Gorący temat

Niosący światło – groza jest kobietą! [recenzja]

Polska groza ma ostatnio szczęście do zbiorów opowiadań. Po długotrwałej niechęci wydawców do krótkiej formy (mimo, że to opcja dla horroru najdoskonalsza) mrówcza praca niszowych oficyn zaowocowała co najmniej kilkoma perłami rodzimej nowelistyki – w której to puli zresztą niemały udział mają kobiety piszące grozę. Jedną z nich jest Magdalena Kałużyńska, autorka niezwykle utalentowana, choć ostatnio trochę poza główną sceną i horrorowym kadrem.

Bezkompromisowa i kontrowersyjna w obyciu, nie pcha się na afisze, ale skrzętnie pracuje nad literackim rozwojem, przy okazji długo każąc czekać na swoją nową powieść. Na szczęście z końcem roku Wydawnictwo Oficynka uraczyło czytelników łaknących dobrej horrorowej nowelistyki, tomem „Niosący światło”, w którym znalazły się rozproszone dotychczas po licznych magazynach i antologiach opowiadania Kałużyńskiej. I zgarnia Oficynka tym samym podium w kategorii najlepszego zbioru opowiadań, wydanego w tym roku.

„Niosący światło” – kompilując w jednym tomie opowiadania w dużej mierze znane wcześniej – nie tyle zaskakuje, co utwierdza odbiorcę w przekonaniu, że Kałużyńska jest obecnie jedną z najlepszych autorek w polskiej grozie. Kluczowe jest to, że to nie pisarka poszukująca, która cały czas próbuje odnaleźć swoją literacką niszę, własną ścieżkę pisarskiego rozwoju. Jest wiele bardzo dobrych autorek horroru, ale zarazem niewiele jest takich twórczyń – już tak świadomych, w takim stopniu literacko dojrzałych. Agata Suchocka, Anna Maria Wybraniec i Magda Kałużyńska właśnie, chyba najwcześniej z nich wszystkich debiutująca znakomitą powieścią „Ymar” w 2010 roku. A „Niosący światło” z jednej strony stanowi ciekawy przegląd twórczy dorobku Kałużyńskiej, ale i okazuje się pewnego rodzaju mapą interesujących ją motywów i schematów fabularnych, po jakie sięga.

Opowiadania zawarte w zbiorze pochodzą z różnych publikacji: prasowych i książkowych, jednocześnie pisane były na przestrzeni dłuższego okresu, ale nie odczuwa się tutaj (częstej, u pisarzy kształtujących warsztat) sinusoidy poziomu. Nie czuć tego poszukiwania formy wyrazu – bo w tej kwestii Kałużyńska już w pierwszej powieści jasno określiła, którędy chce podążać.

Bardziej jest tu eksploracja interesujących ją obszarów w zakresie motywów literackich, które – choć w różnej formie i natężeniu – pojawiają się często w jej twórczości. Nie chcę omawiać każdego z opowiadań osobno, ale wszystkie bez wyjątku warte są uwagi. Niektóre – podejmujące, zdałoby się wyzute już z oryginalności motywy grozy (jak zombie) – okazują się być niezwykle nowatorskie w warstwie pomysłu. Przetwarzają znane wątki na nowo, nadając im ciekawszą, odświeżoną formę, ale jednocześnie nie stroniąc od popkulturowych odniesień. Doskonałym tego przykładem jest „RPG” sięgająca po żywe trupy i mieszająca go z jednej strony z koncepcją konfrontacji niewinności i makabry (jak u Narciso Ibáñeza Serradora w „Czy zabiłbyś dziecko” lub „Dzieciach kukurydzy” Stephena Kinga) i odizolowania od świata niewielkiego wycinka przestrzeni, który musi – by przetrwać – zacząć kreować własne, często znacząco odmienne od utartych norm społecznych zasady (jak znów u Kinga w powieści „Pod kopułą”). Zresztą, zombie pojawią się też w świetnej formie – będącej swoistym ukłonem dla „Szklanej pułapki” – w również bardzo sprawnie rozpisanym, krwawym i sugestywnym „Die Hard”.

Częstym wątkiem i punktem wyjściowym dla konstrukcji fabularnej w historiach Kałużyńskiej jest przenikanie się naszego świata z innym, zwyczajowo obcym wymiarem przestrzeni, a ta aberracja czasoprzestrzeni skutkuje nie tylko odkształceniami rzeczywistości, ale i często makabrycznymi zjawiskami, wynikającymi z faktu, iż zło spoza naszych wymiarów przedostaje się przez osnowę przestrzeni, zaburzając delikatną równowagę. To zresztą motyw wykorzystywany – w różny sposób – także w powieściach Kałużyńskiej; zarówno w debiutanckim „Ymarze”, jak i cyklu „Alvethor”.

