Gorący temat

Mój syn – thriller po brytyjsku [recenzja]

Czasem o jakości całego filmowego doświadczenia decyduje jedna szczypta wizjonerskiego geniuszu – taka która potrafi wywindować i tak już solidną całość o poziom w górę. Film Christiana Cariona definitywnie takową posiada, ale czy potrafi zrobić z niej dobry użytek?

Na wstępie warto wspomnieć o tym, że „Mój syn” nie jest całkiem nowa historią, a kolejnym z całego rzędu remake’ów, jakich doświadczamy w ciągu ostatnich lat. O ile tego typu odkrycie może od początku nastawiać doń raczej negatywnie, niewątpliwym plusem pozostaje tu fakt, że zarówno za francuskim pierwowzorem z 2017 roku jak i jego anglojęzyczną wersją stoi ten sam twórca, co ponad chęcią zmonetyzowania tego samego scenariusza po raz drugi, może dawać nadzieję również na względy artystyczne.

Tożsamy jest również ów wyróżniający go spośród innych podobnych produkcji pomysł, w myśl którego grający główną rolę aktor nie otrzymał scenariusza, a jedynie wskazówki co do tego jak będzie toczyła się akcja w trakcie kręcenia kolejnych scen. W teorii miało to zapewnić odbiorcom poczucie realizmu i naturalności emocjonalnych reakcji bohatera – a że „Mój syn” stara się poruszać niezwykle wrażliwe struny każdego rodzica, właściwe rozegranie takiego atutu mogło stać się strzałem w dziesiątkę. Jak wyszło w praktyce? Cóż, źle nie jest, choć do ideału nieco tu jednak zabrakło.

Osią fabuły filmu Cariona jest dramatyczna informacja jaką od swojej byłej żony otrzymuje Edmond – oto ich siedmioletni syn  w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął na kampingu. W momencie gdy policja zaczyna podejrzewać porwanie, zdesperowany mężczyzna postanawia na własną rękę dopaść porywaczy i odzyskać dziecko.

Jak można spodziewać się na podstawie powyższego opisu, historia jaką przedstawia nam „Mój syn” do najbardziej skomplikowanych należeć nie będzie – i tak jest w istocie, choć należy uczciwie filmowi oddać, że im dalej w las, tym więcej pojawia się tu dodatkowych, ubogacających fabularny kręgosłup elementów. Nie wszystkie z nich dostają wystarczająco dużo czasu by zostać pełni satysfakcjonujący sposób wyjaśnione, inne zupełnie celowo pozostawiają otwarte furtki dla naszej własnej interpretacji – właściwie wszystko w „Moim synu” podporządkowane jest bowiem temu, by odpowiednio sterować stanowiącym kluczowy punkt całości, emocjonalnym napięciem.

A tego rzeczywiście w filmie Christiana Cariona jest sporo – poczynając już od mogącego zeszklić oczy każdemu rodzicowi głównego wątku, przez dość dramatyczne zwroty akcji, po nieprzeszarżowane występy aktorów. Zaangażowanie do głównych ról doskonale znanych widzom Claire Foy i Jamesa McAvoy’a niewątpliwie spełniło swoje zadanie i nie sposób nie docenić wypracowanej przez tę dwójkę ekranowej chemii – zwłaszcza w świetle tego, że Szkot swoją rolę odgrywał niemal w całości improwizując. Sprzeczać można się w zasadzie jedynie co do tego, czy rzeczywiście możemy mówić tu o całkowicie nowej emocjonalnej jakości. Moim zdaniem o taką opinię jednak trudno, jako że całość nadal ograniczana jest przyzwoitym, choć mimo wszystko dość standardowym, oferującym nam intrygę z rodzaju „po nitce do kłębka” scenariuszem. Odruchowe reakcje McAvoya w obliczu przewidywalnej historii wydają się jednak znacząco przytłumione – a mimo nacisku marketingowego właśnie na ten element filmu, mamy tu do czynienia ze znacznie bardziej standardowym thrillerem, niż moglibyśmy przypuszczać.

„Mój syn” jednak to chce zrobić, robi zupełnie nieźle. To niezwykle skromny niemal studyjny w odczuciu film, którymi wraz z cokolwiek ponurymi, choć niepozbawionymi piękna szkockimi pejzażami wrzuca nas w sam środek koszmaru każdego rodzica, z jakim mierzą się bohaterowie. Wcale nie jest nam trudno się z nimi utożsamiać – a to już jasny dowód na to, że zadanie domowe zostało odrobione na solidną czwórkę w szkolnej skali.

Foto © Peacock

Mój syn

Nasza ocena: - 70%

70%

Reżyseria: Christian Carion. Obsada: James McAvoy, Claire Foy i inni. USA / Wielka Brytania / Niemcy, 2021.

User Rating: Be the first one !

Maciej Bachorski

Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i przyzwoitej (znaczy, nie tylko single malt) whisky. Pisywał dla "Playboya", "PIXELA", czy "Wiedzy i Życia", a obecnie współpracuje z "Nową Fantastyką", "CD-Action" i "Netfilmem".

Zobacz także

Sisu – mniej znaczy lepiej [recenzja]

Kinowe eksperymenty z formą i treścią z pewnością należy cenić za przełamywanie utartych schematów, ale …

Leave a Reply