Coś zabija dzieciaki, tom 1 – wiedźminka na amerykańskiej prowincji [recenzja]

Przykład scenarzysty Jamesa Tyniona IV pokazuje, że wystarczy wyrwać się na chwilę spod kurateli wydawniczego molocha, czyli w tym przypadku DC Comics, by pod szyldem Boom Studios stworzyć komiks na dłużej zapadający w pamięć.

Polscy czytelnicy kojarzą Jamesa Tyniona IV przede wszystkim z serii poświęconych Batmanowi w ramach New 52, które oględnie mówiąc nie zabierały zbyt przychylnych opinii. Scenarzysta od kilku lat związany jest z DC Comics i ściśle współpracuje nad rozwijaniem postaci Batmana ze Scottem Snyderem. Dotychczas widok jego nazwiska na okładce powodował raczej mimowolne westchnięcie u czytelników, jednak po “Coś zabija dzieciaki” ta reakcja z pewnością ulegnie zmianie, a pojawienie się w przyszłości drugiego tomu nowej serii w ofercie Non Stop Comics z pewnością przyprawi odbiorcę o żywsze bicie serca. 

Okładka utrzymana w ciemnoniebieskich tonacjach wita nas obrazem zdezelowanych rowerów, czających się w mroku potwornych spojrzeń i kobiecą sylwetką z solidnym, ostrym narzędziem w dłoni. Łączymy ów obraz z tytułem i wychodzi nam, że porzucone rowery najpewniej należą do zabitych dzieciaków, oczy do potworów, które dokonały tej czynności, pozostaje więc pytanie, kim jest kobieca postać z maczetą. Wszystko szybko się wyjaśni, a po poznaniu bohaterki o mocno brzmiącym nazwisku Erica Slaughter, z miejsca wskakuje ona na listę naszych ulubionych, komiksowych heroin, zwłaszcza że nieodparcie może kojarzyć się z Ciri z sagi o Wiedźminie. 

W “Coś zabija dzieciaki” Tynion obraca się w doskonale nam znanych, małomiasteczkowych klimatach spod znaku twórczości Stephena Kinga i “Stranger Things” (czy jeśli brać pod uwagę rowerowy motyw – także “E.T””. Zbija jednak z tropu jednoznaczny tytuł i sama fabuła, w której dziecięce trup rzeczywiście ściele się gęsto i w zasadzie nikt w miasteczku nie za bardzo wie jak sobie z tym faktem poradzić, dopóki nie pojawia się rezolutna Erica Slaughter, wraz ze swoimi tajemnicami i gotowością do znalezienia winnego tytułowych zabójstw. Jej wątek jest z pewnością najciekawszy łącząc się szybko z wątkiem młodego Jamesa, jedynego dzieciaka ocalałego z masakry, w której zginęło kilku jego kolegów. 

Czy to rzeczywiście oryginalna fabuła i popkulturowy motyw? Na pewno oryginalności przydaje komiksowi warstwa graficzna uciekająca od jednoznaczności w kreśleniu wizerunków potworów rodem z koszmarnego snu. Jest też coś w rozłożeniu palety barw, co mocno przyciąga nasz wzrok i zarazem winduje historię na wyższy poziom. Na poziomie scenariusza o oryginalności świadczą szczegóły, które w atrakcyjny sposób poszerzają fabułę i tworzoną przez Tyniona mitologię “Coś zabija dzieciaki”, wychodzącą daleko poza małomiasteczkowe uwarunkowania i związaną z powinnościami Eriki Slaughter. A przede wszystkim czuć tu narracyjną lekkość i twórczą radość artysty, który nagle złapał oddech i realizuje pomysły buzujące długo w jego wyobraźni i domagające się realizacji. I dzięki tejże realizacji mamy do poczytania bardzo fajny, rozrywkowy komiks, który mimo odwołań do tradycyjnych i nieodzownych motywów popkultury, idzie odważnie swoją drogą. 

Coś zabija dzieciaki, tom 1

Nasza ocena: - 75%

75%

Scenariusz: James Tynion IV. Rysunki: Werther Dell'Edera. Non Stop Comics 2020

User Rating: Be the first one !

Tomasz Miecznikowski

Avatar
Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki" i Instytutu Książki, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku.

Zobacz także

Descender, tom 6: Wojna maszyn – satysfakcjonujący finał [recenzja]

Na okładce finałowego tomu “Descendera” robot Tim-21 unosi się w przestrzeni na tle wielkiego wybuchu. …

Leave a Reply