Gorący temat

Szalona zagroda – graficzne mistrzostwo w problematycznej scenariuszowo adaptacji Samotnika ze Lwowa [recenzja]

„Szalona zagroda” Mateusza Wiśniewskiego i Michała Araszewicza, będąca pierwszą komiksową adaptacją prozy Stefana Grabińskiego staje w rozkroku pomiędzy przepięknie ujętą stroną graficzną i jednoczesną niedoskonałością scenariuszową, który opiera się ledwie na wyjęciu z kontekstu konkretnych cytatów z noweli i wklejenie ich w komiksowe kadry. To sprawia, że bez znajomości oryginalnego tekstu trudno jest komiksową historię właściwie przyswoić.

Z jednej strony bardzo cieszy mnie to, że owa komiksowa etiuda w ogóle powstała. I że – jak piszą we Wstępie jej autorzy – jest zapowiedzią większego projektu, obejmującego antologię prac komiksowych inspirowanych nowelistyką Grabińskiego. Bowiem z pewnością jest to twórca na tyle znaczący, że wstydem wręcz jest brak eksploracji adaptacyjnej jego dorobku na rodzimym rynku komiksowym. Co rusz polscy twórcy sięgają przecież po ograny już prawie że do cna motyw lovecraftowski, a o Grabińskim zdają się nie pamiętać. A może i lekceważyć, nie dostrzegając swoistego renesansu jego popularności? O tym, kim był Grabiński rozwodził się nie będę. Polecam jednak zainteresowanym – tym i nie znającym autora i tym z nim bliżej zaznajomionym – dwie bardzo ważne publikacje na temat tego twórcy, które ukarzą się wkrótce nakładem Wydawnictwa IX, obydwie pod redakcją Krzysztofa Grudnika. Pierwsza to „Czytanie Grabińskiego”, a druga: „Stefan Grabiński. Wokół twórczości”. Mówiąc jednak pokrótce, mamy w rodzimym dorobku mistrza mrocznej nowelistyki, który nie ustępuje choćby i samemu Poemu, więc czemu z jego prac nie korzystamy?

Sięga po raz pierwszy po Grabińskiego i jego prozę – w ramach komiksowego medium – Mateusz Wiśniewski, twórca, który zdradzał już wcześniej zamiłowanie do adaptacji klasycznych opowieści na język historii graficznych. Bo przecież to on odpowiada za scenariuszową adaptację „Miazmy”, będącej komiksowa parafrazą „Flecisty z Hameln”, ludowej przypowieści spopularyzowanej literacko przez sławetnych badaczy folkloru, braci Grimm. Tym razem także sięga po literacki pierwowzór, starając się przełożyć go na komiksowe medium w sposób jak najbardziej dosłowny. I ta dosłowność to – niestety – największa bolączka „Szalonej zagrody”. Tekstem w komiksie – a zarazem trzonem scenariusza – są dosłowne cytaty z noweli Grabińskiego. Przytoczone w sposób bezpośredni, bez jakiejkolwiek reinterpretacji, przemieszane z kadrami, które mają uzupełniać braki treści słownej, wypadają niestety nijako, wyrwane z szerszego literackiego kontekstu. Nie ujęte w całość opowieści, nie zaimplementowane w szersze opisowe tło wydają się sztuczne, chaotyczne i zbyt niedookreślone, by zbudować właściwy nastrój. U Grabińskiego każde zdanie, każde słowo miało określone znaczenie, budowało rytm narracyjny i wspierało płynność treści. U Wiśniewskiego w scenariuszu ta płynność ulega zakłóceniu poprzez wyrwanie pojedynczych zdań z większego fragmentu i próba uzupełnienia ich obrazem niestety nie zdaje egzaminu na tyle, na ile byśmy oczekiwali. Przez to historia mrocznej zagrody traci swój pierwotny wydźwięk, nie wyczuwamy do końca narastającego niepokoju i rodzącego się szaleństwa. Zbytnia dosłowność cytatu zaszkodziła tutaj Wiśniewskiemu i nie udało mu się przełożyć niezwykłego nastroju prozy Grabińskiego na język komiksu w sposób należyty. Lepiej by było, gdyby scenarzysta pokusił się choćby o napisanie samodzielnego scenariusza na kanwie noweli Grabińskiego, nawet z próbą stylizacji językowej. Choćby nie był to efekt idealny, dorównujący twórcy pierwowzoru, miałby szanse wybrzmieć płynniej i bardziej zwarcie niż ten zlepek wyrwanych z kontekstu zdań.

