Gorący temat

Tykko z pustyni – świata Troy rozmienianie na drobne [recenzja]

Jako wielki fan serii o Lanfeuście (i jeszcze większym spin – offu o Trollach) z coraz większym żalem patrzę, jak znakomite z początku uniwersum powolnie rozmieniane jest na drobne.

„Tykko z pustyni” to kolejna, po „Cixi z Troy” opowieść ze świata Troy, wykreowanej przez Christophe’a Arlestona (scenariusz) i Didiera Tarquina (rysunki). Z każdym kolejnym tomem oryginalna seria odsłaniała nowe, nieznane elementy wykreowanego świata, umiejętnie łącząc przygodę, magię i humor. Kolejne odsłony uniwersum, rozwijane w takich spin – offach, jak przepyszne „Trolle z Troy”, wzbogacały je i ukazywały, jak wielki kryje się w nim potencjał. Nie tylko fabularny, ale także satyryczny.
Czuć jednak wyraźne zmęczenie materiału, które niejako zwiastował już wspomniany album „Cixi z Troy”, a odczucie to jeszcze się pogłębia, kiedy sięgniemy po lekturę „Tykko z pustyni”.
Najnowsza odsłona to opowieść o młodym chłopcu, zbieraczu błądziego łajna, marzącym o tym, by zostać zwycięzcą wielkiego Wyścigu Trzynastu Plemion, które nie tylko zapewni mu sławę, szacunek i społeczny awans, ale także umożliwi finansową stabilizację, konieczną dla leczenia chorej matki. Jak w historiach fantasy bywa, tak i tutaj nastolatek okaże się tajemniczym Wybrańcem, a na jego barkach złożone zostanie uratowanie pozornie martwego przez dekady miasta i tajemniczego ludu, który je zamieszkiwał. Przy okazji chłopak – wiadomo, przeżyje masę przygód, odkryje tajemnicę własnego pochodzenia, zostanie bohaterem, odnajdzie rodzinę i uratuje nie tyle świat, ile pewien jego wycinek. Aha, i oczywiście odnajdzie miłość.
Trudno mówić w przypadku tego krótkiego opisu o spoilerach, bowiem cała historia jest cięta mocno od szablonu i na wskroś przewidywalna, przez co większość napięcia towarzyszącemu lekturze ulatuje już na początku. Dodatkowo opowieść zdaje się być zlepkiem klisz i pomysłów już wcześniej użytych w innych opowieściach. Tak więc Wyścig Trzynastu Plemion do złudzenia przypomina – w znaczeniu dla fabuły, w swoim charakterze, przebiegu etc. – wyścig superszybkich rydwanów z Tatooine, w którym brał udział Anakin Skywalker (notabene, też Wybraniec o wielkiej mocy i poważnej Misji). Kolejnym wyraźnym zapożyczeniem z popkultury jest Piaskożyt – olbrzymi, dżdżownicopodobny robak, żyjący pod piaskami pustyni, niczym Czerw z Herbertowskiej Diuny. Choć rola tego stworzenia w komiksie jest tu zgoła odmienna, niż w powieści Herberta, to jednak fakt, iż Tykko zapanuje finalnie nad bestią, wydaje się nad miarę zbliżone do historii z „Diuny”…
Mam wrażenie, że towarzysząca Arlestonowi w zakresie tworzenia scenariusza Mélanÿn niewiele wniosła do opowieści, jednocześnie pozbawiając ją tego specyficznego, mocno erotyzującego w wielu miejsca humoru (który jeszcze był obecny w „Cixi z Troy” pisanej przez samego twórcę uniwersum). Mélanie „Mélanÿn” Turpyn odpowiada (we współpracy z Arlestonem) za osiem albumów z serii „Legendy z Troy”, wśród których „Tykko z pustyni” jest pierwszym wydanym w Polsce.
I mam wątpliwości – a mówię to jako zagorzały fan serii – czy chciałbym, by pozostałe części cyklu ukazały się w naszym kraju. Sygnowany przez nią komiks tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Uniwersum Troy powoli się wypala, a jego gwiazda gaśnie. Coraz mocniej przypomina to próbę ślizgania się na dotychczasowej popularności, niestety prowadząc do rozmienienia jej na drobne i pozbawienia kluczowych elementów, które stanowiły o jej wyjątkowości.
Graficznie jest nieźle. Rysownik Nicolas Keramidas dobrze wpasowuje się w klimat świata Troy i rysuje go w sposób całkiem zgrabny, dobrze radząc sobie z dynamiką ruchu, z rozmachem pustynnych ruin, czy też z ukazaniem bezmiaru morza piasków. Autor rysunków znany jest w Polsce z komiksów o Myszce Miki, rysowanych do scenariusza Lewisa Trondheima. I jest zdecydowanie jednym z nielicznych plusów tego albumu o Troy.

„Cixi z Troy” nie napawała optymizmem, a „Tykko z pustyni” tylko potwierdza fakty. Nadchodzi nieubłagany zmierzch świata Troy. Pytanie tylko, kiedy zauważą to jego twórcy. A może jednak stanie się cud i uda się jeszcze odświeżyć serię? Czas pokaże.

Tykko z pustyni

Nasza ocena: - 55%

55%

Scenariusz: Christophe Arleston, Mélanÿn. Rysunki: Nicolas Keramidas. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawnictwo Egmont 2023

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Kiedyś Krakus z przypadku, teraz Białostoczanin, z wyboru. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4”, „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”, „Żertwa”, „The best of Histeria”, „Zwierzozwierz” i „Wszystkie kręgi piekła”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. Wydał autorskie zbiory opowiadań: „Ballady morderców” (Phantom Books 2018) oraz „Dreszcze” (Wydawnictwo IX 2021) oraz powieść „Ćmy i ludzie” (Wydawnictwo IX 2022). Pracuje nad kilkoma innymi projektami (które być może nigdy nie doczekają się ukończenia). Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie Martynie oraz popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Blast – w pogoni za wolnością absolutną [recenzja]

Czy jest możliwa całkowita, zupełna wolność? To pytanie staje się podwaliną opowieści Manu Larceneta – …

Leave a Reply