Gaz do dechy – syn wychodzi z cienia ojca [recenzja]

Nowym zbiorem opowiadań „Gaz do dechy”, Joe Hill stara się nie tylko udowodnić, że nie jest cieniem ojca, ale autorem pełnoprawnym i samodzielnym, ale także kontynuuje niejako literacką ścieżkę , jaką zapoczątkował pierwszą publikacją – „Upiorami XX wieku”.

Warto zaznaczyć, iż nowa książka Hilla nie jest “kingowska”. Mimo dwóch napisanych wspólnie z ojcem opowiadań, syn stara się podążać w innym kierunku, tworzyć własny, niepodrabialny styl, oparty na odmiennym, niż King zespole obaw i obsesji. Tak, jak autor „Lśnienia” poszukiwał strachów w sobie samym, w swoich nałogach, w trawiących go demonach, tak Hill próbuje wydobyć na światło dzienne demony i lęki znacznej części amerykańskiego społeczeństwa. On, sam w sobie, nie naznaczony przez doświadczenia, z jakimi musiał uporać się ojciec, nie spogląda więc tak ochoczo w głąb siebie, ale rozgląda się uważnie wokoło. Dla niego polem eksploracji jest nie tyle życiowy bagaż doświadczeń, co analiza otaczającego świata i mechanizmów, jakie kształtują współczesny świat i Amerykę, jako taką. A obraz, jaki spostrzega jest obrazem mocno skrzywionym. Wypaczonym, pełnym skaz i strachów wyglądających ze szczelin, z pęknięć, jakie pojawiają się – przy bliższym przyjrzeniu – na monolicie amerykańskiego ideału.

To zbiór bardzo amerykański, przez co nam, czytelnikom innego kontynentu, a wręcz innego świata trudniej go w pełni zrozumieć. I nie, nie twierdzę, iż to niemożliwe. Uważam tylko, że rodacy Hilla mogą doświadczyć tych opowiadań mocniej, bardziej. Są naznaczone amerykańskością, przesycone nią, wypełnione po brzegi. I niekoniecznie to ten nadprzyrodzony element przeraża w nich najbardziej. Mocniej uderza zobrazowanie społecznych przywar, lęków, niepokojów (jak doskonale przerażające „Chryzantemy”). Owszem, grozy, takiej w klasycznym ujęciu tu nie brak. Weźmy choćby pisaną wspólnie z ojcem historię „W wysokiej trawie” (gdzie mocno czuć kingowskie pióro), czy autorską Hilla „ Mroczną karuzelę”, będącą jednym z najlepszych opowiadań w zbiorze. Jest w tej historii duszny mrok, fatum, rzucające cień na bohaterów, jest skalana przeszłość, która stara się ich dogonić i ukarać za przewiny niewspółmiernie do czynu.

Częstym zabiegiem u Hilla jest finalny twist, gdzie to, co z początku jawi się nam jako najczystsze zło, okazuje się czymś zgoła innym. I on nie tyle usprawiedliwia, rozgrzesza, ale ukazuje szerszą perspektywę, drugi punkt widzenia, który zdecydowanie wywraca do góry nogami możliwość jednoznacznej oceny moralnej („Faun”, wspólne z Kingiem, tytułowe „Gaz do dechy”).

Jest w historiach ze zbioru mnóstwo mroku, mnóstwo niepokoju, ale jednak to niekoniecznie demony, nadprzyrodzone zjawiska okazują się być tymi najgorszymi, najbardziej przerażającymi tworami. Człowiek niejednokrotnie jest od nich o wielokroć gorszy.

Nie uświadczymy tu topornego epatowania makabrą. To proza subtelna, smutna, nostalgiczna. Mocno obyczajowa w swojej obudowie, nawet, jeśli trzon, na którym całość się opiera, jest stricte horrorowy. Ale to właśnie największa zaleta tej książki. Mamy tu cudownie nakreśloną opowieść o tęsknocie za światem który minął bezpowrotnie („Spóźnialscy”), mamy teksty eksperymentalne w formie (jak oniryczny „Diabeł na schodach”). Mamy ponure polaroidy z Ameryki uwikłanej w coraz to nowe konflikty, gdzie ofiarami często są ci, których kraj na owe wojny wysyła, by później, zniszczonych, przetrawionych przez wojenną machinę, opuścić i zostawić samych sobie („Kciuki”) A jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy za pomocą samych tweetów da się napisać pełnoprawne opowiadanie, to tutaj przekonacie się, że jest to jak najbardziej możliwe („Tweety z cyrku umarłych” – kolejne ze swoistych, w pełni horrorowych perełek w zbiorze).

Nie wszystkie opowiadania są tu idealne. Zupełnie nie trafia do mnie np. „Stacja Wolverton”, choć skojarzenie, o jakim wspomina w końcowej notatce autor, rzeczywiście i u mnie się pojawiło już przy pierwszych stronach. Jednak oprócz poprawności konstrukcji nie niesie ono ze sobą nic, co by przekonało mnie do siebie.

Joe Hill powoli uwalnia się spod wpływu ojca i mam wrażenie, że ten zbiór miał być tego swoistym pokazem. Obydwaj grają tutaj jako partnerzy, w dwóch wspólnie nakreślonych opowiadaniach, jakie – co warto zauważyć – nie są najlepszymi tekstami w zbiorze. Oczywiście nie są złe, to nadal wysoki poziom. Ale samodzielnie Hill potrafi zaserwować opowiadania jeszcze lepsze! Ale już sam „Wstęp” jego autorstwa, o znacząco brzmiącym tytule „Kim jest twój tata?” naprowadza nas na wcześniej wspomniany trop.

I po lekturze uważam, iż synowi udało się nie tylko wyrwać spod kurateli ojca, co rzeczywiście wyzwolić się z jego artystycznego cienia. Hill dojrzał już w pełni, jako pisarz i mimo iż nadal jedną nogą tkwi twórczo w klasycznej grozie, to jednak szuka w niej własnej drogi, nie stara się podążać ścieżkami wytyczonymi przez ojca, a później wydeptanymi jeszcze mocniej przez jego następców. „Gaz do dechy” pokazuje oblicza Ameryki. Czasem jest sennie, leniwie. Czasem niezwykle nostalgicznie, ciepło, sielankowo. Czasem, tę nostalgię i sielankę rozrywa na strzępy brutalne uderzenie lęku, mniej lub bardziej racjonalnego. Na wstępie odwołuję się do „Upiorów XX wieku” i myślę, że ten tom jest ich pewnego rodzaju kontynuacją. Hill jest uważnym, wprawnym obserwatorem, który dostrzega to, czego teraz boi się świat. Ten obecny, współczesny. I w znakomity sposób potrafi dać temu wyraz. To już nie jest „syn Stephena Kinga”, uczepiony usilnie nogawki ojca i dla niepoznaki chowający się za pseudonimem, który i tak wszyscy dawno rozszyfrowali. To samodzielny, samoświadomy autor, który ma jasno wytyczoną ścieżkę, i który zapewne będzie się rozwijał w kierunku zupełnie odmiennym, niż jego sławny rodzic. I chwała mu za to.

Gaz do dechy

Nasza ocena: - 90%

90%

Joe Hill. Wydawnictwo Albatros 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Mgława – historie pisane krwią, magią i prochami [recenzja]

Zwykle bardzo alergicznie reaguję na wydawnicze hasła umieszczone na okładkach i obwołujące daną pozycję „najlepszym …

Leave a Reply