Tym, co „Szaloną zagrodę” w wersji komiksowej wyróżnia to z pewnością rysunek. To swoiste graficzne arcydzieło, świetnie odmalowane, balansujące na krawędzi szkicu i malowania tuszem robi piorunujące wrażenie, wynosząc opowieść na zupełnie inny, wyższy poziom. I bardzo szkoda, że tak świetne grafiki nie mogą do końca, we właściwy sposób wybrzmieć, właśnie przez chaotyczny zbiór cytatów w scenariuszu. Araszewicz robi co może, by odpowiednio nakreślić w kadrach brakujące fragmenty noweli, jednak powtórzę – bez znajomości oryginalnego tekstu trudno zrozumieć przekaz całej historii. I praca rysownika niejako idzie w tym przypadku na marne. Pomimo kunsztu, z jakim została wykonana.

Szczerze Araszewicz obecnie jawi się jako jeden z ciekawszych komiksowych rysowników w tym kraju, co zapowiadał już rysunkiem w świetnych „Portretach wojennych”. W „Szalonej zagrodzie” wyniósł swój warsztat i komiksową formę jeszcze wyżej, do rangi sztuki, zajmując miejsce w szeregu z takimi komiksowymi mistrzami, jak Przemek Truściński, Joanna Karpowicz czy Wojciech Stefaniec. Przynajmniej w moim osobistym panteonie.

Chociaż trzyma się Araszewicz klasycznego ujęcia kadrów, to czasami pozwala ilustracjom zaburzać ich krawędzie, wyciekać, przenikać poza ich obręb, co potęguje poczucie niepokoju i narastającego szaleństwa, o jakim czytamy. To graficzne zaburzenie ustalonego porządku jest kolejnym – bardzo udatnym – zabiegiem, pomagającym opowieści uzyskać właściwy wydźwięk, rezonowac z emocjonalnym postrzeganiem odbiorcy także na poziomie graficznym. W tym przypadku zdecydowanie lepiej dobranym do opowieści, niż przyjęta forma scenariusza.

W związku z premierą „Szalonej zagrody” przetoczyła się przez komiksowy fandom gorąca dyskusja na temat stosunkowo wysokiej ceny za zeszyt o tak skromnej (ledwie 24 strony) objętości. Cóż, trudno oceniać zasadność tak wygórowanej stawki, nie znając konkretnych cen papieru, druku, ale też wielkości nakładu publikacji. Ostatnio rynek wydawniczy z pewnością dotkliwie odczuł wzrost cen surowców (jak papier) oraz energii. Nie pomaga w tej kwestii również fakt, iż to projekt niskonakładowy, wydawany niezależnie – co siłą rzeczy podnosi koszt. Porównywanie go do wysokonakładowych wydań choćby ze stajni Egmontu moim zdaniem mija się z celem. Choć przyznam, że kwota, jaką za „Szaloną zagrodę” należy zapłacić dla wielu odbiorców może okazać się zaporowa. Jednak – jeśli nie zaczniemy własnymi, czytelniczymi portfelami inwestować w polski komiks niezależny, to nic się w jego obrębie nie poprawi, nic dobrego nie zadzieje. Wybór należy więc do nas. Chcemy, by takie projekty się ukazywały, czy może nie? Stać nas na takie ekstrawagancje, czy może wolimy pozostać w zalewie bezpiecznych i znanych powszechnie trykociarzy lub frankofonów (które, żeby nie było, też lubię i czytuję namiętnie)? Zostawiam każdemu pod indywidualną rozwagę.

„Szalona zagroda” to jedna jaskółka, która może nie czyni wiosny, względem komiksowych adaptacji prozy Stefana Grabińskiego, ale daje nadzieję na to, że polscy twórcy jednak skuszą się na zainteresowanie tym twórcą. I to należy poczytywać na plus. Wolałbym jednak może nieco swobodniejsze podejście adaptacyjne do scenariusza, by udało się zachować zarówno ducha oryginału, ale i zapewnić płynność opowieści. W warstwie graficznej życzyłbym sobie za to więcej prac Araszewicza lub artystów jego pokroju. I będzie dobrze.

Komiks możecie kupić TUTAJ

Szalona zagroda

Nasza ocena: - 70%

70%

Scenariusz na podst. noweli S. Grabińskiego: Mateusz Wiśniewski. Rysunki: Michał Araszewicz. Wydawnictwo niezależne 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Przysięga tom 2 – godne zwieńczenie martinowskiej opowieści [recenzja]

Drugi tom zbiorczy „Przysięgi” cechuje większy fabularny mistycyzm, niż miało to miejsce w części pierwszej, …

Leave a Reply