Koszmary – jednym słowem: arcydzieło! [recenzja]

Wystarczyłoby powiedzieć, że to następny komiks inspirowany prozą samego H. P. Lovecrafta. To stwierdzenie raczej wyczerpuje gros wymagań współczesnego fana horrorów, bowiem trudno szukać mistrza wybitniejszego i bardziej niedoścignionego, niż właśnie Lovecraft, który wywarł ogromny wpływ na popkulturę. Jednak ciągłe powielanie schematów lovecraftowskich przez twórców grozy z jednej strony może być już nużące, a z drugiej –  debiutancki album Michele Penco udowadnia, że można z nich jeszcze wiele wcycisnąć.

Owszem, Penco opiera się na klasycznych nowelach Lovecrafta, które czytelnik zaznajomiony z twórczością autora z Providence, z pewnością z łatwością rozpozna. Jednak to zaledwie początek. To punkt wyjścia do niezwykle plastycznej, nakreślonej z rozmachem dekonstrukcji otaczającego świata. Oniryczność albumu, niezwykle umiejętne odmalowanie atmosfery grozy i napięcia, poprzez staranne obnażanie niestabilności naszej rzeczywistości to z jednej strony esencja Lovecrafta, owszem. Jednak w kadrach Penco nabierają one jeszcze większej głębi, jeszcze bardziej weirdowego rozmachu. Duża tu zasługa niezwykłej staranności graficznej, jaką prezentuje autor komiksu. Dla niego nowele są zaledwie punktem wyjścia do snucia własnych, autorskich wariacji nt tego, czym jest nasz świat tak naprawdę (a może – czym nie jest?). Bo z całą pewnością brak światu stabilności, konsekwencji, sztywności konstrukcji. Jawi się jak forma płynna, elastyczna, oddzielająca nas ledwie cienką przesłoną od tego, co niewidzialne. Lovecraft u sedna swojej twórczości zawarł tezę, że to, co widzimy, to zaledwie wierzchnia warstwa rzeczywistości, pod którą kryje się o wiele więcej. I nie są to rzeczy przyjemne. Penco zdaje się naciągać tę przesłonę do granic i pozwala nam spojrzeć na to, co wyobrażał sobie Lovecraft. A w swej twórczości niejednokrotnie i wpuszczał do naszego świata.

Album Penco olśniewa nie tyle scenariuszem – bo ten, nie dość, że inspirowany, to w dodatku jest dość surowy, ubogi w dialogi, choć niekoniecznie w treść. Bardziej gra tu rysunek, niezwykle precyzyjny, kreślony z rozmachem, z werwą, z odwagą. Każdy kadr zdaje się być osobnym, niewielkim, integralnym dziełem sztuki. A wszystkie razem, złożone w całość, zaskakują spójnością opowieści, która nie tylko zachwyca, ale i wzbudza podskórny lęk. Dobrze uchwycił Penco największą z zalet lovecraftowskiej prozy – niedopowiedzenie. Brak dosłowności, brak oczywistości, bardziej domniemanie zła, które jest wyczuwalne, ale niekoniecznie widoczne i dookreślone. One wzbudzają w czytelniku, w odbiorcy adekwatne odczucia, od początkowego niepokoju, po czysty strach. Od strony warsztatowej autor ma swój, niepowtarzalny styl, co widać na pierwszy rzut oka. Jednak, jeśliby szukać porównań, co cały koncept graficzny nieco przywodzi na myśl prace zawieszone gdzieś pomiędzy twórczością Thomasa Otta i Shauna Tana. Nie kopiuje, rzecz jasna, od żadnego z nich, nie odtwarza, ale zdaje się obierać zbliżone kierunki formy. Poruszać tożsame twórcze struny.

„Koszmary” to 76 – stronicowy album, z którego każda plansza zasługuje na uważną kontemplację i z pewnością nie jest to rzecz do przeczytania raz, na szybko, pobieżnie. Aby odczuć to dzieło w pełni, należy się nim delektować, wracać do niego, skupiać na poszczególnych stronach, kadrach nieco dłużej. Wtedy dopiero dostrzeżemy nie tylko warsztatowy majstersztyk twórcy, ale i kunszt tego, z którego Penco czerpał inspirację. To album duetu, choć – pozornie – stworzony przez jednego człowieka. Jednak bez podwalin lovecraftowskiej prozy to niewątpliwe arcydzieło włoskiego grafika nie miałoby prawa powstać.

„Koszmary” szturmem zdobywają miano jednego z najlepszych tytułów komiksowych minionego roku. Tak, z jednej strony – bo Lovecraft. Jednak uzupełniony, przez kunszt Penco, któremu zdecydowanie nie brak talentu.

Koszmary

Nasza ocena: - 100%

100%

Scenariusz i rysunki Michele Penco na podst. prozy H.P. Lovecrafta. Wydawnictwo Mandioca 2020

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Avatar
Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Pulp – komiksowe Gran Torino [recenzja]

Po tytule i okładce “Pulp” możemy wywnioskować, że będziemy mieli do czynienia z klasycznym westernem. …

Leave a Reply