Gorący temat

Dwie i pół duszy. Folk noir – słowiańska groza najwyższej próby [recenzja]


Warning: A non-numeric value encountered in /home/platne/serwer269681/public_html/badloopus.pl/wp-content/plugins/taqyeem/taqyeem.php on line 613

Warning: A non-numeric value encountered in /home/platne/serwer269681/public_html/badloopus.pl/wp-content/plugins/taqyeem/taqyeem.php on line 616

W „Dwie i pół duszy” – drugiej (po „Grisaille o zwykłym osiedlu”) powieści Justyny Hankus, kamuflującej się nieco pod przydomkiem Folk noir, znajdziemy ujmującą, znakomicie napisaną grozę, z mocno zaimplementowanym słowiańskim sznytem. Ale w której to wcale nie – obecne przecież w ilościach pokaźnych – wodniki, strzygi, wąpierze i diabły – okażą się tymi najgorszymi, których bać się należy najbardziej.

Złe jest obecne w „Dwie i pół duszy” i jest go chyba aż nadto. A z pewnością więcej, niźli pomieścić i znieść może skromna wioska Rutki, położona malowniczo nad jeziorem Ruty. Złe jest tam obecne, szturchając swoim kościstym, zimnym paluchem co rusz kolejnych mieszkańców wsi, a jego oddziaływanie niczym zaraza przenosi się z tych dotkniętych, na pozostałych. Na ich rodziny i dalej, na kolejnych mieszkańców, zataczając coraz szersze kręgi. I im dalej od tych naznaczonych, tym wyraźniejsze się staje, że Złe samo w sobie nie psuje człowieka, nie zanieczyszcza go, przynajmniej nie do końca. Ono czyni odmiennym, czyni w jakiś sposób obcym, czy cierpiącym. Ale zawsze największym źródłem tego cierpienia są ludzie. Inni, ci na swój sposób bliscy, niby sąsiedzko znajomi, ale jednak, w głębi duszy, obcy. To oni są źródłem ostracyzmu, wrogości, mniej lub bardziej otwartej, ale zawsze płynącej z tego strachu i niechęci do jakiejkolwiek odmienności.
I tak się akurat u Hankus składa, że ten strach, ta odmienność i wrogość osadza się na podwalinie ludowego zabobonu – który w „Dwie i pół duszy” okazuje się realną afirmacją nadnaturalnego, nie zaś wynika z ciasnoty umysłu. Z tej poglądowej ciasnoty płynie właśnie zło. Zło okazywane ostracyzmem dla tego, co niezrozumiane, co niepojęte, co zwyczajnie inne, choćby na krztę.

Odmalowuje Hankus polską wieś w sposób z jednej strony sielski, uroczy, zatopiony w koegzystencję z naturą, z przyrodą, która nie tylko wiejską przestrzeń otacza, ale która jest w nią wrośnięta, z nią tożsama. Pokazuje też to drugie, bardziej ponure oblicze wsi polskiej, takiej z gruntu romantycznej, pełnej zjawisk, nieimających się szkiełku i oku badacza, a dostępnej nielicznym, bardziej – paradoksalnie otwartym, wrażliwszym. Jak choćby Cyganka, której wszyscy nie lubią, której większość się boi, która ucieleśnieniem ma być konszachtów Złego z ludźmi… a która zdolna jest prawie że wszystko poświęcić dla ratowania drugiego człowieka. Bo warto, bo należy. Te manifestacje przymusowości wynikającej ze splotu zdarzeń są osnową prozy Hankus, której bohaterowie niezmiennie miotają się pomiędzy swoistą koniecznością a wyborem. I niejednokrotnie to, co uznają za swoją własną subiektywną decyzję, w naszych oczach urasta wręcz do przymusu, choćby w ujęciu moralnym.

