Batman, tom 11: Upadek – Batman zapętlony [recenzja]

W jedenastym tomie głównej serii o Batmanie w ramach DC Odrodzenie scenarzysta Tom King próbuje połączyć wszystkie wątki swojej długiej historii i niestety nie wychodzi mu to zbyt dobrze. 

Im dłużej Tom King zajmował się postacią Batmana, tym bardziej narastała niechęć czytelników do jego fabularnych konceptów. Blisko końcówki tej twórczej drogi można powiedzieć, że ambitne plany scenarzysty spaliły na panewce dając w efekcie niezwykle chybotliwą i chaotyczną konstrukcję, opartą głównie na założeniu, że Bruce Wayne nie może wieść szczęśliwego żywota, bo to oznaczałoby koniec Batmana. A bez Batmana – jak mieliśmy okazję zobaczyć w opowieści “Prezent” w tomie numer siedem, uniwersum DC zatrzęsłoby się w posadach. Bruce Wayne musi zatem pozostać Batmanem, Mrocznym Rycerzem z Gotham City. A jego ślub z Seliną Kyle, w wyniku decyzję jej samej, nie miał prawa się wydarzyć.

To wszystko stało się jasne jeszcze przed wydarzeniami z niniejszego tomu. Natomiast w “Upadku” King stara się nas przekonać, że cała ta historia na czele z niedoszłym ślubem miała swojego złowrogiego architekta. Za diabolicznym planem od samych początków serii stał Bane, na własne życzenie uwięziony w Azylu Arkham. To, że Batman podejrzewał go o sterowanie ostatnimi wydarzeniami dobrze wiedzieliśmy, ale fakt, że Bane stoi za wszystkim, co przytrafiło się Waynowi od początków tej historii (tak, również za nieodbytym ślubem) wprawia nas konsternację, bo trudno przystać na aż tak perfidne oblicze tegoż złoczyńcy.

Wszystkie karty odkrywane są w trakcie chaotycznej historii rozpoczętej zaraz po wydarzeniach z poprzedniego tomu pod tytułem “Koszmary”. Najpierw otrzymujemy prowadzoną równolegle historię o zmaganiach z Bane’m na dwóch płaszczyznach czasowych, w której trochę trudno się połapać i która ma w końcówcem tłumaczącego nam plan złoczyńcy, wszystkowiedzącego narratora. Tym okazuje się być Thomas Wayne z Ziemi 2, który następnie będzie towarzyszył Bruce’owi w ponurej podróży przez pustynię do ozdrowieńczej Jamy Ra’s al Ghula. Zapamiętamy z niej przede wszystkim pretensjonalne dialogi obydwu bohaterów i kończąc będziemy kręcić głową z niesmakiem i przeświadczeniem, że nie jest dobrze. Scenarzysta się pogubił i przy okazji tak zapętlił całą fabułę, że jej główny bohater mimo, iż działa jak zawsze w swoim stylu, to i tak odnosimy wrażenie, że w rzeczywistości kręci się w kółko bez żadnego celu. 

Po “Upadku” dostajemy jeszcze kilka krótkich historii napisanych przez różnych scenarzystów i rysowanych przez różnych grafików i wreszcie możemy odsapnąć od psychologicznych zabaw Toma Kinga. To historyjki do przeczytania i zapomnienia, z których wyróżnia się ostatnia z nich, “Strach przed prawdą” przypominająca nam złowrogie oblicze Bane’a, które jesteśmy w stanie zaakceptować. Czeka nas jeszcze kolejny tom, właśnie z Bane’m w tytule i aż strach pomyśleć, jakie jeszcze niespodzianki przygotuje nam topowy scenarzysta, który owszem miał pomysł na nieszablonowo poprowadzone przygody Batmana, ale nie potrafił go w zadowalający sposób zrealizować.

Batman, tom 11: Upadek

Nasza ocena: - 40%

40%

Scenariusz: Tom King. Rysunki: Mikel Janin, Jorge Fornes i inni. Egmont 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

ElfQuest, tom 1 – legenda niezależnego komiksu [recenzja]

„ElfQuest, tom 1″ to z jednej strony rzecz bardzo ciekawa, bowiem Wydawnictwo Amber, odpowiadające za …

Leave a Reply