Gorący temat

Ladies with guns tom 2 – uwaga, będzie jeszcze bardziej wybuchowo! [recenzja]

Po pierwszym tomie mogło się wydawać, że bohaterki serii o wymownym tytule „Ladies with guns” nie mogą wpakować się w większe tarapaty. A jednak. Scenarzysta Olivier Bocquet udowadnia, że kłopoty to jego specjalność i pakuje iście wybuchowy damski team po uszy… w sami wiecie, co.

Tak to się kończy, kiedy wysadza się saloon w miasteczku na Dzikim Zachodzie. I kiedy pokazuje się dumnie wyprostowany serdeczny palec wszystkim napęczniałym testosteronem facetom z okolicy. Do tego, rzecz jasna, łamie się całą masę obowiązujących przepisów prawa. Cóż, że są nieludzkie, niemoralne, albo zwyczajnie głupie. Ale są, a w czasach Dzikiego Zachodu zwykło egzekwować się prawo za pomocą albo ołowianej kuli, albo plecionego, szubienicznego sznura przerzuconego przez gałąź. Często niezbyt czystymi rękami najemnych łowców nagród.
Kiedy więc gruchnęła wieść o wyczynach tej niezwykłej damskiej ekipy, było wiadomo, że nagroda za ich schwytanie będzie wysoka. A pieniądz zawsze ściąga wszelkiej maści poszukiwaczy łatwego zarobku, zawadiaków i rewolwerowców, a czasem zwykłe szumowiny i wykolejeńców.
Dodatkowo kłopotów przysporzą odniesione dotychczas rany, konieczność niejednokrotnie dramatycznych rozwiązań, zderzenie się z brakiem jakkolwiek profesjonalniejszej opieki lekarskiej czy zapasu medykamentów… Czy nasze bohaterki są zdolne to przetrwać?
Okazuje się, że ich determinacja zdaje się nie mieć granic. Są zdesperowane i tym samym gotowe na wszystko, ale to, co charakteryzuje je chyba najsilniej, to nieodparte postanowienie o nieporzucaniu żadnej z nich, choćby nie wiem co. I to stanowi o niewątpliwym moralnym uroku tego komiksu.
Balansuje seria na krawędzi humoreski i mocnego, krwawego westernu. Sytuacje komiczne przeplatane są z dramatycznymi, czy nawet nierzadko drastycznymi ujęciami, co w pewien sposób może czytelnika dezorientować, a z drugiej zdaje się nieco zalatywać bessonowsko – tarantinowską manierą kreślenia fabuły. Bocqueta ogranicza tutaj nieco skromna objętość pojedynczego albumu, więc stawia on na akcję. Dużo akcji. Tempo fabuły kojarzy się choćby z genialnym komiksem „Dorwać Ramireza”, autorstwa Nicolasa Petrimaux, a na pochwałę zasługuje podobna, jak tam, pogłębiona charakterystyka postaci z jednoczesną umiejętnością podtrzymywania bezustannego tempa akcji bez nadmiernego przerysowania fabuły. Oczywiście, ona balansuje na granicy kiczu, ale to działa, podobnie jak działa u Petrimaux, jak działa w każdym kolejnym filmie Tarantino. Nie jest to może przełożenie w stopniu jeden do jednego reżyserskiej maniery twórcy „Pulp Fiction”, ale zbliżone jest tutaj łączenie elementów humorystycznych i dosadnej ironii z brutalnością i krwawym portretem realizmu przedstawionych czasów.
Graficznie nadal jest równie dobrze, co za pierwszym razem. Rysowniczka – Anlor – nie boi się ani panoramicznych kadrów, ani scen pełnych akcji i dynamiki. Oddaje je z pietyzmem, połączonym z mocno cartoonową manierą, co po części wspiera akcenty ironiczne fabuły, a po części łagodzi nieco wydźwięk scen co bardziej brutalnych. A wszystko to w osnowie wspaniałej potęgi dzikiej przyrody, której autor rysunków zdecydowanie nam nie skąpi.
Bocquet dał się poznać w naszym kraju jako autor młodzieżowej serii „Frnck”, ale i trzeciego tomu kultowego już cyklu „Sowpiercer”. Jego nowa odsłona w pewien sposób zespala to, czym charakteryzowały się obydwa tytuły. I to łączy się w mieszankę iście wybuchową. Dobranie Anlor jako współtwórczyni serii było zdecydowanie słusznym posunięciem. To uznana we Francji rysowniczka, która dopiero debiutuje w Polsce, ale mam nadzieję, że wkrótce nie będzie to jedyny jej występ w naszym kraju.

A „Ladies with gun” to seria naprawdę warta uwagi. Może wciąż nie wybitna, skupiona bardziej na dynamicznej rozrywce, ale w swojej kategorii świetnie skrojona. Z wartką akcją, wyrazistymi bohaterkami, z masą akcji i jeszcze większą masą całkiem zgrabnie zaimplementowanych wzruszeń. Warto, co drugi tom tylko potwierdza.

Ladies with guns tom2

Nasza ocena: - 85%

85%

Scenariusz Olivier Bocquet. Rysunki: Anlor. Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawnictwo Non Stop Comics 2024

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Lucyfer, t.4: diabeł w głębi serca – współczucie dla diabła [recenzja]

Czwarty i ostatni  tom „Lucyfera” w ramach “Sandman Uniwersum” potwierdza wysoką jakość serii o Gwieździe …

Leave a Reply