Gorący temat

Punisher Marvel Knights, tom 2 – jakościowa sinusoida [recenzja]

W drugim tomie “Punishera” z serii Marvel Knights wkraczamy na nieznane wody. O ile w poprzedniej odsłonie w przeważającej części mieliśmy do czynienia z materiałem doskonale znanym polskim czytelnikom, tak w niniejszym dopiero możemy się przekonać, jakie nowe wyzwania tym razem postawił Garth Ennis przed Frankiem Castle. 

O ile w pierwszym tomie dostaliśmy dwie długie historie, z których szczególne wrażenie robiła i do dziś robi na czytelnikach ta pierwsza, tak w drugim irlandzki scenarzysta postawił na zestaw krótszych opowieści. Część z nich jest jednozeszytowa, cześć nieco dłuższa, ale w każdej Punisher zajmuje się tym, co potrafi najlepiej, czyli bezlitosnym wymierzaniem kar bandytom na własną rękę. 

Po tym, jak w serii “Punisher Max” dostaliśmy pełny zestaw działań tego bohatera, już niełatwo nas zaskoczyć, ale Garth Ennis ma to do siebie, że potrafi grać w te klocki. Pamiętajmy też, że niniejszy cykl powstał przed “Punisherem Max” i czuć, jak scenarzysta się rozpędza, jak testuje różne fabularne schematy, które w pełni wybrzmiały później w marvelowskiej serii dla dorosłego czytelnika. Nie jest już tak mocno groteskowo jak w poprzednim tomie, ale para Garth Ennis/Steve Dillon to w pewnym sensie właśnie synonim krwawej, groteskowej zabawy, której ciężko nie ulec. Choć jest też odwrotna strona medalu, kiedy twórcy, tak jak w pierwszej historii z albumu, “Nie upadaj w Nowym Jorku”, a potem w dziejącym się w Belfaście “Centrum” uderzają w poważniejsze tony. Taki już jest Ennis, spod płaszczyka wulgarnego i obcesowego twórcy już nie raz wyglądało jego wrażliwe oblicze. To zaś przekłada się na pierwszą z sinusoid drugiego tomu, nazwijmy ją emocjonalną, kiedy czytelnik albo się ekscytuje, albo ma się wzruszyć i zdobyć na odrobinę refleksji. Nie ma tu stałego rytmu, ale może i dobrze, bo dzięki temu, a także dzięki występom innych rysowników, ten tom staje się bardziej formalnie, ale też jakościowo zróżnicowany.

No dobra, są tu historie, które szybko wywietrzeją nam z pamięci, jak dwuzeszytowa opowieść o don Thomasie Casino lub takie, w których Ennis sięga do swojego stałego repertuaru, w którym na pierwszy plan wysuwa się szokowanie. Tak jest na przykład w jednozeszytowym, dentystycznym “Kanale”, potem w “Kałamarnicy” oraz przede wszystkim w dłuższej, ostatniej opowieści “Ukryty”, w jakimś sensie metaforycznej, ze stosem martwych bezdomnych w podziemiach i stojącym za tym potwornym, ale też wymuszającym litość indywiduum. 

Oprócz tego zestawu dostajemy w tym tomie trzy fabularne perełki, po przeczytaniu których szybciej bije nam serce. W pierwszej  z nich mamy gościnny występ wkurzonego i zarazem maltretowanego na maxa Wolverine’a oraz grupę złoczyńców, której raczej nie spodziewaliśmy się zobaczyć – nie napiszę co to za grupa, żeby nie psuć przyjemności z niespodzianki. Warto jednak nadmienić, że w tym przypadku Ennis mimochodem, w swoim stylu wchodzi w polemikę ze zjawiskiem politycznej poprawności, w intrygujący sposób testując jej rozciągliwość. Druga, jednozeszytowa opowieść, “Myszki i ludzie”  opowiada o spotkaniu ze znaną z poprzedniego tomu Joan, która poszła za radą Franka i wyprowadziła się z Nowego Jorku na wieś. Ranny, uciekający przed mafiozami Frank trafia do jej ostoi i potrzeba będzie więcej niż trochę inwencji, by razem z Joan i przy własnej, częściowej niemocy skutecznie stawić czoła mafii. Bez zbędnego przeciągania dostajemy świetną, mocną historię z elementami groteskowej przemocy, ale i z ciepłym stosunkiem scenarzysty i jego bohatera do osób pokrzywdzonych przez życie. Po prostu historia na piątkę. Ale jest tu jeszcze historia na szóstkę. 

“Braterstwo” to bardziej opowieść o dwóch gliniarzach, niż o Punisherze. Fakt, że Ennis bardziej skupił się na pełnym problemów życiu dwóch funkcjonariuszy jest dowodem na to, że czasem warto zdjąć ze świecznika głównego bohatera, by całość jeszcze mocniej wybrzmiała. Pierwszy z bohaterów pakuje się w kłopoty i dołącza do grona skorumpowanych gliniarzy. Drugi stres z pracy wyładowuje na żonie stosując brutalną przemoc. Nie lubimy ich, ale Ennis tak poprowadził tę historię, tak skomplikował ich portrety psychologiczne i aktualną sytuację życiową, że jednocześnie im w pewnym stopniu współczujemy. W efekcie obaj dostają od losu szansę na krwawe odkupienie win, a my dodatkowo, oprócz działającego zwyczajowo Franka mamy jeszcze postać księdza, który zachowuje się tak, jak ksiądz powinien, co w popkulturze jest ostatnio rzadkością.

Trzeci tom “Punishera. Marvel Knights” zapowiedziany jest na ten rok, więc za jakiś czas będziemy mogli sprawdzić, w co tym razem Ennis wpakuje swojego bohatera. Drugi tom można śmiało uznać za rodzaj poligonu doświadczalnego, na którym twórcy przetestowali różne, także formalno-narracyjne warianty rozprawiania się Punishera z przestępcami. Wyszło to ciekawie, momentami ekscytująco, momentami wprost przeciwnie, ale nie zmienia to faktu, że na kolejny tom z tej serii będziemy czekać z dużymi oczekiwaniami. 

Punisher. Marvel Knights, tom 2

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon i inni. Tłumaczenie: Marek Starosta. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Elecboy – obiecujący mariaż science fiction z postapo [recenzja]

Po lekturze pierwszego tomu „Elecboya” uczucia mam mieszane. Bo z jednej strony seria kryje w …

Leave a Reply