Niezwykły jest język, jakim posługuje się Hankus. Język bogaty, pełen metafor i antropomorfizacji, czyniący wiejską okolicę i przyrodę wręcz świadomym tworem, a z pewnością kolejnym bohaterem opowieści, może i w sposób dosłowny – niemym, ale potrafiącym, samą swoją strukturą, swoją złożonością opowiedzieć więcej, niż zdolne są wyrazić ludzkie słowa. Szukając literackich, językowych skojarzeń, przychodzi mi na myśl Jakub Małecki i jego proza, dla przykładu ze wspaniałego, także delikatnie oscylującego na krawędzi nadprzyrodzonego „Dygotu”. Podobną da się tutaj zauważyć wrażliwość, podobne wyczulenie na cierpienie jednostki innej, ale w swojej inności niewinnej, bo przecież nijak za nią nie odpowiadającej, ale nieustannie przez otoczenie, przez społeczeństwo karanej. Z tym że Małecki w „Dygocie – również opowieści rozciągniętej konstrukcyjnie na dekady – ciąży ku racjonalizmowi, a Hankus oddaje się w pełni folkowej, grozowej estetyce bogatej w nadnaturalność, jaką buduje konsekwentnie świat przedstawiony.

Dużo jest w polskiej grozie prób ujęcia słowiańszczyzny w sposób tak ujmujący, tak poetycki, ale nieliczne są przykłady sukcesów na tym polu. Dołącza więc Hankus powieścią „Dwie i pół duszy” do utworów tak znakomitych, jak Joanny Łańcuckiej „Stara Słaboniowa i spiekładuchy”, czy „Diabeł w oknie”, lub „Kuklany las” Anny Musiałowicz, utrzymane wszak w podobnej tonacji, o zbliżonym gatunkowym ciężarze i równie umiejętnie odzierające osłonę realizmu z portretu polskiej wsi.

Ciekawie wykorzystuje Hankus słowiańskie atrybuty dawnych wierzeń do snucia swoiście uniwersalnego moralitetu o współczesnym człowieku, wciąż, niezależnie od czasów, naznaczonym lękiem przed obcością, przed odmiennością, które – samo w sobie – wcale nie musi nieść zagrożenia, by być winą za nie obarczone. Człowiek jest tu w znakomitej większości tworem nieufnym, niechętnym wszystkiemu, co wykracza poza jego wąski, ograniczony własną niechęcią do poszerzania wiedzy światopogląd i reagującym na afirmację odmiennego zwyczajową wrogością, maskowana pozornymi przejawami moralności i dbałości o własne, najbliższe otoczenie, które w rzeczywistości jest tylko pragnieniem odzyskania wątłej, pozornej kontroli i władzy nad własnym mikroświatem. W tym ujęciu nawet obdarcie „Dwie i pół duszy” z elementu nadprzyrodzonego stanie się jakże uniwersalną opowieścią o nam współczesnych, zamkniętych we własnych informacyjnych bańkach, niechętnych niczemu, co poza nie wykracza i bezlitośnie rugających z własnego otoczenia wszystko, co nie jest zgodne z naszym tokiem myślenia, byle tylko umocnić się w przekonaniu o naszej domniemanej słuszności i racji.

„Dwie i pół duszy” Justyny Hankus to powieść z pogranicza słowiańskiej grozy, mrocznej baśni i ujętego w ramy literatury pięknej współczesnego moralitetu o tym, że najwięcej zła kryje się w człowieku. Oraz o tym, że żadne mitologiczne, nadprzyrodzone stwory nie są zdolne doścignąć go w codziennym, sączonym każdego dnia okrucieństwie, wynikłym ze strachu, zazdrości i nienawiści.

To powieść smutna, ale w swoim smutku przepiękna, za sprawą językowej sprawności i umiejętności snucia poetyckich przypowieści przez autorkę, ale też przez trafność alegorii, które mogą uczulić nas, współczesnych na to, jak możemy być lepszymi, niż niejednokrotnie jesteśmy, ludźmi. A tego uczyć się zawsze warto.

Dwie i pół duszy. Folk noir.

Nasza ocena: - 90%

90%

Justyna Hankus. Wydawnictwo Powergraph 2023

User Rating: 2 ( 1 votes)

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Po zbutwiałych schodach – realizm magiczny w najlepszym wydaniu [recenzja]

„Po zbutwiałych schodach” to najnowsza powieść wywodzącej się z estetyki grozy, utalentowanej autorki Anny Musiałowicz, …

Leave a Reply