Gorący temat

Śnienie, tom 3: Jeden magiczny ruch – wypalić irracjonalność ze snów [recenzja]

Choć seria “Śnienie” w ramach Sandman Uniwersum skończyła się na trzecim tomie, to długie okresy oczekiwania pomiędzy kolejnymi odsłonami spowodowały, że może wydawać się bardziej rozbudowaną opowieścią. W dodatku taką, w której nie ma miejsca na niedopowiedzenia. 

Trzeci tom “Śnienia”, najważniejszego z tytułów w ramach Sandman Universum ukazał się u nas tuż przed premierą netfliksowego “Sandmana”. W serialu widzowie są dopiero na początku historii wymyślonej przez Neila Gaimana, choć poznali już Rose Walker, która jest istotną bohaterką “Śnienia”. W poprzednim tomie okazało się, że jej córkę Ivy łączy uczucie z Danielem, czyli nowym wcieleniem Snu z Nieskończonych. Wiemy też, że na skutek starań tajemniczego  przeciwnika (zobaczyliśmy go na ostatnim kadrze drugiego tomu) Daniel jest odcięty od Śnienia, w którym pod jego nieobecność rządy objęła sztuczna inteligencja o imieniu Wan. Wszystko wydaje się być w rozsypce, Wan skrywa jakąś przerażającą tajemnicę, Lucien schodzi ze sceny, a Dora – najciekawsza, nowa postać w świecie Sandmana wyrusza razem z krukiem Matthew na poszukiwania Daniela. I to właśnie ich kolejne perypetie wypadały najlepiej w całej serii. 

Trzeci tom scenarzysta Simon Spurrier rozpoczyna zaskakującym rozdziałem (”Korekta”), z nieznanymi wcześniej bohaterami – jak się okazuje to zmaterializowane, nadprzyrodzone i zarazem poślednie istoty, których istnienie z pewnych powodów zaczyna być wymazywane. Ten zeszyt to preludium do ostatecznych rozstrzygnięć, poprzedzonych jeszcze rozdziałem “Wstrząs”, w którym Dora najpierw pojedynkuje się z demonem, a następnie uzyskuje dostęp – wciąż jednak ograniczony – do osoby stojącej za wszystkimi wydarzeniami i zarazem dowiaduje się co nieco na temat swojej prawdziwej natury. W końcu jednak dostajemy główne danie w postaci dwóch historii – najpierw jest czterozeszytowa “Korona”, a po niej tytułowy, dwuzeszytowy “Jeden magiczny ruch”, w których zostanie nam wyjaśniona cała intryga. A jest co wyjaśniać.

Czuć, że Simon Spurrier bardzo dobrze odrobił lekcję z uniwersum Sandmana i próbował połączyć w swej opowieści wszystko co dotychczas wydarzyło się w wykreowanym przez Gaimana świecie. Czujemy też, że ekscytowało go wprowadzenie do uniwersum nowego elementu – czyli sztucznej inteligencji i skonfrontowanie jej ze sferą snów. Tego jeszcze raczej w świecie Sandmana nie było i dawało szansę na spektakularne potraktowanie tematu. Wyszło tak, że owszem, jest spektakularnie, konfrontacja technologii i materii snów może się podobać, bo intryga polega na tym, żeby wypalić ze świata snów irracjonalność, ale w wielu momentach lektury narracja traci lekkość, Spurrier ładuje w nią zbyt wiele słów, po prostu brak mu gracji i gaimanowskiej prostoty. 

Efekt jest taki, jakby scenarzysta “Śnienia” chciałby być jednocześnie Neilem Gaimanem i Alanem Moorem  i choć obaj twórcy mają ze sobą sporo wspólnego, to jednak sposób ich opowiadania różni się od siebie. Spurrier w “Śnieniu” zamierzał stworzyć kompletną opowieść, bez żadnych niedopowiedzeń, fabularną układankę w stylu Moore’a i chyba przez moment zapomniał, że opisuje sferę snów, w której nic nie jest oczywiste.Gryzie się to ze sobą w fabule, ale ostatecznie rozwiązanie wątków jednak satysfakcjonuje, szczególnie w tych chwilach, w których przypomina o sobie starsza siostra Sandmana – wtedy odnosimy wrażenie, że najlepiej, że mimo wszystko ta opowieść udała się jej twórcom.

Jeśli zaś mówimy o twórcach, to nie sposób wspomnieć o rysownikach. Dani, Matias Bergara, Marguerite Sauvaege i wreszcie niezawodna Bilquis Evely ze swoim delikatnym stylem w niezwykły sposób pasującym do świata Śnienia – oni wszyscy wykonali świetną graficzną robotę. Tu w zasadzie nie ma nic do zarzucenia, a nawet zaczynamy się zastanawiać, jak wyglądałaby seria “Sandman” rysowana współcześnie, bez tego osobliwego piętna, które zostawiła na niej niegdyś estetyka przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Zostajemy też z poczuciem, że nie był to raczej skok na kasę tylko twórcze rozwijanie stworzonego przez Gaimana uniwersum.  Są fragmenty, którem możemy sporo zarzucić, ale “Śnienie” w wielu momentach potrafi urzec swoją historią, a jej  głównym mankamentem jest po prostu fakt, że nie napisał jej sam Neil Gaiman. Niemniej, powinniśmy docenić to, że dopuścił do tej artystycznej wizji innych, całkiem nieźle sprawujących się twórców. 

Śnienie, tom 3: Jeden magiczny ruch

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz: Simon Spurrier. Rysunki: Bilquis Evely i inni. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Egmont 2022

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Ród X/Potęgi X – przez tysiąc lat historii [recenzja]

“RódX/Potęgi X” to album, który jakościowo zostawia w tyle wszystkie ostatnie przygody X-Men wydawane w …

Leave a Reply