Ośmieliłbym się określić niektóre jej teksty „grozą feministyczną”, gdyż niejednokrotnie kobieta – bohaterka, zyskuje w tych historiach głos, siłę, moc niezależności, ale i sięgania po sprawiedliwość. Początkowo ofiara przemocy, w toku zdarzeń otrzymuje niejednokrotnie okazje do zemsty, na swoich oprawcach, swoistego rewanżu, mieszającego się z niezmiennie słuszną, wymierzaną bezlitośnie i z żelazną konsekwencją karą. Szokująca, ale stanowiąca jeden z najlepszych tekstów w zbiorze „Lukrecja” wpierw przytłacza nas bezprecedensowym, nieuzasadnionym wszak aktem przemocy, by zmienić się w mroczną, oniryczną przypowieść o winie i karze. Znakomicie skonstruowane i sugestywne, a zarazem wskazujące na mocny akcent przestrogi, jaki Kałużyńska często stara się implementować w swojej prozie. To mocny i ważny głos, mówiący, że kobiecość wcale nie jest słaba, że to tylko pozory. A zemsty skrzywdzonej kobiety nie jesteście w stanie sobie nawet wyobrazić, bo wykracza ona poza ramy czasu i przestrzeni.

Ciekawie (i przerażająco) prezentuje się cykl „Alda”, stanowiący mieszankę horroru gore z urban fantasy, a drugi tekst z serii z pewnością wybija się szczególnie interesującym pomysłem. I aż prosi się o kontynuację. „Alda” ma w sobie potencjał nie tylko na kilka opowiadań opowiadań w tym uniwersum, ale też przynajmniej na jedną powieść. Mam nadzieję, że autorka całkiem nie porzuciła tego pomysłu i kiedyś jeszcze o nim usłyszymy. I poczytamy.

Z kolei „Cukierek albo psikus” to historia ponownie zaburzająca nasze poczucie bezpieczeństwa poprzez konfrontowanie dziecięcej niewinności z afirmacją przerażającego nadprzyrodzonego, które wnika do naszego świata, sprawiając, że ziszczają się koszmary. Jeszcze długo po lekturze można odczuwać chłód i wewnętrzny niepokój, ale o to przecież chodzi w horrorze!

Kałużyńska doskonale operuje słowem, przez co nie tylko jej kreacje wybrzmiewają – w obszarze konstrukcji świata przedstawionego – naturalnie i prawdziwie, ale całość zwyczajnie świetnie się czyta. Starannie rozpisane, realistyczne dialogi zaskakują swoją autentycznością i są jednym z najmocniejszych elementów przemawiających na korzyść tej prozy. Autorka precyzyjnie buduje sztafaż, w którym osadza bohaterów, by w następnym etapie wprowadzić sukcesywnie elementy odkształcające tę rzeczywistość nadnaturalną aberracją, w jakiej często przeraża sama jej obcość, odmienność.

To niejednokrotnie proza krwawa, ocierająca się o gore, albo wręcz w nim zanurzająca, ale bez bezpodstawnego epatowania okrucieństwem i makabrą. One często są obecne w tych opowiadaniach, ale mają swoje określone miejsce, mocne zakotwiczenie w fabule, którą nie tyle uzupełniają, co ściśle tworzą. A tylko takie użycie takiego instrumentarium ma sens, o czym wielu autorów sięgających po ten podgatunek horroru – w przeciwieństwie do Kałużyńskiej – zapomina.

„Niosący światło” to jeden z najlepszych – jeśli nie najlepszy – zbiór opowiadań spod znaku klasycznego horroru, jaki ukazał się w mijającym roku w Polsce. A jednocześnie swoista kompilacja i przegląd twórczości jednej z najciekawszych polskich autorek horroru. „Niosący światło” potwierdza ponad wszelką wątpliwość – groza jest kobietą, przynajmniej w tym przypadku.

Niosący światło

Nasza ocena: - 90%

90%

Magdalena Kałużyńska. Wydawnictwo Oficynka 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Enigma. Liczba wszystkich liczb – największy polski sukces, o którym nikt nie chce pamiętać? [recenzja]

„Enigma. Liczba wszystkich liczb” Krzysztofa Koziołka to fabularyzowana historia jednego z największych – jeśli nie …

Leave a Reply