jego rządami najniższe warstwy społeczne Gotham szybko i efektywnie – choć krwawo i bezpardonowo – rozprawiają się z miejską przestępczością. Co nie podoba się policji – jest wszak skrajnym łamaniem prawa – ale zyskuje poklask znacznej grupy społecznej, która nie ocenia samego sposobu, ale cieszy się z efektu.

Batman – próbujący przeciwstawić się samowoli diakona i odkryć, kim mężczyzna jest tak naprawdę, wpada w jego pułapkę i w wyniku długotrwałych tortur (nie tylko fizycznych, ale głównie psychicznych) upada i poddaje się, zatracając poczucie nie tylko własnej przynależności, ale i dobra i zła w swojej istocie. Batman poddaje się „szokowej” terapii diakona, ustępując pola jego armii, która przemocą i żelazną konsekwencją zdobywa władzę nad miastem.

Batmanowi na ratunek przybywa Cudowny Chłopiec – Robin, który otrzymuje zupełnie nowy, poważniejszy, bardziej przejmujący rys, niż miał dotychczas – wiecznie uśmiechniętego, chłopięcego pomocnika Mrocznego Rycerza.

„Batman. Sekta” to komiks niezwykle mroczny i ponury. Daleko mu do typowej trykociarskiej opowieści, pełnej efektownych bijatyk i epickiego rozmachu w kreacji świata przedstawionego. Scenerią komiksu są w dużej mierze podziemia Gotham, miejskie kanały, mroczne, podmiejskie jaskinie i katakumby. Całość utrzymana w onirycznej, depresyjnej i mrocznej estetyce, która potęguje poczucie osaczenia i beznadziei, jaka towarzyszy Batmanowi praktycznie przez całą opowieść.

Historia opowiadana przez Jima Starlina skupia się na ostracyzmie religijnego fanatyzmu, który prowadzić może jedynie do wypaczenia idei, jakie głosi. Ale też, który – zwyczajowo – jest motywowany celami znacząco odmiennymi, niż te ostentacyjnie wygłaszane przez owej idei czołowych reprezentantów. I choć może wydawać się, że przemysł komiksowy przestał znajdować się na celowniku grup religijnych – a przynajmniej nie w takim stopniu, jak miało to miejsce w okresie poprzedzającym powstanie komiksu – tak przekaz niniejszego albumu zdaje się nadal aktualny i możemy przystawić go do dowolnej społeczności, zdominowanej przez religijną ortodoksję. I wciąż stanowi mroczną, zamkniętą w popkulturowe ramy, przestrogę, z jaką łatwością można wykorzystać religię do manipulacji masami społecznymi, jeśli skupi się soczewkę agitacji na tych dotychczas pokrzywdzonych marginalizowanych, bądź tych, którzy takimi się czują. Starlin, w okresie pisania tej historii miał już ugruntowaną rynkową pozycję i mógł sobie pozwolić na pewne eksperymenty fabularne i poszukiwanie nowych ścieżek dla własnej ekspresji poglądowej. Wychodząc od przełomowego „Powrotu Mrocznego Rycerza” starał się odświeżyć postać Batmana i znów nie tyle nadać mu mrocznej, depresyjnej głębi, co obedrzeć z lukrowanej otoczki uśmiechniętego, wzorcowego herosa, jakiego oczekiwał (i jakiego na długi czas otrzymał) Kodeks Komiksowy. „Batman. Sekta” to forma manifestu Starlina w obronie Pierwszej Poprawki, wolności słowa, niezależności sztuki, w tym sztuki rozrywkowej, popkultury.

Graficznie także jest niezwykle ponuro, mrocznie i w estetyce horroru, jakiej chyba wcześniej Batman nie uświadczył. Podziemia, jaskinie, kanały to sceneria mocno tchnąca gotyckim sztafażem. Nie brak tu starych szkieletów zalegających w tle kadrów. Nie brak krwi i dobitnie pokazywanej, często do granic udrastycznionej przemocy. Wszystko za sprawą rysunków Berniego Wrightsona, który doskonale czuje się w horrorowej estetyce i sprawnie implementuje ją w omawianym komiksie, przez co rysunki świetnie komponują się z opowieścią snutą przez Starlina. A w połączaniu z starannie dobraną kolorystką Billa Raya robi naprawdę piorunujące wrażenie.

„Batman. Sekta” to komiks niezwykle ciekawy, nie tylko przez swoją mroczną, ponurą estetykę, ale także przez kontrowersyjny temat, jaki podejmuje. Widzimy nie tylko przestrogę przed religijnym fanatyzmem, ale też mamy okazję zobaczyć Batmana pokonanego. Złamanego i upokorzonego. Który może i odnajduje w sobie finalnie siłę do stawienia czoła przeciwnikowi, ale jednak pozostaje w nim skaza wątpliwości. Bowiem – mimo niesłusznych metod i nieszczerych intencji, – diakon Blackfire zwraca uwagę na ważnie problemy społeczne, o których zwykle wszyscy zdają się zapominać. Albo zwyczajnie pamiętać nie chcą.

„Batman. Sekta” nie jest komiksem dla wszystkich. Wpisuje się w estetykę znaną już z „Powrotu Mrocznego Rycerza” lub „Azylu Arkham” i jest albumem nadal – mimo swojego wieku – intrygującym i kontrowersyjnym. Ale z całą pewnością wartym poznania.

Batman .Sekta

Nasza ocena: - 80%

80%

Scenariusz Jim Starlin. Rysunki Bernie Wrightson. Egmont 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

The Old Guard, tom 1: Otwarcie ognia – stara gwardia nie rdzewieje [recenzja]

Dynamiczna, a jednocześnie nostalgiczna opowieść o grupie nieśmiertelnych siepaczy. Filmowa adaptacja “The Old Guard” z …

Leave a Reply