Gorący temat

Pogorzelisko – horror w stylu Jamesa Herberta [recenzja]

Mariusz Kaszyński to autor, który debiutował w literackim horrorze ponad dekadę temu, jednak dość szybko zniknął z rynku. Potem pojawił się na chwilę, próbując sił w fantasy i znów umilkł na kilka lat. A teraz powraca z bardzo klasycznym horrorem o nawiedzonym domu, który całkiem dobrze radzi sobie w swojej kategorii gatunkowej.

„Pogorzelisko” to dość sztampowa historia. Małżeństwo z dwójką nastoletnich dzieci otrzymuje szansę zakupu domu po bardzo okazyjnej cenie. Coś, co traktują w pierwszej chwili jako uśmiech losu, przekształca się szybko w uciążliwe brzemię, które w krótkim czasie prawie niszczy ich rodzinę. Dom okazuje się bowiem nawiedzony, a tajemnicze zdarzenia dość gwałtownie i bezpardonowo zaczynają manifestować się w jego obrębie, nie ograniczając się wyłącznie do zagadkowego stukania, poruszania przedmiotami, czy odgłosem kroków. Z początku nie wszyscy członkowie rodziny dostrzegają tajemnicze zjawiska. Zaczyna się od dziecka znajomych, którzy odwiedzają Stefana i jego bliskich na nowych włościach. Malca wystraszyła stara pani o mocno zniekształconej twarzy. Wszyscy uznają to za wymysł nadpobudliwej wyobraźni dziecka, jednak niedługo później podobnego „spotkania” doświadcza syn Stefana, Adrian… Najdłużej uznaniu za fakt manifestacji nadprzyrodzonego opiera się sam ojciec rodziny, który, jako uparty racjonalista uporczywie doszukuje się realistycznego wyjaśnienia. Czy dom w podwarszawskiej miejscowości rzeczywiście jest nawiedzony? Czy niedawno wybudowana nieruchomość w ogóle może być nękana przez duchy?

Kaszyński to sprawny rzemieślnik, który zgrabnie implementuje klasyczny motyw nawiedzenia do współczesnych realiów. Nie osiąga w tym może doskonałego poziomu Piotra Borowca – który jak nikt w polskiej grozie radzi sobie z „uwspółcześnianiem” motywów klasycznej grozy – ale też nie wykazuje większych niedociągnięć. To przyzwoita proza, która może nie przekracza gatunkowych granic, nie poszukuje nowych ścieżek dla horrorowej estetyki, ale jednocześnie zwyczajnie wcale nie musi. To niezłe czytadło na kilka wieczorów, które, choć dość przewidywalne, potrafi podtrzymać napięcie i czasem nawet przerazić. A przynajmniej wzbudzić niepokój i nerwowe oczekiwanie na finał. A tym samym na potwierdzenie, lub zaprzeczenie naszym przypuszczeniom.

To proza mocno herbertowska w stylu, ale też w fabularnej konstrukcji (kto pamięta „Innych” tego autora?), która sprawdzi się wśród miłośników lekkiej, niezobowiązującej zabawy z konwencją. Miłośnicy Mastertona, czy Herberta powinni być w pełni usatysfakcjonowani. I choć może się to wydać skojarzeniem nieco przesadzonym, odnajduję w powieści dalekie echa kingowego „Lśnienia”, zwłaszcza w powolnym rozpadzie rodzinnych relacji i wzrastającej frustracji w ojcu rodziny, która doprowadza ich wszystkich na skraj zagłady.

Osobiście – choć nadal uznaję ”Martwe światło” (Runa 2009) za najlepszy tytuł w dorobku Kaszyńskiego – muszę przyznać, że trochę obawiałem się tej książki, ale finalnie wypada ona całkiem dobrze. To lekkie, niezobowiązujące czytadło. Zakładam, że taki właśnie był zamysł autora i w tym zakresie cel został w pełni osiągnięty. Choć zakończenie w dużej mierze da się przewidzieć, to jednak autor zgrabnie dopiął wszystkie wątki wykreowanej przez siebie opowieści i to, że spodziewamy się określonego finału nie przeszkadza czytać z przyjemnością. Widać, że Kaszyński cały koncept miał starannie przemyślany i od początku prowadził historię do takiego właśnie punktu, starannie rozrzucając tropy i wskazówki.

„Pogorzelisko” to powieść z zakresu literatury popularnej i jako taka spełnia swoją funkcję. W zgrabny sposób odnosi się do horrorowej klasyki, jest wewnętrznie spójna i konsekwentna, a lektura stanowi świetną propozycję dla tych, którzy szukają niezobowiązującej literackiej rozrywki. Całkiem dobry wybór na wakacyjną lekturę dla tych, którzy lubią się bać.

Pogorzelisko

Nasza ocena: - 75%

75%

Mariusz Kaszyński. Wydawnictwo Phantom Books 2021

User Rating: Be the first one !

Mariusz Wojteczek

Rrocznik '82. Obecnie Krakus, trochę z przypadku, trochę z zasiedzenia. Redaktor portali o popkulturze, recenzent, publicysta. Współtwórca i redaktor portalu BadLoopus – W pętli popkultury. Pisze opowiadania, które dotychczas publikował m.in. w Grabarzu Polskim, Okolicy Strachu, Bramie, Histerii oraz w antologiach, jak „Słowiańskie koszmary”, „Licho nie śpi”, „City 4” i „Sny Umarłych. Polski rocznik weird fiction 2019”. Laureat czwartego miejsca w konkursie „X” na dziesięciolecie magazynu Creatio Fantastica. W 2018 wydał autorski zbiór opowiadań „Ballady morderców”. Miłośnik popkultury i dobrej muzyki, nałogowy zbieracz książek, komiksów i płyt. Zakochany bez pamięci w swojej żonie i popkulturze – w takiej właśnie kolejności.

Zobacz także

Ostateczne rozwiązanie – mroczniejsza wersja II wojny światowej [recenzja]

Robert Szmidt po raz kolejny – po niedawnych „Szponach smoka. Zgasić słońce”, podejmuje się pisania …

Leave a Reply