Gorący temat

Park Jurajski i Zaginiony świat – nieprzemijający urok wielkich gadów [recenzja]

Seria „Jurrasic Park” to swoisty kulturowy fenomen, od którego Hollywood obecnie w sposób jawnie nieprzyzwoity (spojrzawszy na ostatnie odsłony filmowej sagi) stara się odcinać kupony. I choć blask jego gwiazdy nieco już w ostatnim czasie przygasł, to jednak należy pamiętać, że w latach 90. „Park Jurajski” wywołał ogólnoświatową dinomanię, czyniąc przy okazji Michaela Crichtona jednym z najpoczytniejszych pisarzy.

Michael Crichton zmarł w 2008 roku, pozostawiając po sobie bogatą literacką spuściznę, do której zaliczyć należy nie tylko omawiany cykl o dinozaurach z okresu jurajskiego, ale też świetne powieści SF, jak „Wirus”, „Kula” czy „Andromeda”, a także thrillerów z przygodowym sznytem („Kongo”), oraz powieści sensacyjnych („Wschodzący świt”, czy „W sieci”). Większość powieści Crichtona doczekała się ekranizacji, a w dodatku powstawały one pod egidą takich reżyserskich mistrzów, jak Steven Spielberg, Richard Donner czy Barry Levinson. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie „Park Jurajski” oraz jego bezpośrednia kontynuacja – „Zaginiony świat” stanowią najważniejsze pozycje w pisarskim dorobku Crichtona, jego swoiste opus magnum.

Dinozaury fascynują choćby przez swoją egzotyczność, majestatyczność i potęgę oraz fakt, jak niewiele – tak naprawdę – o nich wiadomo. Zdają się pochodzić z pogranicza snu i fantasmagorii, często kojarząc się z mitycznymi smokami i bestiami. Wywodzą się z czasów na długo sprzed ery pierwszych ludzi, a ich zagadkowe zniknięcie do dziś wzbudza gorące, naukowe dysputy.

Niegdyś rządziły Ziemią niepodzielnie, będąc stworzeniami dominującymi, by nagle i niespodziewanie wyginąć, z przyczyn do dziś jednoznacznie nieokreślonych.

Wykorzystywane były przez niezliczone pokolenia pisarzy, rozpalające wyobraźnię możliwościami kreacyjnymi, opierającymi się głównie na konfrontacji współczesnych ziemskich dominantów – ludzi – z jej niegdysiejszymi władcami. Po dinozaury sięgał twórca Sherlocka Holmesa – Arthur Conan Doyle w niejednokrotnie ekranizowanym „Zaginionym światem (do którego zresztą powieść Crichtona o tym tytule bezpośrednio nawiązuje), ale też tacy twórcy, jak Victor Milan, w swojej powieści „Władcy dinozaurów”. To jednak Crichtonowi udało się – nie tylko poprzez sam rozmach, ale osadzenie motywu dinozaurów w kontekście współczesnej nauki, zwłaszcza głośnej ówcześnie naukowej fascynacji możliwościami manipulacji genetycznych – zaszczepić w globalnym społeczeństwie wręcz maniakalny zachwyt tymi niezwykłymi stworzeniami. Zachwyt, który, w pewnej formie, trwa do dzisiaj, zważywszy, że nadal kręcone są kolejne odsłony filmowej epopei spod znaku Jurrasic Park, a Netflix nakręcił bardzo popularny serial animowany dla dzieci osadzony w tym uniwersum. A wiadomo, że w kinematografii to portfele widzów decydują o kontynuowaniu serii. I nie przeszkadza w tym ani brak świeżych pomysłów, ani zużycie samego motywu.

