Monstressa, tom 4: Wybranka – zawsze jest jakaś wojna [recenzja]

Najnowszy tom popularnej i nagradzanej serii zza oceanu przynosi przede wszystkim zmęczenie materiału. Niby historia Maiki Półwilk konsekwentnie toczy się dalej, ale można odnieść wrażenie, że twórczynie drepczą w miejscu, będąc  bardziej skupionymi na kreacji skomplikowanego świata przedstawionego niż na rozwoju fabuły.

Od premiery poprzedniego tomu minęło już sporo czasu, dlatego przed lekturą najnowszego warto  przypomnieć sobie ten poprzedni. Szkopuł w tym, że ten poprzedni wcale nie wystarcza do ogarnięcia meandrów fabuły i najlepiej ponownie przeczytać wszystkie tomy po kolei, by poukładać sobie w głowie wszystkie wydarzenia i zależności między bohaterami. Trzeba być też bardzo uważnym podczas lektury, bo najważniejsza, rzekomo nowa postać “Wybranki” pojawia się w migawkach w poprzednim tomie, ale wobec natłoku skondensowanej akcji, jest trudna do wychwycenia. Co jednocześnie może świadczyć o tym, że ambitna “Monstressa” zwyczajnie cierpi na brak przejrzystości. 

Tą najważniejszą postacią jest tajemniczy Lord Doktor, któremu przy pomocy kota Rena miała zostać dostarczona lisiczka Kippa. Wątek uroczej małej toczy się w czwartym tomie równolegle do wątku Maiki trafiającej  na dwór rzeczonego Doktora, którego postać w całej okazałości widzimy na okładce “Wybranki”. Relacja tych dwojga stanowi podstawę fabuły czwartego tomu. Dzięki ich interakcjom dowiemy się wielu nowych,  ciekawych rzeczy na temat głównej bohaterki, ale także na temat żyjącego z nią w symbiozie Zinna. Sam Zinn zresztą staje się jedynie tłem dla psychologicznej rozgrywki między Maiką a Doktorem, który swą charyzmą i zdolnościami manipulowania próbuje przekonać dziewczynę do swych planów. Jednak jak dobrze wiemy, Maika nie jest łatwą przeciwniczką, choć ona sama zaczyna mieć coraz więcej wątpliwości co do obranej drogi. 

Wątpliwości zaczyna mieć również i czytelnik, który w przypadku “Monstressy” staje przed dużym wyzwaniem. Skomplikowany świat wykreowany przez Marjorie Liu już jest porównywany do słynnych sag fantasy, niestety w tym przypadku jego własnym wrogiem staje się  wizualna kreacja Sany Takedy, która przy czwarty tomie zaczyna męczyć tym, czym na początku urzekała. Ta piękna wizja łącząca w sobie różne światy i stylistyki staje się w pewnym momencie zbyt jednostajna, postacie, krajobrazy i same kolory zaczynają się ze sobą zlewać tworząc mieszankę, która po entuzjastycznym przyjęciu z biegiem czasu przestaje na nas działać.  

Wytchnieniem jest tutaj tajemniczy wątek Kippy, która wyrasta na postać ważniejszą, niż moglibyśmy wcześniej zakładać i właśnie podczas jej przygód świat przedstawiony nabiera nieco innych odcieni. To jednak zbyt mało, aby dalej przedłużać kredyt zaufania dla “Monstressy”, która im dalej w las, tym mniej imponuje. Sentencja, którą możemy znaleźć w czwartym tomie – zawsze jest jakaś wojna – stanowi w dużym stopniu podsumowanie tego, czego doświadczamy razem z bohaterami przez cztery kolejne tomy i w równym stopniu ich zaletą jak i fabularną pułapką.  Można szanować skomplikowanie świata przedstawionego na tle wszystkich jego konfliktów,  rozbudowaną intrygę i kreację mocnej, kobiecej bohaterki, ale przy braku nie tylko przejrzystości, ale po prostu płynności fabularnej “Monstressa” coraz  mocniej wystawia cierpliwość czytelnika na dużą próbę. Oby w kolejnym tomie wrażenie, że w zasadzie nie działo się nic (pomimo, że działo się naprawdę wiele), definitywnie nas opuściło. 

Monstressa, tom 4: Wybranka. Scenariusz: Marjorie Liu, Sana Takeda. Non Stop Comics 2020

Ocena: 6,5/10

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Hellblazer, tom 5 – za wszystkich, którzy odeszli [recenzja]

Trzeci tom “Hellblazera” ze scenariuszem Gartha Ennisa godnie zamyka dokonania Irlandczyka na polu kultowej serii, …

Leave a Reply