Pierwsza powieść – „Park Jurajski” to wspaniała koncepcja historii przygodowej zmiksowanej z osnową klasycznego techno thrillera, gdzie najnowsze trendy w nauce odgrywają niepoślednią rolę. I już nawet nie rzecz w tym, czy realne i możliwe w realu byłoby odtworzenie dinozaurów z fragmentów DNA pozyskanych z uwięzionych w bursztynie komarów, ale o PRAWDOPODOBIEŃSTWO takich działań. A Crichtonowi udało się odmalować wizję, w której ten niesamowity pomysł się spełnia! Naukowcom udało się pozyskać DNA wymarłych gadów i odtworzyć je, ożywić we współczesnym świecie. I – oczywiście – skomercjalizować pomysł w postaci gigantycznego parku rozrywki, który mógłby, uruchomiony, przynieść miliony dolarów zysku. Rocznie.

Koncepcja ze wszech miar atrakcyjna, wkracza w ostatnią fazę testów, wraz z pierwszymi, testowymi zwiedzającymi. Ale oczywiście coś musi pójść nie tak. I — jak to zwykle bywa — przyczynkiem katastrofy jest ludzka chciwość, chęć łatwego zysku i brak szerszego oglądu na możliwe konsekwencje egoistycznych działań jednostki. Dodatkowo wchodzi w grę awaryjność każdego złożonego systemu i niemożność przewidzenia każdej zmiennej, jaka może mieć na niego wpływ.

Wielkie gady wydostają się na wolność… a grupka niczego niespodziewających się gości parku, zamiast podziwiać w pełnej krasie jego niesamowitość, muszą walczyć o przetrwanie…

„Park Jurajski” to tygiel thrillera z powieścią przygodową. Dla takiej mieszanki ukuto termin techno thriller, ponieważ zarzewiem fabularnych zdarzeń jest konsekwencja wykorzystania nowych technologii i ogólna, technologiczna podbudowa całego pomysłu. Określnik trafny, dobrze charakteryzujący dość szerokie spektrum tematyczne, w które akurat „Park Jurajski” bardzo dobrze się wpisuje. Oczywiście nauka to tylko część większej całości w gatunkowym szkielecie, bo pierwsze skrzypce gra tutaj szalona walka o przetrwanie w skrajnie nieprzyjaznym (jak inaczej nazwać odciętą od świata wyspę, w czasie sztormu, po której biegają wielkie, często drapieżne dinozaury?) środowisku. Nie jest to jednak do końca survival horror – choć po takie pomysły, jak gigantyczne bestie sprzed milionów lat twórcy tego gatunku nierzadko sięgali – bo tam zwyczajowo nikt nie przejmował się próbami wytłumaczenia prawdopodobieństwa zdarzeń. A Crichton bardzo starannie przygotował się do tematu od strony naukowej, wiele aspektów szczegółowo wyjaśniając, co z pewnością wpływa na pozytywny odbiór powieści.

Sama oś fabularna pozornie nie odbiega od klasycznego dla takiej konwencji gatunkowej szablonu. Grupka zróżnicowanych osobowości, w izolowanym środowisku musi walczyć o przetrwanie, jako antagonistę mając przeciwnika o wiele potężniejszego i groźniejszego, niż oni sami… To, co pozornie nie ma szans powodzenia, jednak finalnie się udaje (przynajmniej częściowo) i docieramy do względnie szczęśliwego końca. Ograny schemat? Być może. Ale fakt dorzucenia prehistorycznych gadów podbija zdecydowanie skalę atrakcyjności, a staranna naukowa podbudowa pomysłu jeszcze ten wydźwięk pozytywny wzmacnia, co czyni „Park Jurajski” jedną z najlepszych powieści w swoim gatunku. I z pewnością jedną z ważniejszych publikacji popkulturowych lat 90.

Powiedzieć, że „Park Jurajski” jest kultowy, to jakby nic nie powiedzieć. Jego pozycja i znaczenie dla współczesnej popkultury jest olbrzymia. Zakorzenienie w społecznej świadomości także. Owszem, duży w tym udział miał niezwykle kasowy film w reżyserii samego Stevena Spielberga. Film nie tylko był epickim widowiskiem samym w sobie, ale też świetnie skrojoną opowieścią, która zgarnęła aż trzy statuetki Oskara i jest jednym z najbardziej dochodowych produkcji w historii kina. A wszystko to dzięki pomysłowi Michaela Crichtona i jego powieści. Więc pytanie do każdego miłośnika popkultury: wypada nie znać?

Sprawdź, gdzie kupić:

„Zaginiony świat” to powieściowa (i filmowa) kontynuacja kasowego hitu, która, przynajmniej w przypadku ekranizacji, uważana jest za pomyłkę. I za potknięcie w świetlanej karierze reżyserskiej Stevena Spielberga. Cóż, nie sposób nie zgodzić się, że filmowa wersja jest ledwie cieniem książkowej opowieści, odbiegającej bardzo mocno w warstwie fabularnej od swojego pierwowzoru, ale też odstającej w warsztatowym wykonaniu od „Parku Jurajskiego”. Najważniejsze dla nas jednak jest to, że film „Zaginiony świat: Jurrasic Park” ma niewiele wspólnego z powieścią. Czemu? Bo książka jest nie tylko fabularnie zupełnie inna. Jest o wiele lepsza, po prostu. Sprawnie napisana, osadzona na bardzo konkretnej naukowej podwalinie, a do tego skupiająca się na solidnie zarysowanym przekazie, obejmującym dość szerokie spektrum – od naukowej odpowiedzialności za prowadzone eksperymenty, po rabunkową ingerencję człowieka w świat przyrody, w ramach którego przekształcamy otaczający nas świat na swoją modłę, bez jakiegokolwiek poszanowania środowiska. Co zwykle prowadzi – bo musi prowadzić – do katastrofalnych konsekwencji.

Powieść Crichtona mocno odbiega – jak wspomniałem – od linii fabularnej filmu, co jednak działa na jej korzyść, czyni ją ciekawszą i głębszą w przekazie, jednocześnie nie pozbawiając jej pożądanej przecież otoczki przygodowej. To nadal historia zmagań odizolowanej grupki ludzi, zmuszonej mierzyć się z olbrzymim, środowiskowym zagrożeniem. Co niejako prowadzi do wniosku, że ludzie otrzymują to, o co sami się postarali. W myśl przysłowia: kto sieje wiatr, zbiera burzę”, tak i w „Zaginionym świecie” wszelkie zagrożenia, na jakie napotykają bohaterowie, są bezpośrednim wynikiem działalności człowieka właśnie. I swoistej naukowej pychy, która sugeruje, że nie ma granic, jakich przekraczać nie wolno. Crichton formułuje prosty wniosek – czasem takie bezpardonowe parcie naprzód w imię naukowego postępu może się odbić czkawką.

Powieściowa dylogia Crichtona (powstałą część trzecia, napisana przez Scotta Ciencina, która jest jednak ledwie topornym, bez polotu napisanym streszczeniem filmowej fabuły z trzeciej odsłony kinowej serii) to z pewnością popkulturowy fenomen, który wypada znać. Nie tylko przez zagęszczenie dinozaurów na metr kwadratowy oraz na ilość stron w książce. Także przez solidny warsztat literacki, umiejętność zmiksowania dużej ilości wartkiej, dynamicznej akcji z solidnym tłem naukowym, w dodatku okraszonym intrygującym, moralnym wywodem nt. odpowiedzialności nauki wobec przyrody, w jaką bezpardonowo ingeruje. To wszystko sprawia, że seria jest nie tylko świetną lekturą, ale też ważną pozycją, mającą konkretny wpływ na obecny kształt współczesnej popkultury. Wstyd nie znać, zwłaszcza że Wydawnictwo Vesper pokusiło się o nowe, eleganckie wydania, ze świetnymi okładkami autorstwa Artura Rudnickiego (Strigiform). Warto!

 

Park Jurajski / Zaginiony świat. Tłumaczenie: Krzysztof Bednarek /Andrzej Leszczyński. Wydawnictwo Vesper 2022 / 2023

Nasza ocena: - 90%

90%

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Pomrok – przejmująca historia o tożsamościowych rozterkach powojennego Śląska [recenzja]

„Pomrok” Daniela Rosołka mnie zaskoczył. Jako pierwsza z publikacji Wydawnictwa Mrocznego – skupiającego całe swoje …

Leave a Reply